Po ponad dwóch latach od katastrofy Tu-154 nie ma wątpliwości, że wojskowi śledczy popełnili błędy, dopuścili do zamiany ciał ofiar, przez co konieczne były ekshumacje.
Ich pracę krytycznie ocenił Kazimierz Olejnik, były zastępca prokuratora generalnego. I mocno tym się naraził kierownictwu Prokuratury Generalnej. Ma postępowanie służbowe. Dziś musi tłumaczyć się ze swoich słów.
– Zostałem wezwany na przesłuchanie w charakterze obwinionego w związku z wypowiedziami dla dziennika „Rzeczpospolita" dotyczącymi śledztwa smoleńskiego – potwierdził „Rz" Kazimierz Olejnik. Uciął pytania, zastrzegając, że na tym etapie nie będzie się wypowiadał.
– Rzecznik dyscyplinarny prokuratora generalnego wezwał prok. Olejnika, by odebrać od niego wyjaśnienia – mówi „Rz" Mateusz Martyniuk, rzecznik Prokuratury Generalnej. Czy dyscyplinarkę polecił wszcząć Andrzej Seremet? – Postępowanie ma niejawny charakter – dodał.
Czym się naraził Olejnik? Kiedy na jaw wyszła zamiana ciała Anny Walentynowicz, pytany przez „Rz" mówił, że nie ma dla tego usprawiedliwienia i wytykał zaniedbania. – Nie mam cienia wątpliwości, że przy sekcjach ciał ofiar powinni być polscy prokuratorzy. Oględziny i sekcja to wręcz kanon pracy – mówił.