Stębark to ostatnia wioska przed polami Grunwaldu. Na co dzień życie toczy się tutaj wokół dwóch sklepów i gospody. Ludzie zarabiają, głównie pracując na roli. Ale ziemia tu kiepska, najczęściej czwartej klasy.
– No posieje pan na niej mieszankę, grykę, owies, no i może żyto. Ale co pan na tym zarobi? Grosze – przekonuje miejscowy rolnik.
Za żyto płacą teraz 300 zł za tonę. Z hektara przy dobrych plonach rolnik zbierze trzy tony. Zarobi 900 zł. – Odliczy pan paliwo, robociznę i wyjdzie, że nic pan nie zarobił – kontynuuje mój rozmówca.
[srodtytul]Będzie z tego piknik[/srodtytul]
Ale od wtorku miejscowi mają inne żniwa. – Dzięki inscenizacji ludzie zarobią na spłatę kredytów, na życie – twierdzi Małgorzata Moszczyńska, żona sołtysa Stębarka. Sama w swoim ogrodzie ma pole namiotowe. Za dobę inkasuje 50 zł.
Wiejskie boisko na końcu wsi zamieniło się w wielki parking.
– Strzeżony. Sam w nocy pilnuję, by nikt nie okradł samochodów – zaznacza Adrian. Na parkingu pracuje razem z dwójką kolegów. – Bierzemy tylko 5 zł od samochodu za dobę. Taniej pan nie znajdzie – przekonuje kierowcę białego volkswagena. – Stąd pewnie na pola daleko?
– pyta turysta. Adrian tłumaczy, że do pól bitewnych jest zaledwie 600 metrów. Kierowca daje się skusić, a Adrian zwierza się nam, na co zbiera pieniądze. – Na rower i komórkę. Mam telefon, ale jest przestarzały. Chcę sobie kupić taki wypasiony – tłumaczy.
Pieniędzmi za parking Adrian i jego koledzy muszą się podzielić z radą sołecką. Ta za zebraną gotówkę zrobi wieniec dożynkowy i piknik.
– Od pierwszej inscenizacji tak zarabiamy. Dzięki temu nasz wieniec jest zawsze najpiękniejszy – mówi Moszczyńska.
Rolnicy skosili nawet wcześniej zboże, by na polach zrobić prywatne parkingi.
– Zarobi więcej, niż gdyby sprzedał ziarno – tłumaczy sołtys Stębarka.
Na jednym parkingu, w trakcie grunwaldzkiego świętowania, miejscowi zarabiają nawet 20 tys. zł.
[srodtytul]Namiot czy szkoła[/srodtytul]
Do Stębarka wjeżdżamy od strony drogi krajowej nr 7 łączącej Gdańsk z Warszawą. 20 km przed wsią biorę do samochodu autostopowicza z dużym plecakiem i karimatą.
Mężczyzna w średnim wieku ubrany w wojskowe spodnie i koszulkę moro. Autostopem jedzie z Grójca. Wyjechał w piątek rano. – Mistrza w pracy poprosiłem o dzień wolnego. Trochę marudził, ale się zgodził – opowiada. – Przekonało go, kiedy powiedziałem, że następnym razem pojadę na kolejną okrągłą rocznicę. W Grunwaldzie jest już mój syn. Przyjechał w czwartek i rozbił namiot niedaleko pola bitwy.
Dojeżdżamy do Stębarka. Już na pierwszym domu tabliczka z informacją: parking i pole namiotowe. W środku wsi rondo. Tuż za nim następna tabliczka z informacją o polu namiotowym i numerem telefonu. Dzwonię. Gdy w końcu udaje mi się nawiązać połączenie, słyszę: – Przykro mi, nie mam już miejsc, ale niech pan spróbuje u kogoś innego.
U kogo? – Każdy gospodarz ma tu pole namiotowe – słyszę.
Zatrzymuję się przy Gospodzie Rycerskiej obok komisariatu i poczty. Zaczynam szukać pola. Faktycznie, są przy każdym gospodarstwie. Ale ceny warszawskie: 50, 60 zł za dobę. Drogo, więc szukam dalej.
Okazuje się, że najtaniej przenocować w miejscowym Gimnazjum im. Władysława Jagiełły.
– 8 zł od osoby za dobę za osobę w namiocie lub 30 zł za łóżko w sali w szkole – informuje Jolanta Jastrzębska ze szkoły. – Zaraz pogadamy, tylko zaniosę łóżko.
Po chwili wraca z plikiem prześcieradeł pod pachą. – Na pomysł organizowania noclegu w szkole wpadł nasz dyrektor – wyjaśnia. – Dzięki temu mamy później pieniądze na zakup pomocy naukowych.
W piątek szkole nocowało prawie 300 osób.
Są też darmowe pola namiotowe, na polu bitwy. Ale by móc rozbić tam namiot, trzeba było przyjechać w czwartek. W piątek zostały tylko płatne miejsca w Stębarku i to też trzeba było mieć szczęście, żeby je znaleźć.
[srodtytul]Goście z całego świata[/srodtytul]
Szymon Drej, kierownik pól grunwaldzkich, szacuje, że w tym roku obejrzeć inscenizacje przyjedzie ok. 200 tys. osób. – Gdyby taka impreza była co miesiąc – wzdycha. – W tym roku goście dopisali, ale rok temu było ich mało. Pewnie za rok też przyjedzie mniej, bo już okrągłej rocznicy nie będzie. A ludzie dzięki temu mogą trochę zarobić...
W piątek wieczorem na polach Grunwaldu według organizatorów było już ok. 50 tys. osób. W sobotę ma przyjechać trzy razy tyle. Do Stębarka prowadzą dwie kręte drogi. – To się zakorkuje. Nie ma szans – zakłada miejscowy policjant, patrząc na sznur samochodów. A te jadą z różnych krańców Polski, ale też z Niemiec, Litwy, Białorusi, Ukrainy, Czech, Holandii, Włoch, Belgii... – Obawiam się, że część osób w sobotę nie będzie miała szans, by dojechać na bitwę – mówi Drej.
Masz pytanie, wyślij e-mail do autora:[mail=m.kowalewski@rp.pl]m.kowalewski@rp.pl[/mail]