"Rz": Jak ważne są wybory do irańskiego parlamentu?

Dr Badi Badiozamani:

Tak zwany parlament jest marionetką w rękach rządzących. Kandydaci, by móc wystartować w wyborach, muszą zostać zweryfikowani przez Radę Strażników Rewolucji. Ciekawa jest jednak walka, jaka toczy się w kręgach rządzących fundamentalistów. Główne starcie rozgrywa się między obozami prezydenta Mahmuda Ahmadi- neżada i ajatollaha Alego Chameneiego. Ale i w obozie tego drugiego trwa wewnętrzna walka. Wszyscy oni wierzą, że Chamenei jest wysłannikiem samego Allaha i nie wolno go krytykować. W obozie władzy są też i reformatorzy, dziś znajdujący się w mniejszości. Chcą utrzymania reżimu i przeprowadzenia reform w jego ramach.

Reformatorzy bojkotują wybory.

Część z nich i tak nie zostałaby do nich dopuszczo- na. Poza tym przywódcy tego skrzydła Mehdi Karubi i Mir–Hosejn Musawi od blisko roku przebywają w areszcie domowym, skąd trudno byłoby im kandydować i prowadzić kampanię. W dodatku nie są prawdziwymi liderami. Ludzie, którzy ich popierali, chcieli po prostu sprzeciwić się rządom ajatollaha.

Kogo więc popierają Irańczycy?

Blisko 70 proc. społeczeństwa sprzeciwia się polityce obecnych władz. Tak naprawdę za kryzys ekonomiczny i nałożone przez Zachód sankcje obwiniają reżim Chameneiego. Wiedzą, że Ahmadineżad jest tylko jego marionetką. Nie zapomnieli o tym, co działo się podczas wyborów prezydenckich w 2009 r. Nie chcą też wojny. Rządzący, by utrzymać się u władzy, muszą jednak kreować atmosferę zagrożenia. Wrogami są więc Zachód, USA, Izrael, niektóre kraje arabskie. Ostatnio nawet Azerbejdżan.

Która z opcji jest dla Zachodu korzystniejsza? Silny prezydent czy ajatollah?

Bez różnicy. Ważne, by była to silna władza, z którą da się negocjować. A to, co dzisiaj dzieje się w Iranie, to tylko zarządzanie kryzysem. Cóż z tego, że ajatollaha nazywa się najwyższym przywódcą, skoro nawet wśród jego zwolenników trwają przepychanki.

Autopromocja
TYLKO U NAS

Ambasador Chin w Polsce Sun Linjiang o nowej ofercie współpracy Pekinu z Warszawą

CZYTAJ

Tymczasem Izrael grozi interwencją.

Słyszymy o niej od dawna. W ten sposób Zachód chce zmusić Teheran do rezygnacji z programu nukle- arnego. Negocjacje przeciągają się i nie przynoszą efektów. Utrzymywanie tej sytuacji opłaca się wszystkim. Kraje arabskie i Izrael w obawie przed Iranem kupują broń od Zachodu. To samo robi Teheran, zasilając budżety Chin i Rosji.