– Mamy ogromny problem z bezpieczeństwem ruchu drogowego, a częścią tego problemu są piesi. Dlatego mocno dziwi upór urzędników – mówi Marcin Chlewicki ze stowarzyszenia Miasto Jest Nasze. Jego stowarzyszenie złożyło skargę do wojewódzkiego sądu administracyjnego na bezczynność Ministerstwa Infrastruktury, które odmówiło pokazania opracowania o zachowaniu pieszych i kierowców autorstwa Instytutu Transportu Samochodowego.

O tym, że ministerstwo zamówiło taki raport, mówił w lutym rzecznik resortu Szymon Huptyś. – Prowadzimy badania, które niebawem się zakończą, i ich wyniki, raport z tych badań, będą podstawą do dyskusji – zapowiadał.

W ten sposób odniósł się do wystąpienia rzecznika praw obywatelskich Adama Bodnara, który w piśmie do Ministerstwa Infrastruktury domagał się, by w Polsce, tak jak w niemal całej Europie Zachodniej, piesi mieli pierwszeństwo już na etapie zbliżania się do pasów. Obecnie są chronieni prawnie, tylko gdy już znajdują się na przejściu.

O to, co dzieje się z raportem, zaczęło dopytywać się Miasto Jest Nasze. Dzięki korespondencji z ministerstwem i Instytutem Transportu Samochodowego dowiedziało się, że badanie kosztowało ok. 350 tys. zł, objęło cztery województwa, a wyniki przekazano do ministerstwa w dwóch etapach, w grudniu i w lutym.

Zarówno instytut, jak i ministerstwo odmówiły jednak ujawnienia opracowania. Instytut twierdzi, że prawa do dokumentu posiada ministerstwo. A resort? „Rzeczpospolita" od tygodnia czeka na komentarz ministerstwa.

O tym, co zawiera raport, informował już portal BRD24.pl. Pisał, że badacze m.in. sprawdzali, z jaką prędkością piesi poruszają się na przejściu, ile czasu oczekują, czy przechodzą w miejscach niedozwolonych i rozmawiają przez telefon na zebrze. – Nieoficjalnie wiadomo, że badanie przyniosło negatywne wnioski na temat zachowania kierowców, których zdecydowana większość przejeżdża przez przejścia za szybko i przed nimi nie zwalnia – mówi redaktor naczelny portalu BRD24.pl Łukasz Zboralski.

Jego zdaniem ministerstwo odmawia pokazania raportu, bo jest „kłopotliwy politycznie". – Chodzi o to, że resort nie zgadza się na przyznanie większych praw pieszym, a w takim kierunku mogłaby pójść dyskusja po ujawnieniu dokumentu – mówi Zboralski.

Stanowisko ministerstwa zostało zawarte w odpowiedzi, która w czerwcu trafiła do rzecznika praw obywatelskich. „Nie wydaje się właściwym bezpośrednie przeniesienie do polskiego systemu prawnego rozwiązań funkcjonujących w innych państwach europejskich" – napisał wiceminister infrastruktury Rafał Weber. „Każde społeczeństwo europejskie posiada inne uwarunkowania kulturowe, prawne, inżynieryjne, edukacyjne, czy też podejście do poszanowania prawa" – wywodził.

Niemal identyczne pismo wysłał w odpowiedzi na interpelację posłanki PO–KO Moniki Rosy oraz do sejmowej Komisji Petycji. Ta ostatnia wysłała dezyderat do rządu w odpowiedzi na petycję Janusza Wojciechowskiego, byłego polityka PiS, a obecnie audytora w Europejskim Trybunale Obrachunkowym, zadeklarowanego zwolennika zwiększenia praw pieszych.

Autopromocja
Wyjątkowa okazja

Roczny dostęp do treści rp.pl za pół ceny

KUP TERAZ

Opinia ministerstwa nie jest jednak wiążąca dla sejmowej komisji. Podobną petycją dotyczącą pieszych zajmie się też wkrótce komisja w Senacie. Marcin Chlewicki „oburzającym" nazywa ukrywanie kluczowego opracowania w momencie, gdy toczą się dyskusje w parlamencie.

– Zbiega się to z ujawnieniem policyjnych danych za pierwsze półrocze, które mówią o wzroście ofiar na drogach w porównaniu z analogicznym okresem sprzed roku – mówi Chlewicki. Zauważa, że w 2018 r. na pasach zginęło 271 pieszych i ta liczba wzrasta trzeci rok z rzędu. W czerwcu Janusz Wojciechowski mówił, że polskie statystyki wypadków na przejściach są najgorsze w Europie.