Ethiopian Airlines to wiodący afrykański przewoźnik i razem m.in. z Lufthansą Swissem i LOTem są członkiem sojuszu lotniczego Star Alliance.
Samolot Ethiopiana wystartował z Chartumu w Sudanie i piloci, zgodnie z procedurą po osiągnięciu wysokości przelotowej, włączyli autopilota. Wtedy obaj piloci postanowili uciąć sobie drzemkę, bo maszynę prowadził komputer. Boeing doleciał do lotniska w Addis Abebie, ale nadal znajdował się na zbyt dużej wysokości, by mógł lądować. Kontrolerzy lotów usiłowali kilkakrotnie skontaktować z kokpitem, ale bez powodzenia. Po jakimś czasie , kiedy maszyna przelatywała nad pasem startowym, autopilot sam się wyłączył i ten sygnał obudził obu jednocześnie i kapitana i pierwszego oficera, a samolot wylądował za drugim podejściem z 25-minutowym opóźnieniem.
Ethiopian Airlines w komunikacie podały jedynie, że trwa wyjaśnianie przyczyn incydentu i że nikomu nic się nie stało. A w dzisiejszych czasach niespełna półgodzinne opóźnienie nie jest niczym nadzwyczajnym.
Czytaj więcej
Nie ma co liczyć na koniec kłopotów na największych lotniskach ani na spadek cen biletów. Przewoźnicy skupili się na poszukiwaniu nowych uzasadnień...
Najprawdopodobniej jednak piloci zasnęli za sterami, bo byli zmęczeni, co jest ostatnio dużym problemem w liniach lotniczych. Z powodu braku personelu i to już nie tylko w Afryce, ale również w Ameryce Północnej, Europie i Azji, załogi często pracują po kilka dni i mają skrócony czas na niezbędny wypoczynek.
W końcu maja 2022 pilot włoskich linii ITA prowadzący Airbusa 330 zasnął za sterami w rejsie z Rzymu do Nowego Jorku, czyli tuż po włączeniu autopilota. Nadzorujący trasę przelotu kontrolerzy lotów z Marsylii przez 10 minut nie byli w stanie skontaktować się z kokpitem i już zaczęli podejrzewać, że mogło nawet dojść do ataku terrorystycznego. Wysłano więc dwa myśliwce do asysty, ale pilot ostatecznie obudził się. Po wylądowaniu w Nowym Jorku został zwolniony z pracy.
Czytaj więcej
Notoryczne naruszanie zasad bezpieczeństwa pasażerów w lotach cywilnych powoduje, że Międzynarodowa Organizacja Lotnictwa Cywilnego (ICAO) traci wi...
Przed pandemią linie rygorystycznie przestrzegały przepisów dotyczących zasad wypoczynku załóg i niektóre nadal to robią — wystarczy przypomnieć sytuację z samolotem LOTu lecącym z Warszawy do Toronto, który z powodu wybryków niesfornego pasażera na pokładzie musiał lądować na Islandii i ku wielkiemu rozczarowaniu pasażerów nie mógł kontynuować podróży z powodu kończącego się czasu pracy załogi. Wrócił więc do Warszawy, bo było bliżej.
Teraz jednak incydenty ze zmęczonymi pilotami zaczęły się powtarzać, co zapoczątkowało dyskusję o konieczności wydłużenia czasu obowiązkowego wypoczynku i wprowadzeniu limitu rejsów, jakie jeden pilot może wykonać tego samego dnia.
Brytyjski analityk rynku lotniczego, Alex Macheras, komentator BBC nie ukrywa, że zmęczenie pilotów pozostaje największym czynnikiem ryzyka w transporcie lotniczym. — To nie jest nic nowego, ale zjawisko jest bardzo niepokojące, bo takich incydentów jest coraz więcej – mówi Alex Macheras.