Rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar zapowiedział „wzmocnienie gwarancji prawnych dla żołnierzy oraz weteranów misji wojskowych". Ma się tym zająć jego zastępca Krzysztof Olkowicz. Sprawę nagłośniła m.in. „Rzeczpospolita".

Chodzi głównie o żołnierzy, którzy w czasie misji zagranicznej zostali najciężej ranni, a komisje lekarskie orzekły, że doznali uszczerbku na zdrowiu ponad 100 proc., co oznacza, że nie są w stanie sami egzystować. Kilku weteranów wystąpiło niedawno na drogę sądową przeciwko Ministerstwu Obrony Narodowej. Domagają się kilkumilionowego zadośćuczynienia, odszkodowania i renty.

Krzysztof Olkowicz zapowiada wzmocnienie zespołu, który zajmuje się w biurze RPO sprawami wojskowych.

– Musimy się zastanowić, co zrobić, aby pomoc dla weteranów była bardziej efektywna – tłumaczy Olkowicz.

Deklaruje też spotkania z weteranami i ich pełnomocnikami, ale także z przedstawicielami resortu obrony. Pierwsze odbył już z adwokatami, którzy reprezentują ciężko rannych, m.in. sierż. Franciszka Jurgielewicza i plut. Mariusza Saczka.

– Ustawa o weteranach nie do końca działa w przypadku najbardziej poszkodowanych. Jeżeli wojsko nie ubezpieczało na misjach rosomaków, a także żołnierzy od odpowiedzialności cywilnej, to teraz trzeba się liczyć z roszczeniami – mówi Olkowicz.

Dwa tygodnie temu Sąd Apelacyjny w Warszawie, rozpatrując odwołanie od wyroku sądu niższej instancji w sprawie rannego w Afganistanie w 2010 r. Franciszka Jurgielewicza, przyznał, że przysługuje mu prawo do zadośćuczynienia.

Jurgielewicz na skutek ostrzelania rosomaka przez talibów z granatnika przeciwpancernego stracił nogę i częściowo wzrok. Teraz domaga się od MON ponad 2 mln zł. Dotychczas dostał od resortu prawie 0,5 mln zł (m.in. odszkodowanie) i rentę wojskową w wysokości 4144 zł miesięcznie. Weteran uważa jednak, że taka kwota nie pozwala mu na leczenie, rehabilitację i utrzymanie rodziny.

Z podobnymi roszczeniami wystąpił do sądu także Mariusz Saczek. Domaga się 3 mln zł zadośćuczynienia. Saczek również został ciężko ranny w 2010 r. Rosomak, w którym się znajdował, wjechał na minę pułapkę. Lekarze przez kilka dni ratowali mu życie, potem przez wiele miesięcy przebywał on w szpitalach. Dzięki samozaparciu jest dzisiaj w stanie przejść o kulach kilkadziesiąt metrów, ale na co dzień porusza się na wózku inwalidzkim.

Przedstawiciele resortu obrony odrzucają zarzuty, że nie pomagają weteranom. Przypominają, że od trzech lat obowiązuje ustawa o weteranach, a w Warszawie działa Centrum Weterana, w którym żołnierze mogą liczyć na wsparcie.

Zaraz po rozprawie sądowej w sprawie sierż. Jurgielewicza kmdr Janusz Walczak z Centrum Operacyjnego MON powiedział, że otrzymał on od resortu wszystkie świadczenia, na które pozwala prawo.

„Poszkodowani żołnierze otrzymują odszkodowania, są ponadto uprawnieni do korzystania z wielowymiarowej pomocy oferowanej w zakresie opieki zdrowotnej, pomocy psychologicznej czy uprawnień rentowych, socjalnych i mieszkaniowych. Kompleksowa pomoc i opieka, jaką zostają otoczeni, ma na celu zrekompensowanie negatywnych skutków tragicznych zdarzeń oraz zabezpieczenie ich sytuacji materialnej na przyszłość. Wysokość świadczeń odszkodowawczych i kompensujących pobyt w szpitalu może osiągać kwotę nawet kilkuset tysięcy złotych" – oświadczył z kolei w piśmie do naszej redakcji płk Jacek Sońta, rzecznik MON.

Więcej o sytuacji życiowej sierż. Jurgielewicza, plut. Saczka oraz innych weteranów piszemy w reportażu „Przekleństwo weteranów" w sobotnim wydaniu magazynowym „Plus Minus".