Najwięcej wzruszeń dostarczył ostatni mecz Carli Suarez Navarro, która pożegnała się w poniedziałek z kortami Flushing Meadows. Wynik spotkania z Amerykanką Danielle Collins, 29. rakietą świata, był przewidywalny, Hiszpanka przegrała 2:6, 4:6, ale w tym meczu owacje na stojąco były głównie dla tenisistki z Las Palmas.

Stała za nimi historia choroby nowotworowej Carli, którą zdiagnozowano w 2020 roku. Rok temu Hiszpanka nie grała, lekarze ratowali jej życie, szczęśliwie pokonała nowotwór, po kilku miesiącach chemioterapii i radioterapii wróciła na korty z prostym planem: pożegnania się z grą w najważniejszych miejscach dla tenisa.

Zdołała zagrać w Paryżu i Wimbledonie, teraz po raz ostatni pokazała światu piękny jednoręczny bekhend na nowojorskim korcie nr 5. Schodziła z niego z uśmiechem, bo odeszła, jak chciała, nie w obecności pustych krzesełek i automatycznej kamery, ale we wrzawie i z brawami po każdej wymianie. Grała zawodowo od 2003 roku, wygrała dwa singlowe turnieje WTA, trzy deblowe i siedem razy była w ćwierćfinałach Wielkiego Szlema. Tak naprawdę nie zagrała po raz ostatni, gdyż ma jeszcze przed sobą spotkanie deblowe i obiecała, że będzie gotowa na start w Billie-Jean King Cup w listopadzie, jeśli zostanie wybrana do drużyny Hiszpanii.

Porażki w pierwszej rundzie to niezmiennie powód do frustracji. Najgłośniej złość wyrzucił z siebie Andy Murray, mówiąc, że opuszczenie kortu przez Stefanosa Tsitsipasa przed piątym setem na całe osiem minut to rodzaj „toaletowego" oszustwa. Szkot zwrócił na to uwagę sędziemu nadzorcy meczu, bez efektu. Rozmowa na ten temat zdominowała konferencję prasową, padały ciężkie słowa, choć trzeba oddać, że sir Andy powstrzymał się przed obwinianiem Greka o kontakt telefoniczny z trenerem w czasie przerwy, a takie pretensje zgłaszali przeciwnicy Tsitsipasa w Cincinnati.

Nick Kyrgios w trakcie przegranego meczu z Roberto Bautistą Agutem jak za dawnych lat pokłócił się z sędzią, gdy ten ukarał go za zbyt długie wycieranie się ręcznikiem między wymianami. – Muszę wrócić do pudełka z ręcznikiem, by wytrzeć ręce, i przekraczam czas, a ktoś może iść do łazienki na 20 minut i to jest w porządku? To nie ma żadnego pieprzonego sensu – krzyczał Kyrgios.

W podobnym nurcie znalazła się także Magda Linette, która po skądinąd świetnym meczu z Cori Gauff przegranym 7:5, 3:6, 4:6, część winy zrzuciła na organizatorów, którzy, jej zdaniem, nie dawali szansy na porządne treningi tym z dalszych miejsc list rankingowych.

Kamil Majchrzak po porażce 4:6, 2:6, 6:3, 1:6 z Finem Emilem Ruusuvuorim tak głośno nie narzekał.

Nad nowojorskimi kortami wisi też sprawa, której skutki mogą być wybuchowe, jeśli potwierdzą się zarzuty wobec Alexandra Zvereva oskarżonego 10 miesięcy temu przez byłą dziewczynę Olgę Szarypową o przemoc fizyczną i maltretowanie psychiczne.

Sprawę w listopadzie 2020 roku nagłośnił dziennikarz tenisowy Ben Rothenberg, publikując rozmowę z Olgą w magazynie „Racquet", teraz w internetowym wydawnictwie „Slate" pogłębił temat, dorzucając wiele bulwersujących faktów. Zverev od początku odrzucał oskarżenia, tuż przed US Open powiedział, że „sąd potwierdził, iż słowa Szarypowej nie są prawdziwe". Szczegółów nie podał, rozprawy sądowej nie było, więc trudno ocenić, kto mówi prawdę.

Autopromocja
Subskrybuj nielimitowany dostęp do wiedzy

Unikalna oferta

Tylko 5,90 zł/miesiąc


WYBIERAM

W tej sprawie może niepokoić postawa kierownictwa ATP, które wobec ostatnich sukcesów Zvereva, chce przede wszystkim ciszy. ATP nie zabiera głosu, ale słychać już, że sponsorzy problem dostrzegli i niektóre kontrakty reklamowe Niemca mogą nie mieć dalszego ciągu.

Jedno jest pewne: jeśli Sascha wygra US Open – ta sprawa go dopadnie ze zdwojoną siłą.