Kolejny sukces polskich jednostek specjalnych w Afganistanie. Wczoraj nasi zatrzymali mułłę Saeeda Rahmana z top listy najbardziej poszukiwanych terrorystów. Niewiele wcześniej w ich ręce wpadł mułła Abdul Kadir, też będący na top liście, który organizował ataki na polskie jednostki. W ciągu roku Polacy zatrzymali ponad 250 terrorystów.
2000 żołnierzy służy w pięciu polskich jednostkach wojsk specjalnych
Znaczenie polskich sił specjalnych na misji afgańskiej rośnie. W ostatnich dniach dowódca jednostki FORMOZA kmdr Dariusz Wichniarek został szefem sztabu operacji specjalnych w Afganistanie.
Ale prawdziwy przełom nastąpi od nowego roku. Jeżeli Polska spełni wszystkie wymagania, od 1 stycznia 2014 roku wejdzie do elitarnego grona państw NATO mających prawo dowodzenia operacjami specjalnymi sojuszu.
– Będziemy mogli dowodzić nimi wszędzie tam, gdzie zostaną wysłane wojska specjalne NATO – mówi podpułkownik Ryszard Jankowski z Dowództwa Wojsk Specjalnych.
Gdyby więc komandosi NATO lecieli np. do Mali, mogliby nimi dowodzić nasi oficerowie (choć, jak zapewnia Ministerstwo Obrony Narodowej, Polska na razie nie planuje udziału w malijskiej operacji).
Teraz możliwości dowodzenia siłami specjalnymi NATO mają jedynie USA, Wielka Brytania, Francja, Włochy, Turcja i Hiszpania.
Komendant Akademii Obrony Narodowej gen. Bogusław Pacek jest przekonany, że spełnimy wszystkie wymagania stawiane przez sojusz. – Wojska specjalne są naszą perłą – dodaje.
Kalendarz przygotowań ustaliliśmy z NATO. – Jesteśmy na ostatniej prostej – zapewnia ppłk Jankowski.
NATO wymaga m.in., byśmy mieli wydzielone zespoły bojowe (grupy żołnierzy gotowe do wykonania zadań). – Mamy doskonale wyszkolone pododdziały bojowe. W tej chwili w Afganistanie działają dwa zadaniowe zespoły wojsk specjalnych.
Utworzyliśmy też już jednostkę zapewniającą komandosom wsparcie logistyczne. Jest nią NIL, istniejący od 2009 r.
Sojusz wymagał także, byśmy mieli wojska lotnicze wyłącznie do dyspozycji sił specjalnych. I w bazie w Powidzu pod Gnieznem stacjonuje już 7. eskadra działań specjalnych wchodząca w skład Sił Powietrznych.
W jej skład wchodzą śmigłowce Mi-17, a w przyszłym roku eskadra ma otrzymać lepiej wyposażone Mi-24. Maszyny te będą mogły być wykorzystywane zarówno w dzień, jak i w nocy, np. do przerzucania żołnierzy, desantowania lub wsparcia ogniowego komandosów.
– W tej chwili trwa szkolenie pilotów. Odbywa się w USA, Czechach i Polsce – mówi kpt. Włodzimierz Baran z 3. Skrzydła Lotnictwa Transportowego w Powidzu. Na Florydzie szkoli ich elita lotników z tamtejszego 6. Skrzydła Operacji Specjalnych USA.
Choć natowskie przygotowania już się kończą, ostateczny sprawdzian nastąpi w listopadzie, gdy nasze siły specjalne przejdą tzw. ćwiczenia certyfikujące. Ppłk Jankowski zapewnia jednak, że co roku Dowództwo Operacji Specjalnych USA ocenia nasze przygotowania – za każdym razem dobrze.
Były dowódca GROM gen. Roman Polko jest spokojny o to, że nasi żołnierze zdobędą natowskie certyfikaty: – Jesteśmy do tego gotowi od kilku lat, mamy bardzo dobrze wyszkolonych żołnierzy i dowódców. Nasi żołnierze na co dzień pokazują w Afganistanie, co potrafią.
Wojska specjalne liczą ponad 2 tys. żołnierzy (na misji w Afganistanie jest ich ok. 200). Służą w pięciu jednostkach, to: GROM, Komandosi z Lublińca, krakowski NIL, gliwicki AGAT oraz gdyńska FORMOZA.
Z projektu budżetu MON wynika, że w tym roku o 12,7 proc. zwiększą się kwoty, które Polska przeznacza na ten rodzaj wojsk.