Rz: Po tragedii z 10 kwietnia wielu Polaków sądziło, że ten wstrząs zmieni nas na długo. Ale nastrój narodowych rekolekcji już mija. W Krakowie gimnazjaliści przerwali wartę pod Krzyżem Katyńskim, nie ma kolejek do krypty na Wawelu, gdzie spoczęła para prezydencka. Z jedności, jaką czuliśmy po katastrofie, nic nie zostanie?
Prof. Tomasz Gąsowski, historyk z Uniwersytetu Jagiellońskiego:
Myślę, że coś zostanie, choć rekolekcje nie mogą wypełniać całego życia. Pojawia się pytanie, czy doświadczenie rekolekcyjne się w nas utrwali, czy potraktujemy je jako coś wyjątkowego – co ma początek i koniec. Podobną sytuację przeżywaliśmy pięć lat temu, gdy zmarł Jan Paweł II. Jakieś badania, które na ten temat prowadzono, mówiły bodaj, że wówczas ten szczególny czas trwał dziesięć dni. Nie możemy ciągle płakać ani się modlić. Mimo to w obu tych przypadkach jestem umiarkowanym optymistą. Wierzę, że coś w nas zostaje, ale jest to realizowane głównie w sferze prywatnej – w rodzinie, w stosunkach koleżeńskich.
W przestrzeni publicznej tego nie zauważymy?
Tu z optymizmem jest gorzej. Wkrótce po pożegnaniu Ojca Świętego mieliśmy być może najbardziej zaciętą w ostatnich latach wojnę polityczną, wręcz próby zniszczenia przeciwników.