Nie byłoby oczywiście takiej premiery operowej, najciekawszej w obecnym sezonie w Polsce, gdyby Teatrowi Wielkiemu w Poznaniu nie udało się pozyskać Davida Pountneya. Ten wybitny reżyser brytyjski znany jest ze swej słabości do oper słowiańskich, a zwłaszcza Czecha Leoša Janáčka.
Co David Pountney odkrył w „Wyprawach pana Broučka”
Polskie teatry przez ponad 100 lat nie były chętne, by wystawić te opowieści o panu Broučku. Na ich usprawiedliwienie dodajmy, że świat także wykazuje nader umiarkowane nimi zainteresowanie, choć sam Janáček jest obecnie bardzo modny. „Wyprawy pana Broučka” uważane są jednak za „zbyt czeskie” i rzeczywiście, potrzebują kogoś takiego jak David Pountney. On bowiem udowodnił, że mogą bawić każdego.
Czytaj więcej
Spektakle Englerta, Klaty, Smolar, Pakuły, Percevala i Warlikowskiego uświetnią XXX Międzynarodowy Festiwal Sztuk Przyjemnych i Nieprzyjemnych. Pot...
Bohaterem tej opery jest praski kamienicznik Maciej Brouček, nader częsty gość praskich piwiarni, w których przesiaduje do późnej nocy. Kiedy opróżni zbyt wiele kufli, wydaje mu się, że rozpoczyna dziwne wędrówki. W pierwszej udaje się na Księżyc, w drugiej cofa się do roku 1420, gdy Czesi toczyli wojnę z armią Zygmunta Luksemburskiego.
Zważywszy na fakt, że libretto opery bazuje na powieściach powstałych pod koniec XIX wieku, może wydawać się ono mało atrakcyjne dla współczesnego widza. W inscenizacji Davida Pountneya „Wyprawy pana Broučka” zostały poddane jednak pewnym znaczącym zabiegom. Akcja dzieje się, co pada wyraźnie ze sceny, w roku 2024. Zachowany jednak został czeski koloryt, pomysłowe dekoracje Leslie Travers zaprojektował z rozmaitych elementów, które turystom kojarzą się z Pragą. Sam tekst zaś jest uwspółcześniony i przez to stał się aktualny.
Wszystkich zdominował jednak Karol Kozłowski postrzegany dotąd jako liryczny tenor, teraz zaś świetnie odnalazł się w komediowej roli nazbyt lubiącego piwo pana Broučka.
Seksistowskie żarty pana Broučka
Część pierwszą Janáček traktował jako satyrę na modną w początkach XX wieku art nouveau, teraz mieszkańcy Księżyca to artystyczni hochsztaplerzy, jakich dobrze znamy, wygłaszający manifesty pełne pustych słów. Ich konflikt z panem Broučkiem jest nieuchronny, bo ich rażą jego seksistowskie zachowania, on z obrzydzeniem odrzuca propozycję żywienia się korzonkami i w zamian serwuje opowieść o tym, jak robi się kiełbasę.
Czytaj więcej
„Schron przeciwczasowy” Georgiego Gospodinowa, nagrodzony Booker Prize, zainspirował spektakl w Narodowym Starym Teatrze.
W części drugiej reżyser stonował patriotyczne treści ważne dla Janáčka i Czechów po odzyskaniu własnego państwa. W poznańskim spektaklu te przygody pana Broučka traktują przede wszystkim o tolerancji, ideologicznym przymusie i konieczności bycia bohaterem, czego tytułowy bohater za wszelką cenę pragnie uniknąć.
Liryczny tenor Karol Kozłowski pije piwo
Szalony i toczący się wartko spektakl wykreował reżyser, który jednak bardzo uważnie wsłuchał się w muzykę Leoša Janáčka. Ta zaś doprawdy jest niezwykła. Składa się z krótkich odcinków, wśród których zdarza się atrakcyjna melodia, przede wszystkim jednak wspomagają one prowadzenie dialogów, nadając akcji tempo. A przy tym mnóstwo jest w tej partyturze zaskakujących, barwnych pomysłów, które umiejętnie wydobywa dyrygentka Katarzyna Tomala-Jedynak.
Czytaj więcej
Jan Englert jest w znakomitej formie. Jednak reżyser Grzegorz Wiśniewski ostatecznie nie zrewanżował się dyrektorowi artystycznemu Teatru Narodoweg...
Resztę dodaje zaś niezwykle wyrównany zestaw wykonawców, wśród których spora część musi się wcielać w różne, choć te same postaci (realne, księżycowe i historyczne). Nie sposób wymienić wszystkich, znakomicie spisują się Monika Mych-Nowicka i Rafał Żurek jako zakochani, których uczucie sprawdza się w każdych warunkach, a także Sebastian Szumski jako podlegający przemianom gospodarz piwiarni. Wszystkich zdominował jednak Karol Kozłowski postrzegany dotąd jako liryczny tenor, teraz zaś świetnie odnalazł się w komediowej roli nazbyt lubiącego piwo pana Broučka.