– Typowa agroturystyka to przeszłość. Dziś turysta oczekuje najwyższej jakości – mówi dr Krzysztof Łopaciński, prezes Instytutu Turystyki. – Kiedyś była szansą na tani nocleg, a dla rolnika uzupełnieniem gotówki w gospodarstwie. Teraz mało kto chce się myć w misce przed domem.
Według szacunków w kraju działa 8 – 10 tys. gospodarstw agroturystycznych. Choć ceny pobytu są konkurencyjne (wytrwali znajdą nocleg nawet za 20 zł), o turystów zainteresowanych tą formą turystyki coraz trudniej. – Rolnicy robią więc wszystko, by pozyskać klientów – mówi Krystyna Drąg z Polskiej Federacji Turystyki Wiejskiej Gospodarstwa Gościnne.
Na portalach internetowych przybywa ogłoszeń gospodarstw z sauną i jacuzzi.
– Chcę wypocząć na świeżym powietrzu, a nie uganiać się za zwierzętami – tłumaczy „Rz” Jarosław Wójcik, menedżer z Warszawy, który spędza urlop na Podlasiu w luksusowym gospodarstwie z kortem tenisowym, łazienką w każdym pokoju i bezprzewodowym Internetem.
W gąszczu ofert wypoczynku na wsi trudno już wyłowić tradycyjne gospodarstwo agroturystyczne. W małopolskich Ołpinach prowadzi takie Mieczysław Solarz. – Nie ma u mnie doskonale wypielęgnowanego trawnika przed domem, idealnie przyciętych drzewek i marmurów w łazience – mówi. Narzeka na niewielkie zainteresowanie: – Dla wielu agroturystyka to wygodne pomieszkanie sobie na wsi, a nie poznanie wiejskiego życia. Etnografia mało kogo już pociąga.
– Agroturystyka stała się dziś wąską dziedziną szeroko pojętej turystyki wiejskiej – tłumaczy Krystyna Drąg.
Chociaż podnoszenie standardu kosztuje, to m.in. dzięki funduszom UE jest w zasięgu wielu rolników. Mogą się starać nawet o 100 tys. zł z Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich i np. wyremontować za nie pokoje lub łazienki. Ale równie dobrze – kupić kajaki, by wynajmować je letnikom, lub konie, by oferować hipoterapię.
Rosnącym wymaganiom klientów stara się sprostać większość właścicieli gospodarstw agroturystycznych. – Przez długi czas karmiliśmy gości miejscowymi przysmakami, aż przyszły chude lata i trzeba było rozszerzyć menu – mówi rolnik z gospodarstwa na Roztoczu, który w karcie dań ma pizzę, spaghetti i chińską potrawkę z kurczaka. – I wie pan, że od kilku lat na obiad i kolację najczęściej podajemy pizzę.