Oskarżana przez niektóre niemieckie media Angela Merkel, że w dobie epidemii chowa głowę w piasek, pojawiła się w środę na konferencji prasowej, oświadczając, że 60–70 proc. ludności może zarazić się koronawirusem. To w sytuacji gdyby nie udało się zapobiec rozprzestrzenianiu się wirusa.
– Jesteśmy na początku rozwoju wydarzeń, którego dalszego ciągu nie znamy – powiedziała Merkel.
– Nie jest to oznaka słabości pani kanclerz, lecz dowód jej realizmu w ocenie sytuacji – skomentował słowa Merkel „Süddeutsche Zeitung”.
Przeczytaj także: Koronawirus atakuje też vipów. Ofiary stają się symbolami
Rząd podejmuje więc rozliczne działania, aby uniknąć najgorszego scenariusza. O ile jednak we Francji czy Polsce rząd decyduje o wprowadzeniu zdecydowanych działań na terenie całego kraju, o tyle w Niemczech każdy z 16 landów działa niejako według własnego uznania.
Uwidacznia to słabości niemieckiego systemu federalnego w zarządzaniu państwem w sytuacjach kryzysowych. Rząd w Berlinie spełnia jedynie rolę koordynatora określonych działań.
Lokalne władze działają na podstawie starej ustawy o ochronie przed infekcjami (IfSG), która dopuszcza ograniczenie wolności osobistej czy nietykalności miejsca zamieszkania. To one decydują, kogo wysłać na kwarantannę, jakie masowe imprezy powinny zostać zakazane i czy zamykać szkoły lub przedszkola. Rząd federalny ogłasza jedynie, jakie działania uznaje za konieczne.
Tak to definiuje rzeczona ustawa i nikomu nie przychodzi do głowy niczego zmieniać, tym bardziej w trybie pilnym w warunkach epidemii. Zapewne przyjdzie na to czas po zwalczeniu koronawirusa. Jens Spahn, minister zdrowia, mówi, iż przydałyby się „dodatkowe możliwości”, ale nie o to obecnie chodzi. W warunkach kryzysowych większość landów oraz władz lokalnych stosuje się do zaleceń rządu w Berlinie.
Zwolennicy decentralizacji udowadniają, że to jednak lokalne władze wiedzą najlepiej, jakie środki są naprawdę konieczne.
W tej sytuacji dopiero krytyczne opinie pojawiające się w berlińskich mediach oraz oburzenie ministra zdrowia sprawiły, że władze berlińskiej dzielnicy Treptow-Köpenick zdecydowały się w środę wycofać zgodę na rozegranie meczu pomiędzy Union Berlin i Bayernem Monachium. Miał się odbyć w najbliższą sobotę na stadionie w Treptow-Köpenick z udziałem 22 tys. widzów. Stanęło na tym, że mecz rozegrany zostanie przy pustych trybunach.
W środę zakażonych było prawie 1300 osób. Najwięcej w Nadrenii Północnej-Westfalii, bo prawie 500 osób. Tam też zanotowano już trzy ofiary śmiertelne.
Wielu obywateli poddaje się dobrowolnie kwarantannie domowej, jak 2,2 tys. mieszkańców Neustadt w Brandenburgii. Jest to jedna czwarta ludności miasteczka wraz z okolicznymi miejscowościami.
W mediach sporo informacji o przejawach paniki wśród mieszkańców. W sklepach w całym kraju brakuje już papieru toaletowego.