Reklama

Kochali nie tylko lotnictwo

Kim byli? Zapaleni narciarze, muzyk rockowy, obrończyni zwierząt. I Miss Politechniki Warszawskiej. Zginęli pod Smoleńskiem.

Publikacja: 14.04.2010 04:33

Natalia Januszko

Natalia Januszko

Foto: Siły Zbrojne

Niedziela, 24 stycznia 2010 r. Nocą na warszawskim lotnisku wojskowym ląduje rządowy Tu-154. Za sterami siedzi kpt. pil. Arkadiusz Protasiuk. Jest nerwowo, bo kilka godzin wcześniej maszyna lecąca z Haiti – dokąd po trzęsieniu ziemi zawiozła pomoc humanitarną – miała awarię. Zepsuł się blok sterowania.

– Wtedy się udało – opowiada pilot z 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego, które obsługuje rządowe maszyny. Kpt. Protasiuk bezpiecznie posadził na Okęciu „tutkę” – tę samą, która w ostatnią sobotę, również pilotowana przez niego, rozbiła się pod Smoleńskiem.

[srodtytul]Byli jeszcze tacy młodzi[/srodtytul]

[wyimek][b][link=http://www.rp.pl/temat/460202.html]Raport "Rz": Tragedia narodowa[/link][/b][/wyimek]

Kpt. Protasiuk miał zaledwie 36 lat. Zostawił żonę i dwójkę dzieci. Koledzy piloci, wspominając go, nie kryją wzruszenia. – Był fantastycznym, doskonałym pilotem i wspaniałym człowiekiem. Przyjacielski, zawsze uśmiechnięty – mówią. Choć raczej drobnej postury, był jednocześnie silny i wysportowany.

Reklama
Reklama

– Jego pasją poza lataniem były narty – opowiada płk. Grzegorz Kułakowski, zastępca dowódcy 36. pułku i przyjaciel kapitana. – Dwa lata temu razem szusowaliśmy na stokach w Białce.

Zdradza, że kapitan pasję narciarską dzielił z mjr. pil. Robertem Grzywną, drugim pilotem w czasie feralnego lotu do Rosji. – Byli w tym samym wieku i trochę rywalizowali – mówi ich przełożony. – Była to jednak taka przyjacielska rywalizacja. Ale trzeba przyznać, że Robert lepiej jeździł na nartach. Trudno się zresztą dziwić, był góralem ze Szklarskiej Poręby – opowiada płk. Kułakowski.

Grzywnę dobrze znał płk. Wiesław Grzegorzewski, dziś szef Departamentu Prasowo-Informacyjnego MON, który wcześniej wiele lat służył w Siłach Powietrznych.

– Robert był o rok młodszy. Spotkaliśmy się, gdy on był w ostatniej klasie liceum lotniczego, a ja już na studiach w dęblińskiej szkole orląt – opowiada. – Założyliśmy wtedy zespół rockowy. Nazywał się URES od nazwy najtrudniejszego przedmiotu, jaki musieli przejść przyszli lotnicy, czyli urządzenia radio-elektroniczne samolotu. Robert był klawiszowcem, a ja wokalistą. Graliśmy razem trzy lata – wspomina płk Grzegorzewski.

W katastrofie pod Smoleńskiem zginął też trzeci pilot, por. Artur Karol Ziętek. – Trochę młodszy, 31-letni, ale bardzo ambitny, zawsze dobrze przygotowany do zadań – wspomina go płk. Kułakowski. W 2001 r. skończył Wyższą Szkołę Sił Powietrznych. Zostawił żonę i dwoje dzieci.

Na pokładzie rozbitej maszyny był również technik pokładowy, 36-letni chor. Andrzej Michalik. Jak opowiadają znajomi, samolot znał jak mało kto. – Długo obsługiwał Tu-154 na ziemi, a niedawno zaczął latać jako technik pokładowy – opowiada znajomy chorążego. – Niezwykle skromny i miły człowiek. Bardzo będzie mi go brakować.

Reklama
Reklama

[srodtytul]„Tak jej zazdrościłam”[/srodtytul]

Pasażerów rządowej maszyny Tu-154 obsługiwały trzy stewardesy z 36 pułku. – Świetne dziewczyny – mówią lotnicy.

Natalia Januszko była najmłodszą ofiarą katastrofy. Miała 23 lata. Studiowała na trzecim roku zootechniki w Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego.

Kierunku studiów nie wybrała przypadkowo. Jej znajomi mówią, że kochała zwierzęta. Walczyła o ich prawa. – Kiedy na jedno z naszych ostatnich wspólnych zajęć przyniosłem gołębia, tylko ona się nim zainteresowała– mówi Kamil, kolega z roku Natalii. 

Z parą prezydencką poleciała w zastępstwie za koleżankę.

– Bardzo lubiła swoją pracę. Dużo opowiadała o swoich podróżach. Tak bardzo jej tego zazdrościłam – mówi Justyna, również studentka zootechniki.  

Reklama
Reklama

Tuż po katastrofie przyjaciel Natalii zmontował film z jej zdjęć i umieścił na Youtube. Zaledwie w ciągu dwóch dni obejrzało go ponad 70 tys. osób. 

Latanie było całym życiem dla Justyny Moniuszko. W lipcu skończyłaby 25 lat. W rodzinnym Białymstoku należała do aeroklubu. Była spadochroniarką. Pierwszy raz skoczyła jeszcze jako nastolatka.

– Zgłosiła się do nas w 2004 roku. Miała wówczas za sobą już 13 skoków. W klubie skoczyła ok. 220 razy – mówi Jerzy Płonowski, szef sekcji spadochronowej w aeroklubie. – Ponad 30 skoków wykonała też w klubie w Warszawie, do którego przeniosła się w zeszłym roku.

Była też pilotem szybowca.

Nie wybrała studiów na Politechnice Białostockiej, ponieważ nie ma tam wydziału lotnictwa. Dlatego przyjechała do stolicy. Studiowała na Wydziale Mechanicznym Energetyki i Lotnictwa. 

Reklama
Reklama

W 2006 roku wybrana została pierwszą w historii Miss Politechniki Warszawskiej. „Początkowo bałam się, że koledzy nie najlepiej zareagują na mój udział w tym wydarzeniu. Obawy jednak ustąpiły, gdy okazało się, że znajomi szczerze mnie dopingują” – mówiła w wywiadzie dla miesięcznika „Dzień Politechniki Warszawskiej”.

Z Natalią i Justyną leciała ich bardziej doświadczona koleżanka, 29-letnia Barbara Maciejczyk. – Miała ogromne doświadczenie, dlatego latała w najważniejszych lotach, m.in. w tym – mówi pilot. – Na pokładzie była przełożoną stewardes.

– Załoga tego samolotu to była bardzo zgrana ekipa ludzi – opowiada płk. Kułakowski.

– Nawzajem się wspierali. Śmiało mogę powiedzieć, że dla mnie byli autorytetami.

Wydarzenia
Nowy START podpisany
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Wydarzenia
USA idą na rękę Rosji
Wydarzenia
Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Wydarzenia
Poznaliśmy nazwiska laureatów konkursu T-Mobile Voice Impact Award!
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama