"Django" to rewelacyjny western o niewolnictwie - Niestety, niedostatecznie doceniony w wyścigu oscarowym - pisze Barbara Hollender.

Zobacz galerię zdjęć

Nie bez powodu oryginalny tytuł filmu brzmi: „Django Unchained" — Django uwolniony z łańcuchów. W pierwszej scenie, jeszcze pod napisami, handlarze żywym towarem prowadzą skutych łańcuchami Murzynów. Ich bose stopy powoli przesuwają się po zmarzniętej ziemi, szczękają kajdany. To tę grupę zatrzyma dziwny podróżny na wozie z wielką atrapą zęba na dachu. Mówi z niemieckim akcentem i podaje się za dentystę, doktora Schultza.

W rzeczywistości jest on łowcą nagród. Chce znaleźć kogoś, kto rozpoznałby przestępców, za których wyznaczono wysoką cenę. I właśnie wśród zakajdankowanych niewolników znajdzie potrzebnego mu mężczyznę. Razem z Django zgarnie pieniądze za „żywych lub martwych" braci Brittle. A potem, przejęty osobistą tragedią Murzyna, w zamian za dalszą współpracę, pomoże mu odbić z rąk wielkiego plantatora Calvina Caldeigo piękną, sponiewieraną żonę.

Czytaj więcej - "Tarantino na Dzikim Zachodzie"

 

 

 

Autopromocja
Specjalna oferta letnia

Pełen dostęp do treści "Rzeczpospolitej" za 5,90 zł/miesiąc

KUP TERAZ