Spór od wielu tygodni rozdziera Francję. Zaczął się od przejażdżki pisarza Frederica Martela i wydawcy Jeana-Luca Barré do Charleville-Mezieres, gdzie spoczywa Arthur Rimbaud. To przemysłowe, brzydkie miasto, którego poeta całe życie nienawidził. Paterne Berrichon, trzeciorzędny artysta, który poślubił jego siostrę, starał się po śmierci poety przekonać świat, że w ostatniej chwili Rimbaud przeszedł na katolicyzm. I kazał wyryć na płycie: „módlcie się za niego”.

„Czy Francja w taki sposób odwdzięcza się swoim największym poetom?” – napisali w petycji do prezydenta obaj intelektualiści, domagając się, aby prochy Rimbauda spoczęły w znacznie godniejszym miejscu: paryskim Panteonie, dawnym kościele, który od rewolucji francuskiej pełni rolę świeckiego miejsca spoczynku najwybitniejszych synów i córek Republiki.

Rimbaud miałby tu jednak leżeć nie sam, ale razem ze swoim kochankiem Paulem Verlainem. I ten poeta po śmierci nie miał szczęścia. Jego grób znajduje się na paryskim cmentarzu Batignoles, którego spokój stale zakłóca huk samochodów z pobliskiej obwodnicy miasta.

Inicjatywę poparło już 5 tysięcy intelektualistów. Entuzjastycznie podeszli do niej również minister kultury Roselyne Bachelot i dziewięciu jej poprzedników. Ich zdaniem to byłby znakomity sposób, aby Panteon lepiej oddawał różnorodność francuskiego społeczeństwa. W szczególności Rimbaud był prekursorem buntu przeciw ograniczeniom, jakie narzucają rygorystyczne konwencje.

W tym tkwi jednak główny argument przeciwników przeniesienia prochów poety i jego kochanka. Oznaczałoby to, że na wieczność pozostaną wśród generałów i polityków, których tak nienawidzili.

To nie była też zgodna para. Po czterech latach pożycia rozstała się burzliwie w 1873 roku w Brukseli, gdy Verlaine pod wpływem narkotyków i absyntu ranił swojego przyjaciela. Trafił na 555 dni do więzienia, także z powodu surowo zakazanego homoseksualizmu i sympatyzowania z Komuną Paryską. Dla konserwatywnego elektoratu, bez którego poparcia Emmanuel Macron nie ma szans na reelekcję w maju 2022 roku, taki pochówek w Panteonie byłby uznaniem przez instytucje państwa życia na granicy prawa.

– Macron jest prezydentem niezwykle rimbaudowskim. Jego ślub, całe życie były niekonwencjonalne, tak jak u Rimbaud – przekonuje Barré.

Francuski przywódca, do którego należy ostateczna decyzja, na razie miał dobrą wymówkę, aby jej nie podejmować: Covid-19. Ale pandemia zapewne skończy się przed wyborami. Macron będzie musiał wtedy rozstrzygnąć.