Reklama

Skalpel dobry na wszystko

1 kwietnia Polsat rozpoczyna emisję kolejnego serialu z lekarzami w głównych rolach. Tym razem są to najlepsi nowojorscy neurochirurdzy, którymi kieruje doktor Doug Hanson – w tej roli Stanley Tucci – człowiek szorstki i gruboskórny, ale świetny specjalista. Co do zagadkowej liczby w tytule: „1300 gramów”, właśnie tyle przeciętnie waży mózg dorosłego człowieka...

Aktualizacja: 27.03.2008 16:51 Publikacja: 27.03.2008 10:51

Skalpel dobry na wszystko

Foto: Polsat

Autorem scenariusza „1300 gramów” jest Peter Ocko. — Twórcy filmowi chętnie sięgają po tematy niezwykłe, związane z science fiction i obcymi, podczas gdy ludzki mózg to jedna z najbardziej fascynujących tajemnic — mówi Ocko. — Zresztą rzeczywistość często okazuje się dziwniejsza nawet od fikcji literackiej. Mam nadzieję, że nasz serial oprócz tego, że służy rozrywce, też czegoś widzów nauczy.

Głównej roli podjął się Stanley Tucci — popularny amerykański aktor, znany m.in z filmów „Terminal” i „Diabeł ubiera się u Prady”. Jako dr Hanson jest zimnym profesjonalistą, który wierzy tylko swemu „szkiełku i oku”. Prywatnie aktor przyznaje: — Nie mógłbym być lekarzem, to wymaga ogromnej odporności psychicznej i fizycznej.

I dodaje: — Naukowcy uważają, że ludzki mózg to najbardziej skomplikowany organ, na dodatek ciągle wiemy o nim tak niewiele. Można żyć bez ręki albo ze sztucznym sercem. A czym bylibyśmy bez mózgu? W obsadzie zobaczymy też Marka Feuersteina jako doktora Jonathana Segera, asystenta doktora Hansona, oraz Indirę Varmę (serial „Rzym”) — doktor Adrianne Holland. Seger jest całkowitym przeciwieństwem swego zwierzchnika: ciepły, wrażliwy, daje się od czasu do czasu uwieść metafizyce. Z kolei doktor Holland to... atrakcyjna kobieta. Czy będą potrafili współpracować? Wkrótce się okaże.

Popularność seriali z medycyną w tle to prawdziwy fenomen. Kiedy w Europie trwała II wojna światowa, za oceanem ekrany kin podbijała seria filmów o młodym i obiecującym interniście, doktorze Jamesie Kildare. Postać tak mocno zapadła w serca Amerykanów, że w latach 60. reanimowano ją na potrzeby tym razem serialu telewizyjnego zatytułowanego „Doktor Kildare”. Głównego bohatera zagrał przystojny Richard Chamberlain. W Polsce przeważyło tradycyjne upodobanie do Siłaczek i na początku lat 70. w telewizji pojawiła się „Doktor Ewa” z Ewą Wiśniewską w roli tytułowej. Na przełomie lat 70. i 80. na ekranach polskich telewizorów święcił triumfy czeski „Szpital na peryferiach”, potem — niemiecka „Kronika w Schwarzwaldzie”. Lata 90. przyniosły wysyp tytułów amerykańskich — na czele z „Doktor Quinn”, czyli zrealizowanym w konwencji westernowej serialu o dzielnej lekarce na Dzikim Zachodzie.

Nową erę w historii gatunku zapoczątkował amerykański serial „Ostry dyżur” („ER”) — wyświetlany najdłużej, bo od 1994 r. do dziś. W USA trwa emisja 14. sezonu, kolejny — 15. — jest w trakcie realizacji i podobno ma być ostatni. W Polsce „Ostry dyżur” zadebiutował siedem lat temu na antenie Polsatu. Serial opowiadający o zawodowych i życiowych perypetiach lekarzy z chicagowskiego szpitala był trampoliną do sławy dla niejednego aktora. Najdalej zaszedł George Clooney, który zaczynał jako doktor Ross, a dziś ma już na koncie trzy nominacje do Oscara i jedną statuetkę za rolę w „Syrianie”. Clooney rozstał się z „Ostrym dyżurem” po czterech latach, a na jego miejsce wskoczył kolejny obiecujący przystojniak — Goran Visnjić.

