Anonimowość i brak konsekwencji karnych obiecuje członkom białego personelu, którzy zgłoszą nieumyślny błąd medyczny, projekt ustawy o jakości w opiece zdrowotnej i bezpieczeństwie pacjenta. Przepisy, które przewidują także świadczenie kompensacyjne dla pacjenta z tzw. szybkiej ścieżki odszkodowawczej, minister zdrowia określił jako no fault. Zdaniem lekarzy projekt to zaledwie zalążek obowiązującego m.in. w Szwecji systemu, który wyłącza odpowiedzialność medyków za nieumyślne błędy.

Po co zmiana kodeksu

Według projektu każdy szpital ma monitorować zdarzenia niepożądane, prowadzić ich analizę i wdrażać wnioski do procedur wewnątrzszpitalnych tak, by w przyszłości uniknąć podobnych błędów. System ma być nakierowany na raportowanie, analizowanie i uczenie się na błędach.

Czytaj też:

Dr Florek-Szymańska: Nie o taki no fault nam chodziło

Informacja o zdarzeniach niepożądanych będzie obowiązkowo przekazywana do NFZ, a zdarzenie będzie można zgłosić anonimowo, co ma zachęcić członków personelu medycznego do informowania o nieumyślnych błędach medycznych. Obecnie medycy raportują głównie zdarzenia, które nie stanowiły zagrożenia dla pacjenta i w których personel medyczny nie miał bezpośredniego udziału, takie jak upadki pacjentów czy związane z awarią sprzętu medycznego. Rejestr ma identyfikować popełniane np. z powodu niedopatrzenia czy nieodpowiedniego przygotowania personelu. To, że dziś są one zgłaszane tak rzadko, projektodawca zrzuca na karb niedostatecznej ochrony prawnej.

Tyle że według medyków nowa regulacja także jej nie zapewnia.

– To zaledwie zalążek no fault, o który apelowaliśmy podczas manifestacji w sierpniu 2020 r. Żeby nie bać się zgłaszać nieumyślnego błędu czy zdarzenia niepożądanego, personel musi mieć pewność, że nie zostanie za nie pociągnięty do odpowiedzialności karnej – mówi Filip Płużański, sekretarz Naczelnej Komisji Rewizyjnej Naczelnej Izby Lekarskiej, były przewodniczący Porozumienia Rezydentów.

– Żaden, nawet najbardziej optymalnie wypracowany projekt ustawy o no fault nie ma szansy na powodzenie przy aktualnie obowiązujących przepisach prawa karnego. Nic to nie da, jeśli pozostaną bez zmian, a przy art. 155 k.k., który mówi o nieumyślnym spowodowaniu śmierci, art. 156 o spowodowaniu uszczerbku na zdrowiu i art. 157 o naruszeniu czynności ciała lub rozstroju zdrowia, nie będzie adnotacji, że jeśli ktoś zgłasza takie nieumyślne zdarzenie do systemu, to nie podlega karze, chyba że udowodni mu się działanie umyślne. Lekarze w obawie oskarżenia o błąd medyczny będą ukrywać zdarzenia niepożądane w obronie własnej – przyznaje dr Renata Florek-Szymańska, chirurg ogólny i naczyniowy z Porozumienia Chirurgów „Skalpel".

Autopromocja
CFO Strategy & Innovation Summit 2021

To już IV edycja kongresu dla liderów świata finansów

WEŹ UDZIAŁ

Zdaniem prawników gwarancja bezkarności nie musi jednak znaleźć się w kodeksie karnym. Wystarczy odpowiedni przepis w ustawie specjalistycznej, np. w projektowanej ustawie o jakości w opiece zdrowotnej i bezpieczeństwie pacjenta czy ustawie o zawodach lekarza i lekarza dentysty.

Eksperci mają natomiast obawy o odpowiedzialność medyka, gdy błąd nie okaże się nieumyślny. Wówczas zgłoszenie do rejestru mogłoby oznaczać przyznanie się do błędu nie nieumyślnego, ale umyślnego.

Nie dla uczciwych

– Powiedzmy sobie szczerze: pracownicy medyczni mają spore doświadczenie w ukrywaniu błędów medycznych i fałszowaniu dokumentacji, a do sądów trafiają i tak te najgrubsze. Nie sądzę, by jakakolwiek ochrona prawna zmobilizowała biały personel do zgłaszania błędów – mówi nam zastrzegający anonimowość prawnik broniący pacjentów.

Mecenas Zbigniew Krüger, adwokat reprezentujący w sprawach o błąd medyczny zarówno lekarzy, jak i pacjentów, uważa, że polski system nie potrzebuje przepisów o no fault:

– Taka regulacja może prowadzić do nadużyć i wewnętrznych rozgrywek, zachęcać do donoszenia na ewentualnych wrogów czy konkurentów. Może też prowadzić do niesłusznych oskarżeń osób nieumiejących ocenić postępowania osoby o wyższych kwalifikacjach, większej wiedzy czy doświadczeniu. Wyobraźmy sobie pielęgniarkę lub lekarza stażystę, który zgłasza jako błąd postępowanie operacyjne chirurga z ogromnym doświadczeniem, nie mogąc ocenić, czy działał on w okolicznościach, które usprawiedliwiały dane postępowanie. Jeśli ktoś ma kręgosłup moralny, to o patologii medycznej zawiadomi również bez tej regulacji – uważa mec. Krüger.

Etap legislacyjny: konsultacje publiczne

Witold Zontek dr nauk prawnych, karnista, UJ

Wyłączenie odpowiedzialności karnej pracowników medycznych to bardzo określone rozwiązanie. Byłbym daleki od włączania tak branżowego przepisu do kodeksu karnego. Wystarczy w ustawie specjalistycznej, np. o jakości, wpisać, że karze nie podlega lekarz, który dopuścił się czynu z konkretnego artykułu lub czynu typu nieumyślnego, o ile zgłosił to w odpowiednim terminie. Przepis o bezkarności za autodenuncjację nie jest niczym nowym. Stosuje się go np. przy przestępstwach korupcyjnych, gdzie zgłaszający wręczenie łapówki może liczyć na uwolnienie od kary. Wprowadzenie klauzuli bezkarności wymuszałoby wstępne postępowanie sprawdzające. Gdyby prokurator podzielił pogląd, że zdarzenie było nieumyślne, postępowanie byłoby umarzane. Ale bez gwarancji, że prokurator nie uzna, iż czyn był umyślny lub warunki niekaralności nie zostały spełnione.