[b]Czy polskie władze powinny użyć negocjatorów antyterrorystycznych?[/b]

Dariusz Loranty: Nie ma negocjatorów antyterrorystycznych. To terroryści narzucają sposób prowadzenia komunikacji, żądania i osoby do negocjacji. Pierwsza i najważniejsza rzecz to nawiązanie nieformalnymi sposobami kontaktu z porywaczami.

[b]Przez kogo podejmuje się takie działania?[/b]

Powinno się posłużyć ludźmi, którzy mają kontakty na danym terenie, biznesmenem czy podróżnikiem. Chodzi o nawiązanie kontaktu z grupą, niekoniecznie bezpośrednio, by przekazać czytelny sygnał: chcemy wykupić porwanego. To jest tak jak z porwaniami w kraju: rodzina zgłasza zdarzenie na policję, ale własnymi kanałami próbuje dać sygnał, że jest gotowa zapłacić okup. Takie grupy typu klanowego mają swoich ludzi. W końcu taki sygnał przez kogoś do niej dociera. Analizując podobne uprowadzenia Polaków, tą metodą osiągano sukces.

[b]Z kim mogli nawiązać kontakt porywacze?[/b]

Ich kanałem komunikacji mogli być ci, którzy zaangażowali inżyniera. Mogli się spodziewać, że w ten sposób prześlą czytelny sygnał do Polski i otrzymają odpowiedź, że chcemy zapłacić.

[b]Terroryści go nie dostali? Zrobiono wszystko, co możliwe?[/b]

Z mojej oceny i wiedzy wynika, że nie. Na to wskazuje ciąg wydarzeń: terroryści najpierw postawili daleko idące żądania, później je zredukowali, wreszcie przedłużyli postawione ultimatum.

A na koniec wydali komunikat, w którym mówią, że rząd polski nic nie zrobił. To o czymś świadczy. Wydaje mi się, że terroryści, widząc brak oczekiwanej reakcji Islamabadu, chyba jednak próbowali nawiązać jakieś relacje z kimś, kto im wydawał się właściwy do przekazania rzeczywistego stanowiska.

Autopromocja
LOGISTYKA.RP.PL

Branża, która napędza polską gospodarkę

CZYTAJ WIĘCEJ

[b]Kilka miesięcy zmarnowano?[/b]

Na pewno nie zostały wykorzystane w pełni. Zenona Kuchciaka wysłano stanowczo za późno. Myślę, że terroryści zadowoliliby się nawet wypuszczeniem np. dwóch osób. Ba, opłatą przez jakąś „dobroczynną fundację” adwokatów w sprawie ich warunkowego zwolnienia.

[b]Czy GROM mógł odbić porwanego?[/b]

Ta opcja to raczej scenariusz z amerykańskich filmów akcji. W takich sprawach najważniejsza jest praca operacyjna, ustalenie sprawców i miejsca przetrzymywania zakładnika to 90 procent, a 10 procent fizyczne zdobycie obiektu. Gdy komandosi się wdzierają, to co robią terroryści? Najprawdopodobniej zabiją zakładnika, a sami walczą. Użycie jednostki specjalnej w tej sytuacji jest mitem medialnym.