Reklama
Reklama

Błyskotliwe kariery aktorskie stały się zresztą charakterystycznym elementem szpitalnych seriali. Hugh Laurie jeszcze do niedawna był umiarkowanie popularnym brytyjskim aktorem i scenarzystą, ale po sukcesie amerykańskiego serialu „Doktor House”, znanego również polskim widzom (TVP 2), stał się ulubieńcem międzynarodowej widowni. Jego bohater — niezbyt atrakcyjny, gburowaty i bezczelny House — wydaje się zaprzeczeniem pozytywnego bohatera. Tak by było, gdyby nie genialne diagnozy doktora. No i niebieskie oczy Lauriego.

Rekordy oglądalności biją „Chirurdzy” („Grey’s Anatomy”) o grupie młodych lekarzy pracujących w szpitalu w Seattle. Serial, który w 2005 roku pojawił się na ekranach w Ameryce, a także m.in. w Polsce, żyje już czwarty sezon, pewnie nie ostatni. W Polsce dotąd pokazywane były trzy serie „Chirurgów”, 25 marca Polsat kończy emisję trzeciego, a jesienią ruszy premierowa emisja czwartego. Od 31 marca na życzenie widzów rozpoczyna się też powtórka sezonów drugiego i trzeciego.

Najpopularniejszy polski serial medyczny opowiadający o problemach lekarzy i pacjentów ze szpitala w Leśnej Górze — „Na dobre i na złe” gości w Dwójce od 1999 r. Rocznie powstaje ok. 40 odcinków, w sumie wyemitowanych już zostało ponad 320. Wiele nazwisk z aktorskiej czołówki — Artur Żmijewski, Małgorzata Foremniak, Agnieszka Dygant czy Bartosz Opania — z tym serialem związanych jest od lat.

Mimo tak dużej konkurencji nowy medyczny serial Polsatu zapewne nie będzie się musiał martwić o brak zainteresowania widzów.

Sądzę, że widzów przyciąga do seriali medycznych nie medycyna, ale próba pokazania środowiska lekarskiego – zamkniętego, trochę tajemniczego i przez to jeszcze bardziej intrygującego. Prawie każdy kiedyś zetknął się z lekarzami albo szpitalem i ma jakieś wyobrażenie na temat medycyny. Skomplikowane badania, nietypowe choroby, terminologia – to wszystko podsyca ciekawość. Moim zadaniem jako konsultanta jest, żeby to, o czym i jak mówią leśnogórscy lekarze, trzymało się realiów.

Osobiście uważam, że medycyna w serialu powinna być jedynie tłem. Nie ma sensu robić z „Na dobre i na złe” podręcznika dla studentów medycyny. Oczywiście, taki serial ma też pewną misję edukacyjną: poświęciliśmy sporo miejsca np. zagadnieniom transplantologii, autyzmowi, chorobom serca – nawet w jednym odcinku wystąpił profesor Zbigniew Religa – żeby uwrażliwić ludzi na te kwestie, pokazać, trochę dodać otuchy. Powstało też kilka odcinków, w których pojawiały się przypadki konkretnych chorób, na prośbę widzów. Jeśli chodzi o sposób, w jaki pokazani są lekarze w serialach medycznych, jest to, rzecz jasna, pewnego rodzaju bajka. W Leśnej Górze nie ma pijanych lekarzy, nie ma korupcji i nieuprzejmego personelu. To trochę szpital z marzeń, ale właśnie taki każdy woli oglądać.

Reklama
Reklama
Telewizja
Gwiazda „Hotelu Zacisze” nie żyje. Prunella Scales miała 93 lata
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Telewizja
Nagrody Emmy 2025: Historyczny sukces 15-latka z „Dojrzewania”. „Studio” i „The Pitt” najlepszymi serialami
Telewizja
Legendy i nieco sprośności w nowym sezonie Teatru TV: Fredro spotyka Mickiewicza
Telewizja
Finał „Simpsonów” zaskoczył widzów. Nie żyje jedna z głównych bohaterek
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama