Wakacje w Polsce to dla turystów wiele możliwości – między innymi góry, morze, jeziora. Popularne są też rezerwaty przyrody, których w kraju mamy nieco ponad 1,5 tys. Zgodnie z ustawą o ochronie przyrody są to obszary zachowane w stanie naturalnym lub mało zmienionym, ekosystemy, ostoje i siedliska przyrodnicze, a także siedliska roślin, zwierząt i grzybów oraz twory i składniki przyrody nieożywionej, wyróżniające się szczególnymi wartościami przyrodniczymi, naukowymi, kulturowymi lub walorami krajobrazowymi.

Czasem są wyjątki

Z założenia są to więc miejsca niedostępne dla ludzi. – Zdarzają się wyjątki i regionalni dyrektorzy ochrony środowiska zgadzają się np. na utworzenie szlaku turystycznego, jeśli jest taka potrzeba, a wprowadzenie ruchu do rezerwatu nie zagrozi cennej przyrodzie. Takie szlaki muszą być odpowiednio zabezpieczone – tłumaczy Piotr Otrębski, rzecznik Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska.

Czytaj także: Plany rządu dotyczące Świętokrzyskiego Parku Narodowego: faktyczna ochrona środowiska czy omijanie prawa

Jak podkreśla, zasady nie są wymysłem urzędników. Wynikają z konieczności ochrony przyrody, ale także ludzkiego zdrowia i życia.

Turyści za cel podróży nieświadomie obierają sobie niekiedy rezerwaty, do których wstęp jest zabroniony.

W niektórych województwach zdecydowana większość obszarów jest niedostępna dla turystów. Przykładowo województwo warmińsko-mazurskie, przy liczbie 110 rezerwatów, jedynie w 23 przewidziało możliwość ruchu pieszego, rowerowego, konnego, kajakowego i żeglownego. Co jednak istotne, pomimo tego nie obowiązuje pełna swoboda, poruszać się można wyłącznie po wyznaczonych szlakach i w ograniczonym zakresie czy wyjątkowych okolicznościach (art. 15. ust. 1 ustawy o ochronie środowiska). Ścieżki nieoznaczone służą wyłącznie przyrodnikom i leśnikom, którzy mają prawo wstępu na określony teren. Turyści powinni trzymać się z dala od nich.

Przypadki nieprzestrzegania prawa w rezerwatach to problem, z którym próbują mierzyć się przyrodnicy, jako że turyści wykazują się niestety małą świadomością w tym zakresie. – Przyzwyczailiśmy się do łamania przepisów. Zdaniem wielu na motocyklach lub quadach najlepiej jeździ się przecież w tych dzikich miejscach oraz na drogach nienadających się do ruchu. Część przepisów jest nieznana, np. kwestia zakazu prowadzenia psów, zbioru grzybów czy jagód – komentuje Andrzej Weigle, wiceprezes zarządu Narodowej Fundacji Ochrony Środowiska.

Nic nie wyrzucać!

Autopromocja
CFO Strategy & Innovation Summit 2021

To już IV edycja kongresu dla liderów świata finansów

WEŹ UDZIAŁ

W istocie główną zasadą obowiązującą w rezerwatach jest to, że pomimo obecności człowieka muszą one zostać nienaruszone. – Turyści w rezerwatach, ale także w parkach narodowych, wyrzucają resztki organiczne, takie jak chusteczki lub resztki pożywienia, argumentując, że te się rozłożą i jeszcze użyźnią glebę. To myślenie archaiczne i absolutnie niewłaściwe. Nie róbmy tego. Z niepozornej pestki może przecież wyrosnąć roślina, która nie powinna być obecna w rezerwacie. W rezerwacie zatem niczego nie zostawiamy i niczego z niego nie wynosimy. Czasem nie zdajemy sobie sprawy, jak ważne dla tego ekosystemu są nawet najmniejsze jego elementy – wyjaśnia Piotr Otrębski. Rzecznik GDOŚ zaznacza także, iż pozostawione w rezerwatach resztki mogą zagrażać dzikim zwierzętom lub zachęcać je do żerowania w rejonach odwiedzanych przez ludzi z racji łatwiejszego dostępu do pożywienia. Na tym tle mogą się rodzić konflikty.

Penalizowanie przypadków naruszania przepisów w rezerwatach to trudne zadanie, jako że wymaga „przyłapania na gorącym uczynku". Niekiedy łamiący prawo sami dostarczają dowodów swoich nielegalnych działań, chwaląc się pięknymi okolicznościami przyrody na publikowanych w mediach społecznościowych zdjęciach. Według art. 127 ustawy o ochronie przyrody za umyślne naruszenie zakazów grozi areszt albo grzywna. Ta może wynieść nawet 50 tys. zł (art. 24 § 1 kodeksu wykroczeń). Niektóre regionalne dyrekcje ochrony środowiska na terenach rezerwatów umieszczają kamery.

Nagrania nie napawają optymizmem. Rzecznik GDOŚ za przykład podaje sprawę ze Śląska. Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska w Katowicach zaobserwowała, na podstawie nagrania z kamery umieszczonej w nieudostępnionej jaskini, że w ciągu zaledwie czterech dni weszło do niej ponad 100 osób, w tym rodzice z dziećmi. Nagrano też grotołaza, robiącego zdjęcia nietoperzom, co stanowi zagrożenie zarówno dla turystów, jak i zwierząt. – Każda ingerencja człowieka niesie za sobą negatywne oddziaływanie. Nasza obecność narusza ekosystem poprzez najmniejszy hałas czy niszczenie siedlisk – tłumaczy Andrzej Weigle.

Akcja edukacyjna

W zwalczaniu nieodpowiedzialnych zachowań przyrodnicy podkreślają znaczenie edukacji. GDOŚ prowadzi kampanię #OtoRezerwat, mającą popularyzować wiedzę z zakresu ochrony przyrody w rezerwatach. – Nie chcemy straszyć mandatami czy aresztem. Stawiamy na edukację, budowanie świadomości i odpowiedzialnych postaw względem przyrody. Wierzymy, że zgodnie z hasłem naszej kampanii wiedzieć więcej oznacza działać mądrzej, czyli chociażby nie łamać zakazów i nie dokuczać przyrodzie – tłumaczy Piotr Otrębski. Jak podkreśla, jest jedna zasada mogąca uchronić przed świadomym lub nieświadomym łamaniem przepisów w rezerwatach: w przypadku braku pewności, czy na teren rezerwatu można wejść, lepiej zwyczajnie do niego nie wchodzić, pamiętając, że większość rezerwatów przyrody w Polsce jest po prostu niedostępna.