Chociaż tworzą go uczestnicy opozycji z czasów PRL, to nie brakuje w nim także dwudziesto- i trzydziestolatków, których obecność w stowarzyszeniach i fundacjach łagodzi nastroje.

Najmłodszą organizacją pozarządową, której członkowie wywodzą się z czasów pierwszej „S" i stanu wojennego, jest Stowarzyszenie Sieć Solidarności. Jego rejestracja odbyła się kilka tygodni temu.

– Zdecydowaliśmy, że będziemy organizacją pluralistyczną i apolityczną, co oznacza, że każdy, dla kogo ideały ruchu Solidarności są ważne, bez względu na swoją obecną działalność i poglądy może uczestniczyć w naszych pracach – mówi Edward Nowak, inicjator stowarzyszenia. Choć w narodową zgodę nie do końca wierzy historyk prof. Antoni Dudek, uważa tworzenie struktur społecznych ponad podziałami, opartych na ludziach „Solidarności" za jedną z najbardziej wartościowych inicjatyw w ostatnim czasie.

Potwierdza również, że włączanie młodych osób w pielęgnowanie tradycji solidarnościowych to dopiero początek procesu.

– Wszystkie organizacje kombatanckie zabiegają o przekazywanie tradycji młodszemu pokoleniu i środowiska solidarnościowe też to czeka. To również ważna część polityki historycznej państwa – podsumowuje.

Trzy złote na dzień

Nowak przyznaje, że nie wszystkim przypadł do gustu taki charakter organizacji. – Pierwsze zebranie założycielskie skończyło się fiaskiem, bo emocje wzięły górę i nie udało nam się wypracować wspólnego stanowiska – mówi. Pomysł na powołanie stowarzyszenia powstał po spotkaniu grupy działaczy Solidarności i innych struktur opozycyjnych lat 80. w sierpniu zeszłego roku.

– Założyliśmy stowarzyszenie, by kultywować ideały i pamięć „Solidarności" – tłumaczy Nowak i zastrzega, że to górnolotne sformułowanie nie wyczerpuje formuły działania.

W czasach pierwszej „S" miał 30 lat. W stanie wojennym został aresztowany i skazany przez sąd wojskowy na 3,5 roku więzienia. Na nowo w polityczną działalność włączył się po Okrągłym Stole. W wolnej Polsce pracował dla pięciu premierów – trzy razy był wiceministrem resortów gospodarczych. Jest więc człowiekiem, który odnalazł się w nowej rzeczywistości. Ale w takiej sytuacji była tylko część działaczy. – Nie wszyscy zaakceptowali zmiany w kształcie, jaki przyniósł Okrągły Stół. Wielu z nas nie pogodziło się z nową sytuacją polityczną i gospodarczą, a dziś nie daje sobie rady z coraz większą biedą, złymi warunkami bytowymi i szwankującym zdrowiem – dodaje Nowak.

Dlatego tak ważne są działania pomocowe, akcje charytatywne czy pomoc prawna na rzecz członków stowarzyszenia oraz osób, które znajdują się w trudnej sytuacji życiowej. Do tych właśnie prac włączani są młodzi wolontariusze.

– Młodzi ludzie, którzy nie uczestniczyli w krytycznych wydarzeniach lat 80., angażują się zarówno w archiwizowanie dokumentacji, jak i w bieżącą pomoc osobom, które tego potrzebują – wyjaśnia Nowak.

Samopomocowe działania to np. remont mieszkania, wykupywanie leków, przygotowanie paczek świątecznych, zakup okularów czy pomoc w dostaniu się do szpitala. – Jeden z naszych kolegów ma na przeżycie 3 zł dziennie, inny, z silną wadą wzroku nie jest w stanie kupić sobie okularów, jeszcze inna osoba musiała jak najszybciej znaleźć się pod opieką lekarską w szpitalu – wylicza Nowak.

