- Dlaczego on (Erdogan) nam to zrobił, skoro wiedział, że Grecja nie pozwoli nam przejść? - zastanawia się Syryjka.

Tysiące migrantów z Syrii, Afganistanu, Iranu, Pakistanu i Afryki koczuje w pobliżu granicy z Grecją. Większość z nich jest zdezorientowanych i nie mają pewności, co dalej robić.

Cześć osób poświęciła swoje oszczędności, by przebyć 1300 kilometrów z obozu dla uchodźców w południowo-wschodniej części Turcji.

Inni zaczęli wsiadać do autobusów, by wrócić do miejsc w całej Turcji, gdzie zbudowali tymczasowe miejsca zamieszkania, wykonując prace dorywcze.

Mężczyźni, kobiety i dzieci, którzy wciąż wierzą, że dostaną się do UE, siedzieli nad brzegiem Maricy, żywiąc się ciastkami, przekąskami ziemniaczanymi i napojami rozdawanymi przez lokalne organizacje charytatywne.

Turecka policja zamknęła główny most w Edirne w kierunku greckiej granicy dla migrantów i dziennikarzy, pozwalając na przejazd tylko miejscowej ludności.

Kryzys rozpoczął się w ubiegłym tygodniu po tym, jak Turcja, przyjmująca 3,6 mln syryjskich uchodźców, oświadczyła, że nie będzie już przestrzegać porozumienia z 2016 roku, aby powstrzymać przepływy migracyjne do Unii Europejskiej w zamian za pomoc w wysokości miliardów euro.

- Erdogan wykorzystuje nas do tego, by naciskać na Unię Europejską, by zdobyć pieniądze - powiedział Tamam Srmini, 21-latek z syryjskiego miasta Aleppo. - Musimy spróbować. Nie mamy wyboru. Nie mamy żadnej przyszłości w Turcji - dodał.