Jugosławii nie ma od trzech lat. Wciąż jednak istnieją Jugosłowiańskie Linie Lotnicze Jat Airlines czy Jugosłowiańskie Towarzystwo Sarkoidozy. Wielu Serbów do dziś operuje dawnymi nazwami ulic.

– Jesteśmy dziwnym społeczeństwem. Mamy demokratyczny rząd, ale wiele instytucji zachowało w nazwie słowo „jugosłowiański”. Tyle że nikogo tak naprawdę to nie obchodzi – mówi „Rz” serbski socjolog Neven Cveticanin.

Jego zdaniem Serbowie są zmęczeni ciągłymi zmianami. – Najpierw byli w Jugosławii, potem w federacji Serbii i Czarnogóry, teraz są w Serbii. Niektóre instytucje nie zmieniły nazwy, bo nie miały na to czasu – mówi.

[srodtytul]Godło z czerwoną gwiazdą [/srodtytul]

Przez trzy lata serbskie władze nie miały też czasu, by zadbać o zmianę oficjalnej domeny internetowej swojego kraju. Dopiero teraz .yu zmieniły na .rs. Podobnie władze Czarnogóry, która do 2006 roku tworzyła z Serbią federację. Od 30 września zamiast .yu Czarnogórcy używają domeny .me.

– Nikt wcześniej się nie zastanawiał, czy to jest właściwe czy nie. Tak po prostu było – przyznaje Zoran Sekulić, szef prywatnej serbskiej agencji prasowej FoNet.

Nie tylko w Serbii. W Macedonii władze przez 18 lat nie mogły się zdecydować na wymazanie z godła czerwonej gwiazdy pamiętającej czasy ZSRR. Inne dawne republiki Jugosławii zmieniły symbole narodowe, Słowenia wstąpiła do Unii Europejskiej i wprowdziła euro, Chorwacja stała się członkiem NATO, a parlament w Skopje od 1991 roku nie mógł dojść do porozumienia w sprawie tego, co zrobić z gwiazdą.

Przełom nastąpił nagle we wrześniu tego roku. Posłowie zgodzili się, że godło trzeba zmienić, a media odnotowały, że jedynym państwem w Europie, które ma czerwoną gwiazdę w godle, pozostała teraz Białoruś.

[srodtytul]Nostalgia za „złotą Jugosławią” [/srodtytul]

Autopromocja
Bezpłatny e-book

WALKA O KLIMAT. Nowa architektura energetyki

POBIERZ

– Nie mamy już wielu komunistycznych symboli widocznych gołym okiem. Tak czy inaczej nikt już o nie nie dba. Z wyjątkiem starszego pokolenia, które do dziś odczuwa tęsknotę za dawnymi czasami. Nie za ideologią komunistyczną, ale za latami 70. i 80., złotym okresem dla Jugosławii – przyznaje Sekulić.

Zdaniem Cvetkovicia ta nostalgia jest coraz większa. – Narasta z dnia na dzień, bo kraj przeżywa ogromną recesję i ludzie tęsknią za starymi czasami – za stabilizacją. Im gorsza będzie sytuacja gospodarcza, tym bardziej te nastroje będą się nasilać. Może nastąpić wysyp komunistycznych symboli – mówi.

Może te nastroje wyczuła Moskwa, bo kilka dni temu rosyjski ambasador w Belgradzie zwrócił się do Serbów z niezwykłym apelem: chce, by ulicom przywrócili nazwiska radzieckich generałów, którzy wyzwalali Belgrad. „Po wojnie wiele ulic w Jugosławii ochrzczono nazwiskami dowódców Armii Czerwonej i choć potem nazwy te zmieniono, wielu ludzi nadal je pamięta. Otrzymałem od Serbów listy, w których domagają się naprawienia tej historycznej niesprawiedliwości” – napisał w dzienniku „Blic” Aleksandr Konuzin.

Znalazł zwolenników. „Wstyd mi, że niektórzy Serbowie są tacy niewdzięczni i nie doceniają olbrzymiej pomocy Rosji, której doświadczyliśmy wiele razy”, „Rosja zrobiła dla nas więcej niż Zachód” – piszą internauci na stronach Radia B92. Ale apel ambasadora wywołał też oburzenie. „Może od razu przemianujmy Belgrad na Kaliningrad Południowy?” – zaproponował jeden ze słuchaczy. Inny napisał: „Ciekawe, dlaczego Rosja nie poprosi Polaków, by swoje ulice nazwali nazwiskami oficerów NKWD, którzy zamordowali 10 tysięcy polskich wojskowych w Katyniu. Albo Łotyszy, Estończyków, Litwinów, Finów i innych narodów, które miały przyjemność witać radzieckich wyzwolicieli”.