Belgijski zespół zaproponował teatralną baśń. Według niej, Głos i Ciało powinny być jednością, ale nie mogą, dopóki nie zaczną ze sobą współpracować.

Wykonywany w języku francuskim spektakl pełny był wariacji wokalnych, rytmicznych i ruchowych. Pietro Pizzuti przygotował do niego specjalne gry słowne (nawiązujące m.in. do historii teatru ruchu), muzykę do pieśni opartych na barokowych hiszpańskich wierszach skomponował Szymon Brzóska. Do tego dodano zaśpiewy a cappella i melorecytacje.

Wszystko to sprawiło, że wokalistka Bénédicte Davin i tancerka Artemis Stavridi wciągnęły widzów w świat, w którym ludzkie ciało reaguje na każdy, najmniejszy nawet dźwięk. I mimo ogromnej ilości tekstu praca choreografa i reżysera José Besprosvany'ego bez trudu przekroczyła barierę językową. Ten skromnie wyglądający spektakl (rozgrywający się na niemal pustej scenie) z każdą minutą zamieniał się w arcydzieło.

Większość tegorocznych spektakli była zaskakująca. Publiczności podobały się poświęcone tematowi straty spektakularne solo „LOSS/LAYERS" przygotowane przez A.lter S.essio z Francji oraz mocna w wyrazie praca „InTimE" w choreografii Węgra Pála Frenáka o różnych aspektach miłości. Poruszyła widzów LeeSaar The Company, która w „Fame" zaproponowała dyskusję o pojęciu sławy. Wykorzystała w niej postaci związane z popkulturą, np. jednego z tzw. Marlboro Man. Warto przypomnieć, że wszyscy trzej mężczyźni będący twarzą tej marki papierosów zmarli na choroby nikotynistów.

Były i choreografie wywołujące zdumienie przyjętą formą. W tej grupie znalazł się m.in. „The Mist" W&M Physical Theatre. Kanadyjski zespół odwoływał się m.in. do niemożności odnalezienia swojego miejsca w życiu, ale też do historii, w tym Holocaustu. Umyślnie postawił na mnogość wątków i skojarzeń oraz na młodych tancerzy. Oni niestety nie zawsze umieli unieść ciężar tematu. Niemniej grupa wypadła znacznie lepiej niż słowacki elledanse. Ten, analizując w „Tribute to the cow" temat rzeźni, popadł w megalomanię i zupełnie nie potrafił rozplanować sposobu poruszania się tancerzy w przestrzeni.

Obronił się szwedzki Cullberg Ballet ze swoim „JJ's voices" – współczesnym spojrzeniem na czasy dzieci kwiatów. Jego aktorzy – niewiele, trzeba przyznać, tańczący – dobitnie skomentowali wszechobecne ukrywanie własnych emocji, zagubienie i brak ideałów.

Niespodziewanie nowe oblicze zaprezentował także organizator – warszawski Teatr Tańca Zawirowania. Jego specjalnością jest taniec neoklasyczny, a na festiwalu pokazał przedpremierowo spektakl bliski pracom konceptualnym. W „Zbliżeniach" – luźnej impresji o związkach partnerskich zrealizowanej z Tomásem Nepsinskym – zobaczyliśmy ruch bliski ekwilibrystyce, charakterystyczny dla macierzystej grupy słowackiego choreografa, czyli DOT 504.

Różny poziom zaproszonych prac i wielość pomysłów na ich realizację stały się przyczyną dyskusji o formule festiwalu. Wniosek jest taki: właśnie ta niejednolitość stała się największą wartością tegorocznej edycji Zawirowań.

7. Festiwal Teatrów Tańca Zawirowania, Warszawa, Teatr Wielki, Teatr Polski, Stara Prochoffnia, teatr Rampa, 25.06 – 2.07