Rynek współdzielonych samochodów nad Wisłą ostro się skurczył. Mająca krótką, ledwie sześcioletnią historię branża przeżywa trudne chwile. Po tym, jak w dobie pandemii wycofały się z niego litewski CityBee, niemiecki innogyGO, a także floty aut na minuty Omni, czy nieco wcześniej Vozilla i Click2Go, teraz do tego grona dołączył EasyShare. Jak podaje serwis Autonaminuty.org, licząca w szczytowym okresie 200 pojazdów (m.in. w Łodzi i Poznaniu) sieć zamknęła usługi (nam nie udało się skontaktować z centralą spółki). Tym samym na polu pozostały już tylko trzy firmy – związana z PGE spółka 4Mobility, Panek i Traficar, przy czym ten pierwszy operator też ogranicza zasięg (wycofał się z Siedlec i Rzeszowa).
Wbrew pozorom branża wychodzi już z zakrętu, na jakim się znalazła. A perspektywy są obiecujące. To dlatego na celownik polski rynek car-sharingu wzięli giganci. Jak się dowiedzieliśmy, swoje usługi w tym zakresie mogą uruchomić znane z przewozu osób i dostaw międzynarodowe firmy – Uber i Bolt.
Czytaj więcej
Mikroauta mają być miejskimi pojazdami przyszłości. Czy zastąpią samochody? Rywalizacja na rynku takich innowacyjnych środków transportu nabiera ro...
Giganci w blokach
Estońska spółka szuka właśnie menedżerów odpowiedzialnych za rozwój biznesu najmu aut na minuty w naszym kraju. W warszawskim oddziale na razie nie ujawniają szczegółów dotyczących wejścia w nowy segment, choć rzeczniczka firmy Martyna Kurkowska przyznaje, że taki plan istnieje. – Polska pozostaje silnym kandydatem do potencjalnej ekspansji Bolt Drive – potwierdza.
Pilotażowo Bolt Drive działa już w Estonii. Z kolei w Australii inny gigant przygląda się nowemu dla siebie sektorowi. Mowa o Uberze, który przejął tam firmę Car Next Door – platformę współdzielenia samochodów, ale w nieco innej formule, tzw. P2P (peer-to-peer), która oferuje wypożyczenie pojazdu bezpośrednio od właściciela. Dzięki temu właściciele aut mogą w łatwy sposób udostępnić swój pojazd pod wynajem i usługi współdzielone. To nowatorski koncept, który szybko podbija kolejne rynki. I wkrótce może on w wydaniu Ubera zawitać nad Wisłą. Jak wyjaśnia nam Iwona Kruk, rzeczniczka Uber Poland, firma ta od wielu lat pracuje nad rozszerzaniem portfolio usług oferowanych za pośrednictwem aplikacji.
– To odpowiedź na wyzwania współczesnego świata i potrzeby użytkowników oraz rozwój idei multimodalności – zaznacza. I wskazuje, że przykładem tego typu działań jest m.in. przejęcie Car Next Door. – Obecnie nowa usługa będzie rozwijana w Australii, niemniej nie wykluczamy rozszerzenia usługi na pozostałe rynki – dodaje Kruk.
Nadzieja w strefach
Światowy rynek car-sharingu rośnie w szybkim tempie. Tylko w ub.r. jego dynamika przekroczyła 40 proc. W naszym kraju, mimo zapaści, z jaką mieliśmy do czynienia w branży w ostatnich latach, perspektywy też są obiecujące. Eksperci prognozują, że do 2025 r. liczba rodzimych użytkowników car-sharingu wzrośnie z 630 tys. do blisko 2 mln osób. Optymistami są też przedstawiciele „wielkiej trójki" firm, które zdominowały rynek w Polsce (4Mobility, Panek, Traficar).
4Mobility w ub.r. przetrwało zawieruchę, a nawet zwiększyło przychody (dla porównania w pandemii obroty niektórych przedsiębiorstw z tego sektora stopniały o 80 proc.). Co prawda biznes wygenerował spółce ponad 3,5 mln zł straty, ale nie oznacza to, że rynek się wygasza. 4Mobility w IV kwartale rok do roku ograniczyło straty aż o 71 proc. Paweł Błaszczak, prezes spółki, podkreśla, że w całym 2021 r. firma zwiększyła przychody z usług o 45 proc. Liczba klientów wzrosła o 5 proc.
Eksperci wskazują, że rynek przeszedł naturalną selekcję i dojrzał, a teraz czas, by wyjechał na prostą. Traficar, jeden z konkurentów 4Mobility, który ma nad Wisłą flotę liczącą ponad 2,5 tys. pojazdów, w tym ponad 300 „elektryków", spore nadzieje wiąże z wprowadzeniem tzw. stref czystego transportu, które mają powstać w dużych miastach (pod koniec 2022 r. ma ona zostać wdrożona np. w Krakowie). Ograniczenia w poruszaniu się samochodami starszego typu w miastach to szansa na rozwój transportu współdzielonego. Efektem będzie dynamiczny wzrost flot aut na minuty. Według Polskiego Instytutu Ekonomicznego liczba pojazdów wypożyczanych w systemie car-sharingowym w Polsce (dziś sięga ona 3,6 tys. samochodów) wzrośnie do 2025 r. o ponad 130 proc.
Konrad Karpiński, dyrektor firmy Traficar
Pandemia pokazała, że bardzo duża część użytkowników wybierała car-sharing ze względów bezpieczeństwa. Chcąc uniknąć transportu publicznego, decydowali się na samochody współdzielone. Aby sprostać tym oczekiwaniom, nie tylko utrzymaliśmy wysoką dostępność pojazdów, ale też zainwestowaliśmy w nową aplikację mobilną, rozwijaliśmy obecne rynki, a także otwieraliśmy nowe. Co więcej, powiększyliśmy flotę Traficara i wprowadziliśmy nowe modele samochodów, w tym elektryczne. Car-sharing to przyszłość. Doświadczenia europejskie ze strefami czystego transportu wskazują na tendencję zamiany tradycyjnego środka komunikacji – auta – na korzyść transportu publicznego, ale i właśnie współdzielonego.
Polacy wypożyczą własne auta?
Car-sharing w wersji peer-to-peer zyskuje na popularności. Nowy trend przyjął się w Polsce. Samochód, który długo stoi, zużywa się i generuje koszty, a po dłuższym postoju wiele elementów może nawet odmówić posłuszeństwa. Co zrobić więc z nieużywanym pojazdem? Wynająć. Z taką ideą na nasz rynek weszła czeska platforma HoppyGo. Firma podaje, że jeden z użytkowników aplikacji w ciągu ostatnich sześciu miesięcy wynajął swoje auto ponad 40 razy. – Na wynajem niejednokrotnie przeznaczane jest drugie domowe auto, które często stoi w garażu. Ich właściciele z reguły wynajmują je po atrakcyjnych stawkach, dzięki czemu użytkownicy chętnie z nich korzystają – mówi Piotr Boguszewski, szef HoppyGo Polska. Platforma podaje, że średni miesięczny przychód wynajmujących wynosi 430 zł, ale 40 proc. wypożyczeń jest za mniej niż 100 zł za dobę.