W chwili, gdy przywódcy „28" zbierali się w czwartek wieczorem w budynku Rady UE w Brukseli, amerykański ambasador w Niemczech John B. Emerson tłumaczył się w budynku MSZ w Berlinie, dlaczego Stany Zjednoczone kontrolują nawet rozmowy telefoniczne prowadzone z telefonu komórkowego przez panią kanclerz. Dzień wcześniej Merkel osobiście zadzwoniła w tej sprawie do Baracka Obamy. Oświadczyła, że takie postępowanie oznacza „drastyczne złamanie zaufania" między oboma sojusznikami i jest „całkowicie nie do zaakceptowania". Co prawda rzecznik Białego Domu Jay Carney zapewnił, że Amerykanie „nie podsłuchują i nie będą podsłuchiwać" Merkel. Nie chciał jednak powiedzieć, czy tak nie było w przeszłości.