Reklama

Reżim Łukaszenki chce się pozbyć świadków

Dziennikarze wykonują na Białorusi jeden z najbardziej niebezpiecznych zawodów. Można zostać pobitym albo trafić za kraty.
OMON od ponad miesiąca pacyfikuje protesty w kraju

OMON od ponad miesiąca pacyfikuje protesty w kraju

Foto: AFP

Andrej Tolczyn, Maria Drabyszeuska, Jauhen Merkis, Kaciaryna Andrejewa, Maksim Kalitouski, Aliaksandr Wasiukowicz. To dziennikarze i współpracownicy nadającej z Polski niezależnej białoruskiej stacji Biełsat, którzy we wtorek znajdowali się w aresztach za wschodnią granicą Polski. – W całym kraju dzisiaj mamy rozprawy sądowe, niektórych już skazano na areszt, a niektórzy czekają na wyrok – relacjonowała „Rzeczpospolitej” we wtorek Iryna Sławnikowa z Biełsatu. Odkąd stacja powstała w 2007 roku, jej dziennikarze pracują na Białorusi „nielegalnie”. W świetle tamtejszego prawa zagraniczne media muszą uzyskać akredytację, a Biełsat nigdy przez władze w Mińsku nie był mile widziany. Za pracę bez akredytacji dziennikarze stacji dotychczas musieli zapłacić ponad 120 tys. dolarów mandatów.

Pozostało jeszcze 80% artykułu

Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)

Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji:

  • codzienne wiadomości, wartościowe komentarze i opinie na serwisie
  • pogłębione reportaże i publicystyka w Plusie Minusie
Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama