Dania ogłosiła, że wycofuje się z natowskiego projektu budowy AGS – sojuszniczego Systemu Obserwacji Obiektów Naziemnych z Powietrza. Ma on chronić żołnierzy, na początek w Afganistanie, dzięki dostarczaniu dowódcom niezakłóconego obrazu satelitarnego. Co prawda wkład Danii w wart 1,3 mld euro projekt to tylko 50 mln euro, ale w NATO pojawiły się obawy, że Kopenhaga może dać zły przykład innym spośród 14 sojuszników finansujących AGS. – Duńska decyzja jest złym sygnałem dla naszych sił i dla innych sojuszników – powiedział Anders Fogh Rasmussen, sekretarz generalny NATO, do ubiegłego roku premier Danii.

AGS to niejedyna zagrożona inwestycja, bo Dania nie jest jedynym krajem dotkniętym kryzysem gospodarczym. Wielka Brytania zmniejsza liczbę łodzi podwodnych o napędzie atomowym i redukuje zamówienia na samoloty wielozadaniowe Eurofighter. Mniej nowych maszyn tego typu kupią również Niemcy. To akurat nie powinno zaszkodzić bezpieczeństwu sojuszu. Bardziej niebezpieczne wydają się plany Holandii. Kraj ten zamierza oszczędzić w tym roku od 0,4 do 2,1 mld euro w budżecie ob- ronnym wynoszącym 8 mld euro. Opracował 12 scenariuszy, z których najtańszy przewiduje skoncentrowanie się na siłach morskich i powietrznych oraz zmniejszenie liczebności armii o dwie pełne brygady. Zdaniem ekspertów po takiej redukcji Holandia nie będzie w stanie wysyłać wojsk na misje takie jak ta w Afganistanie.

Według danych sztokholmskiego instytutu SIPRI w 2009 r. kryzys nie spowodował jeszcze znaczących oszczędności. Poważnych cięć dokonało tylko kilka krajów Europy Środkowej i Wschodniej. Teraz wiadomo, że w tym roku dołączą do nich Grecja i Hiszpania, a w kolejnych miesiącach możemy się dowiadywać o oszczędnościach innych państw.

– Europa Zachodnia jest jedynym regionem na świecie, gdzie wydatki na wojsko w ostatniej dekadzie były stabilne. W innych – USA, Azji, nawet w niespecjalnie narażonej na konflikty zbrojne Ameryce Południowej, budżet obronny systematycznie się zwiększał – mówi „Rz” Sam Perlo-Freeman, ekspert SIPRI, współautor dorocznego raportu o wydatkach wojskowych. Najszybciej w ostatniej dekadzie rosły wydatki wojskowe w USA, Chinach, Brazylii i Indiach. W 2009 roku najwięcej na cele wojskowe wydawali Amerykanie. Daleko za nimi znalazły się Chiny, potem Francja, Wielka Brytania i Rosja.

Zdaniem eksperta SIPRI Europa nie czuje się zagrożona, a jedyne kraje, które uważają się za światowe potęgi militarne, gotowe inwestować, by podtrzymać to przekonanie, to Wielka Brytania i Francja. – Państwa europejskie nie sądzą, by zagrożenia nowego typu, jak zmiany klimatyczne czy terroryzm, można było zwalczać środkami militarnymi. A na swoim terenie nie widzą konwencjonalnych zagrożeń – uważa ekspert. Według niego w najbliższych latach Europa musi się poważnie zastanowić, do czego potrzebna jest jej armia, i dostosować wydatki do nowej wizji.

W tej sytuacji redukcja wydatków na tradycyjne cele nie musi oznaczać mniejszego bezpieczeństwa. Francja chce zmniejszyć zatrudnienie o 47,5 tys. etatów, a jednocześnie kupuje nowe fregaty i myśliwce. W sumie jej budżet obronny nawet nieco wzrośnie, choć ministra obrony czekają potyczki z ministrem finansów, którego zadaniem jest drastyczne zmniejszenie deficytu budżetowego.

Racjonalizacja wydatków czeka też Niemcy, które rozważają rezygnację z kosztownego, ale mało efektywnego poboru na rzecz armii zawodowej. Na razie budzi to kontrowersje, ale – jak mówi minister obrony Karl-Theodor zu Guttenberg – „w ciągu dziesięciu lat pobór na pewno będzie zniesiony”. Poważne reformy planują Brytyjczycy. Chcą, by żołnierze byli przygotowani i wyposażeni do udziału w misjach ekspedycyjnych, a nie do tradycyjnej wojny. Czy przy okazji reform nie osłabią armii – nie wiadomo. Przed pochopnymi decyzjami o zmniejszaniu liczby żołnierzy w reakcji na kryzys ostrzegł sojuszników sekretarz obrony USA Robert Gates.

Oficjalna strona sojuszu [link=http://www.nato.int]www.nato.int[/link]