Wczoraj doszło do powietrzego ataku na dwa cele w okolicach Damaszku. Rakiety spadły na tereny położone przy damasceńskim lotnisku międzynarodowym oraz koło miasteczka Ad-Dimas (30 km na zachód od stolicy).

Władze syryjskie oskarżyły o atak sąsiedni Izrael. I wysłały dziś list do sekretarza generalnego ONZ i do przewodniczącego Rady Bezpieczeństwa ONZ.

Twierdzą w nim, że Izrael dopuścił się tej "ohydnej zbrodni" przeciwko suwerenności Syrii, a na dodatek wspiera terrorystów walczących w tym kraju z armią rządową.

Wymieniono z nazwy jedną organizację, której ma pomagać Izrael. To Front Nusra, dżihadystyczne ugrupowanie wpisane przez kilka państw zachodnich i arabskich na czarną listę organizacji terrorystycznych. Umieściły je na takiej liście m.in. USA, supersojusznik Izraela.

Izrael oficjalnie nie komentuje niedzielnego ataku, co jest zresztą normalną praktyką. Ale w mediach izraelskich pisze się o sprawie w sposób nie pozostawiający dużo wątpliwości.

Podobnie zachowuje się opozycja izraelska, która oskarżyła premiera Benjamina Netanjahu, że zorganizował nalot, by poprawić notowania w rankingach.

A popularność mu się przyda, rząd mu się właśnie rozpadł i szykują się przyśpieszone wybory do Knesetu.

Izraelski minister wywiadu Juwal Steinitz w wypowiedzi dla radia nazwał ten zarzut "absurdalnym". Krytykując opozycję, jak pisze "The Times of Israel", Steinitz starał się mówić tak, by nie wyszło to na potwierdzenie tego, że Izrael w niedzielę dokonała ataku powietrznego na sąsiedni kraj.

Rosja zareagowała na nalot przede wszystkim dlatego, że poza syryjskim dyktatorem Baszarem Asadem na Bliskim Wschodzie ma już niewielu sojuszników. A sam reżim w Damaszku zareagował ostro.

Rosję mogły jednak dodatkowo zainteresować doniesienia arabskojęzycznej gazety wychodzącej w Londynie "Al-Kuds al-Arabi", według której celem ataku był transport rosyjskich rakiet do systemu S-300, przeznaczonych dla radykalnego Hezbollahu.

Bojownicy Hezbollahu, szyickiej radykalnej organizacji z Libanu, dwa lata temu stanęli u boku syryjskich wojsk rządowych w walce ze zbrojną opozycją. Pomogli w odbiciu terytorium na pograniczu syryjsko-libańskim. Początkowo zbrojna opozycja nie była tak islamistyczna jak teraz. Obecnie dominują w niej dżihadyści (samozwańcze Państwo Islamskie i coraz słabszy w porównaniu z nim  Front Nusra) którzy dla Izraela są w dłuższej perspektywie nie mniejszym zagrożeniem niż wspierający Asada Hezbollah.

Według niemieckiej agencji DPA celem izraelskiego ataku była broń dla Hezbollahu, ale nie z Rosji, lecz z Iranu, ściślej system rakietowy produkcji tego największego regionalnego wroga Izraela.