Ciało technika znalazła żona w piwnicy domu w Piasecznie.
Wezwana policja i służby ratownicze nie stwierdziły na ciele denata śladów, które wskazywałyby na działanie osób trzecich. Ustalono jedynie obecność tzw. bruzdy wisielczej, która powstaje w wyniku powieszenia.
Remigiusz Muś nie pozostawił listu pożegnalnego.
Ciało przewieziono do Zakładu Medycyny Sądowej. Przyczyny śmierci ustali sekcja zwłok.
Śledztwo w sprawie śmierci technika poprowadzi prokuratura w Piasecznie.
Remigiusz Muś po katastrofie prezydenckiego tupolewa twierdził, że z wieży kontroli lotów w Smoleńsku usłyszał inne polecenia niż te, które są zapisane w stenogramach. Rosjanie mieli wydać załogom Jaka i Tupolewa komendy schodzenia nie na 100, ale na niedopuszczalną na smoleńskim lotnisku wysokość 50 metrów.
W rozmowie z TVN24 Muś twierdził, że załogi obydwu polskich samolotów wiedziały, że na lotnisku w Smoleńsku minimalna wysokość, na jakiej można podjąć decyzję o lądowaniu, wynosi 100 m.