Ale podkreśla też inny cele stowarzyszenia. – Chcemy przede wszystkim odbudować więzi koleżeńskie, tak bardzo nadszarpnięte przez ostatnie dwadzieścia lat. Ludzie, którzy angażowali się w działalność opozycyjną, zagrożoną więzieniem, to osoby o silnych charakterach i zdecydowanych poglądach. Dopasowanie się do kompromisów przychodziło im szczególnie trudno. Dlatego teraz, jako stowarzyszenie, nie damy się wciągnąć w bieżącą politykę, która wywołuje tyle negatywnych emocji – dodaje Edward Nowak.

Bez młodych ani rusz

Takie nastawienie współgra z obecnymi nastrojami społecznymi. Najnowsze badania przeprowadzone na zlecenie „Rz" wskazują, że Polacy mają zdecydowanie dość partyjnych liderów dwóch największych partii i chętnie widzieliby ich na politycznej emeryturze.

– Podpisuję się pod każdą inicjatywą, która jest w stanie godzić Polaków, chciałbym bardzo, by polaryzacja poglądów stała się mniej społecznie dotkliwa – mówi Jacek „Wiejski" Górski (to pseudonim z dawnych lat, którym się stale posługuje) ze Stowarzyszenia Federacji Młodzieży Walczącej, którą założył, jak sam podaje, po latach politycznej i społecznej bezczynności. Górski jest przekonany, że zasypywanie rowów pomiędzy spolaryzowanym środowiskiem opozycji postsolidarnościowej jest nie mniej ważne jak otwieranie się na następne pokolenia – zarówno aktywnych zawodowo dzisiejszych 30-latków, jak i uczącej się młodzieży. – Jeśli nie będziemy dostrzegać następnych pokoleń, to ani się obejrzymy, gdy pojawią się kolejne podziały, które uniemożliwią budowanie wspólnej przyszłości – mówi. – Młodzi ludzie są koniecznym katalizatorem narodowej zgody.

20 lat zaniedbań

Na rzecz porozumienia środowisk pracuje również ogólnopolska fundacja „Wspólnota Pokoleń". Popularyzuje prospołeczne postawy bohaterów opozycji i pomaga coraz liczniejszej grupie dawnych koleżanek i kolegów.

– Musimy się po latach odnaleźć. Nie ma żadnego znaczenia, gdzie przez ostatnie dwadzieścia lat każdy z nas był. To, że się różnimy w naszych politycznych wyborach jest wynikiem demokracji, o którą przecież walczyliśmy – mówi Joanna Frankiewicz, szefowa fundacji i wolontariuszka, wdowa po Macieju Frankiewiczu z „Solidarności Walczącej", dwukrotnie internowanym w stanie wojennym. Frankiewicz w latach 90. był działaczem samorządowym, pełnił też funkcję prezydenta Poznania, ale był też fundatorem i organizatorem bezpłatnych wakacji dla dzieci z ubogich rodzin.

– Staramy się włączać w nasze prace firmy i osoby indywidualne, które wcale nie mają za sobą szczytnej przeszłości opozycyjnej, ale czują się beneficjentami zmian i chciałyby pomóc tym, którym w jakiejś mierze zawdzięczają swoją dzisiejszą pozycję materialną i społeczną – dodaje. Wnioski o pomoc wpływają do fundacji ze wszystkich zakątków Polski, od Bieszczad po Gdańsk. Joanna Frankiewicz uważa jednak, że dwadzieścia lat zaniedbań państwa w budowaniu etosu ludzi „Solidarności" nie da się w szybkim czasie zmienić.

Takiego zdania jest też Wojciech Borowik, prezes Stowarzyszenia Wolnego Słowa. Jego zdaniem działania organizacji pozarządowych, chociaż są bardzo ważnym składnikiem życia obywatelskiego, to jednak są niewystarczające.

– Potrzebne jest powołanie fundacji publiczno-prywatnej, najlepiej pod auspicjami prezydenta RP, która będzie stale, a nie tylko dorywczo, zabiegała o potrzeby ludzi, którzy oddali część swojego życia na walkę z totalitaryzmem – mówił na spotkaniu działaczy opozycji, zaproszonych w styczniu przez prezesa IPN Łukasza Kamińskiego.