Sądy wydają kuriozalne wyroki uniewinniające dręczycieli, a policja, prokuratorzy i władze samorządowe często nie wiedzą, jakie mają obowiązki.
Nowe przepisy
To był rzadki przypadek, gdy posłowie PO, PiS i SLD pojawili się razem na tej samej demonstracji pod Sejmem. Gdy latem ubiegłego roku uchwalano przepisy zakazujące handlu zwierzętami na targowiskach, a gminom dające nowe uprawnienia do ochrony zwierzaków, przedstawiciele wszystkich partii wyszli do demonstrujących na Wiejskiej obrońców praw czworonogów i wyjątkowo zgodnie przyznali im rację. Potem wrócili na salę obrad i niemal jednogłośnie uchwalili zmiany w ustawie.
Media chętnie nagłośniły malowniczą demonstrację (z udziałem psów i kotów), jak i nowelizację ustawy. Zdawałoby się, że powszechna stała się wiedza o zakazie trzymania psów na krótkim łańcuchu czy o szybkim postępowaniu gmin w sprawie odbierania zwierząt dręczycielom.
Nieumyślny rzut psem
Niestety, duch ustawy nie dotarł do sędziów. Kilka tygodni temu cała Polska dowiedziała się o uniewinnieniu mężczyzny, który wyrzucił psa z drugiego piętra bloku. Sąd we Wschowie, który wydał ten wyrok, stwierdził, że gdyby sprawca wyrzucił zwierzę z dziesiątego piętra albo je dusił, bił lub ciął ostrym narzędziem – wówczas byłoby to znęcanie się. Sędzia Marcin Noskowski przyznał, że takie zachowanie jest naganne moralnie. Mimo to uznał sprawcę za niewinnego.
W sprawach o znęcanie się nad zwierzętami dręczyciele często są uniewinniani
– Niestety, niewiedza i brak wrażliwości na krzywdę zwierząt dotyka także sędziów, i to nawet Sądu Najwyższego – zauważa Katarzyna Topczewska, aplikant adwokacki, specjalizująca się w zagadnieniach prawnokarnej ochrony zwierząt.
Sąd Najwyższy daje niestety takim bezdusznym sędziom do ręki wygodne narzędzie. W wyroku z 16 listopada 2009 r. (sygn. akt V KK 187/09) uznał, iż przestępstwo znęcania się nad zwierzęciem może być popełnione wyłącznie umyślnie i z zamiarem bezpośrednim.
Innymi słowy: jeśli ktoś zaniedba opiekę nad zwierzęciem, nie działa umyślnie i nie może odpowiadać za przestępstwo. Rezultat?
– Choć sędziowie mają szeroki wachlarz kar i środków karnych, to wciąż w sprawach o znęcanie się nad zwierzętami zapadają bardzo łagodne lub uniewinniające wyroki – mówi Katarzyna Topczewska.
Otwarte rany, czyli redukcja dedukcji
Przypadek ze Wschowy nie jest odosobniony. Sędziów działających jak bezduszne maszyny do tworzenia wygodnych dla siebie układanek z paragrafów można spotkać także w Krakowie. Działająca tam fundacja Rottka, zajmująca się ratowaniem dręczonych psów, głównie rottweilerów, napotkała na posesji Agnieszki B. psa z otwartymi ranami na brzuchu i guzem na łapie.
– To były zmiany nowotworowe, ale nie trzeba być weterynarzem, żeby widzieć, jak bardzo ta kobieta zaniedbała psa i jaki ból sprawiała mu tym, że go nie leczyła – opowiada Agnieszka Pawlicka, prezes fundacji.
Prokuratura, zawiadomiona o tym przypadku, umorzyła postępowanie. Sąd Rejonowy dla Krakowa-Podgórza utrzymał w mocy jej postanowienie. Fundacja zauważała w zażaleniu, że doszło do niewłaściwego traktowania psa, noszącego znamiona rażącego zaniedbania w rozumieniu ustawy o ochronie zwierząt.
