Zaskakujące plany resortu obrony narodowej. W czasie kryzysu, gdy w armii trwa wielkie cięcie kosztów, minister Bogdan Klich chce przenieść 13. Pułk Przeciwlotniczy z Elbląga do Gołdapi. Koszt przeprowadzki? Według ekspertów: kilkadziesiąt milionów złotych.
Specjaliści są zaskoczeni planami przeniesienia jednostki z dobrej lokalizacji do położonego 5 km od granicy z Rosją 13-tysięcznego miasteczka, które nie ma nawet połączeń kolejowych.
– Lokowanie jakiejkolwiek jednostki o takim znaczeniu w miejscowości, która nie daje możliwości obrony, jest co najmniej dziwne. Umieszczenie w Gołdapi pułku przeciwlotniczego, powstałego z połączenia jednostek z Gołdapi i Elbląga, miałoby sens, gdybyśmy chcieli bronić Kaliningradu czy Litwy – mówi Grzegorz Hołdanowicz, ekspert wojskowy, redaktor naczelny pisma „RAPORT-wto”. – Takich jednostek nie można lokować przy granicy. Jeśli ze względów na przykład społecznych trzeba utrzymać obecność wojska w Gołdapi, to powinna to być jednostka zmotoryzowana, zmechanizowana czy najlepiej rozpoznawcza. Ale nie przeciwlotnicza – jedna z trzech w dyspozycji Wojsk Lądowych.
– Powinno się zmierzać do konsolidacji sił zbrojnych w dużych garnizonach, a nie rozdrabiać armii po małych – mówi gen. Stanisław Koziej, ekspert wojskowy.
[srodtytul]Bo premier obiecał?[/srodtytul]
Życie w Gołdapi toczy się wokół małej, liczącej kilkuset żołnierzy, jednostki wojskowej i pobliskiej rosyjskiej granicy. Wojsko jest głównym pracodawcą.
Już za czasów rządów SLD podjęto wstępną decyzję o reorganizacji wojsk. Małe jednostki – takie jak w Gołdapi
– miały zostać zlikwidowane. W 2005 r., gdy do władzy doszedł PiS, los gołdapskiego garnizonu został przesądzony. Jednostka będzie przeniesiona do Elbląga. Kiedy? Tego wojsko ujawniać nie chce.
Dlaczego teraz – wbrew koncepcji scalania wojska w większych garnizonach – pułk przeciwlotniczy z Elbląga ma pomaszerować w drugą stronę, z powrotem do Gołdapi?
MON: – Realizujemy obecnie przedsięwzięcia mające na celu osiągnięcie pełnej profesjonalizacji Sił Zbrojnych RP. Wśród priorytetowych kierunków związanej z tym modernizacji armii wymienić można zwiększenie zdolności sił zbrojnych, m.in. w zakresie obrony przeciwlotniczej.
Jednak zdaniem gen. Romana Polko, byłego dowódcy GROM i byłego szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego, decyzja ministerstwa nie ma uzasadnienia ani strategicznego, ani finansowego.
– Moim zdaniem jest to kolejny przykład lobbingu politycznego – twierdzi Polko.
Premier Donald Tusk rzeczywiście obiecał gołdapianom, że wojsko z ich miasta nie zniknie. – Ci, którzy mnie znają, wiedzą, że dla mnie Gołdap to niemal rodzinne miasto – relacjonuje słowa premiera ze spotkania w 2008 r. portal www.goldap.pl. – Podczas wizyty w Warszawie ze strony Jarosława Słomy i Marka Mirosa padały konkretne pytania. Było pytanie o przyszłość garnizonu. „Ta przyszłość jest bezpieczna” – zapewnił.
Miros jest burmistrzem miasta od 1990 r. Słoma był jego zastępcą w latach 1999 – 2006. Potem wygrał wybory do sejmiku wojewódzkiego. Dziś jest wicemarszałkiem województwa warmińsko-mazurskiego.
[srodtytul]Znajomy Tuska[/srodtytul]
Słoma to bliski znajomy Tuska. Znają się jeszcze z czasów działalności w Niezależnym Zrzeszeniu Studentów. Razem działali w Kongresie Liberalno-Demokratycznym, a teraz w PO. Tusk, gdy tylko może, odwiedza swojego kolegę w Gołdapi. W 2006 roku na kongresie PO w Olsztynie mówił o Słomie: „Jarku, mój przyjacielu”.
Czy bliska znajomość z szefem rządu miała wpływ na pomysł przeniesienia elbląskiej jednostki? – Przyjaźń nie miała tu nic do rzeczy – mówi „Rz” wicemarszałek Słoma. – Dla miasta Elbląg likwidacja jednej jednostki nie oznacza być albo nie być. A dla Gołdapi tak.
13. Pułk, który ma zostać przeniesiony do Gołdapi, liczy ok. tysiąca osób. W ostatnich latach Wojskowa Agencja Mieszkaniowa wybudowała w Elblągu dla tych żołnierzy 100 lokali. Kolejne 50 ma być oddane w tym roku. Wyremontowano koszary, a miasto buduje wojsku nowy parking. Na wszystko wydano kilka milionów złotych.
Na początku lipca Henryk Słonina, prezydent Elbląga, napisał do ministra Bogdana Klicha list, w którym poprosił szefa MON o pozostawienie jednostki w mieście. Odpowiedzi nie dostał.