Dramatycznie skończyła się coroczna impreza halloweenowa w seulskim regionie Itaewon. Wybuch paniki w tłumie bawiących się spowodował niespotykaną liczbę przypadków zaburzenia oddychania. Wzywano pogotowie ratunkowe, w związku z kłopotami oddechowo-sercowymi. Prawie 60 osób doznało zatrzymania akcji serca. U wielu poszkodowanych trzeba było zastosować resuscytację. Na miejsce skierowano ponad 140 zespołów strażackich.

Szacuje się, że na ulicznej imprezie mogło bawić się ok. 100 tys. osób. To miała być pierwsza od czasu pandemii zabawa na świeżym powietrzu, na której nie trzeba było nosić masek. Korespondent BBC w Seulu Hosu Lee relacjonuje, że tłum był tak wielki, iż trudno było mówić o przestrzeganiu jakichkolwiek zasad bezpieczeństwa. Po wybuchu paniki ludzie tratowali się nawzajem w wąskich uliczkach. "Jest bardzo wiele ofiar. Leżą przykryte prześcieradłami. Karetki zabierają ciała, jedne po drugich.".

Przyczyny wybuchu paniki na razie nie są znane. Pojawiła się jednak informacja, że tłum ruszył nagle do przodu na wieść, że w okolicznym barze pojawili się miejscowi celebryci. Służby ratunkowe podkreślają, że wiele poszkodowanych to młode kobiety, w wieku od 20 do 30 lat. Wśród ofiar są cudzoziemcy.

Według informacji, jakie rzecznik polskiego MSZ Łukasz Jasina podał w Polsacie News, wśród ofiar nie było Polaków.

Po tragedii władze przesłały na wszystkie telefony komórkowe mieszkańców okolicy wezwanie do natychmiastowego powrotu do domów. W niedzielę nadal ponad 2000 osób nie dało znaku życia rodzinom.

Burmistrz Seulu, Oh Se-hoon, który przebywa z wizytą w Europie, podjął decyzję o natychmiastowym powrocie do kraju w związku z tymi dramatycznymi wydarzeniami.

Prezydent Korei Południowej wezwał urzędników do zapewnienia szybkiego leczenia osób rannych i przeglądu bezpieczeństwa miejsca, w którym odbywała się impreza. Ogłoszono żałobę narodową.

AFP