Sąd (w osobie sędzi Katarzyny Gładysz-Grzybacz) w uzasadnieniu postanowienia, ze swoistą jurydyczną poetyką, skomentował argumenty Rottki: „Postępowanie karne, w trakcie którego rozstrzyga się o odpowiedzialności karnej człowieka, nie pozwala na przyjmowanie tego rodzaju uproszczeń i redukcji w procesie dedukcji". I dalej, używając jako argumentu wspomnianego wyroku SN, oraz pokrętnych konstrukcji prawnokarnych, dowodził, że zaniechanie opieki nad zwierzęciem nie jest przestępstwem, bo nie było w nim zamiaru bezpośredniego (postanowienie z 29 marca 2012 r., sygn. akt II Kp79/12 P).
– Sama jestem prawnikiem, ale ręce opadają na takie bezduszne uzasadnienie – mówi Agnieszka Pawlicka.
Od zawracania głowy do pracy u podstaw
Znowelizowana ustawa daje wójtom możliwość decydowania o odebraniu zwierząt właścicielom, którzy się nad nimi znęcają. Wystarczy, że zawiadomi ich o tym np. policja albo organizacja zajmująca się ochroną zwierząt. Bywa jednak, że wójt nie robi nic. Tak jak wiosną tego roku w Godkowie na Mazurach. Tam Warmińsko-Mazurskie Stowarzyszenie Obrońców Praw Zwierząt odkryło, że w pewnej hodowli trzymano chore, brudne i wygłodzone szczeniaki stłoczone w ciasnej budzie, na zgniłej słomie pełnej odchodów.
Trzeba wpajać dzieciom od najmłodszych lat, że pies czy kot nie jest rzeczą
– Wójt tłumaczył, że nie może wydać decyzji bez opinii weterynarza, a takiego wymagania nie ma przecież w ustawie – mówi Barbara Zarudzka ze Stowarzyszenia.
Miejscowe Samorządowe Kolegium Odwoławcze uznało za nieuzasadnioną skargę na bezczynność wójta (decyzja z 30 lipca 2012 r., sygn. 1138/IN/12), ale Stowarzyszenie postanowiło nie odpuszczać i skierowało skargę do WSA w Olsztynie.
Co zatem zrobić?
– Może przepisy ustawy o ochronie zwierząt nie są idealne, ale większy problem to ich nieznajomość wśród tych, którzy mają je egzekwować – mówi Paweł Suski, poseł PO i szef Parlamentarnego Zespołu Przyjaciół Zwierząt.
Z inicjatywy tego zespołu zorganizowano kilka konferencji dla samorządowców, ale to oczywiście, jak przyznaje poseł, o wiele za mało. Trzeba edukować także policjantów.
Wprawdzie w każdej komendzie wojewódzkiej policji jest oficer odpowiedzialny za sprawy ochrony zwierząt, a każda komenda powiatowa otrzymała instrukcje postępowania na wypadek zawiadomienia o znęcaniu się nad zwierzętami, ale praktyka pozostawia wiele do życzenia.
– Kiedyś, jadąc przez Pomorze, zauważyłem błąkającego się psa i postanowiłem sprawdzić, jak zareaguje policja na taką informację – opowiada Suski.
Zadzwonił, na początku incognito, na numer alarmowy 112 i opowiedział, co widzi. Usłyszał: „nie zawracaj pan głowy, nie mam paliwa do radiowozu". Policjant zmienił ton dopiero, gdy dowiedział się, że rozmawia z posłem na Sejm RP. A przecież według ustawy każdy ma obowiązek powiadamiać policję, straż gminną albo najbliższe schronisko dla zwierząt o wałęsających się psach lub kotach.
– Niewiele zdziałamy bez wpajania od najmłodszych lat, że zwierzę nie jest rzeczą – mówi Suski. Zapowiada, że omówi z minister edukacji Krystyną Szumilas wprowadzenie do szkół elementów wiedzy o ochronie zwierząt.
Zanim jednak wyrośnie nowe, uświadomione pokolenie samorządowców, prawników i policjantów, zwierzaki jeszcze wiele wycierpią.