Chodzi o projekt nowelizacji ustawy o publicznym transporcie zbiorowym. Co prawda sama ustawa reguluje sposób zapewnienia dostępu do jakiejkolwiek formy publicznego transportu (tak kolejowego, jak i autobusowego), to nowelizacja dotyczy głównie komponentu drogowego. Projekt, który Ministerstwo Infrastruktury skierowało do konsultacji społecznych już w ubiegłym roku, dotyczy m.in. minimalnej liczby połączeń, transportu na żądanie, cyfrowych rozkładów jazdy czy obowiązku wyposażenia pojazdów w lokalizatory GPS.
Pod koniec lutego pojawiła się jednak nowa wersja projektu, która nie zmienia zasadniczych kierunków nowelizacji, ale niespodziewanie zawiera też propozycje uchylenia art. 22a tej ustawy. Zgodnie z tym przepisem do umów o świadczenie usług w zakresie publicznego transportu zbiorowego w transporcie kolejowym obejmujących wojewódzkie przewozy pasażerskie, nie stosuje się przepisów art. 5 ust. 2, 4, 4a i 6 rozporządzenia unijnego nr 1370/2007. A więc regulacji pozwalających bezpośrednio udzielać zamówień na świadczenie usług podmiotom wewnętrznym. Zmiana pozwoli więc zawierać umowy z własnymi przewoźnikami bez przetargów.
tylu pasażerów przewiozły koleje w IV kw. 2025 r.
– Uchylenie art. 22a pozwala na utrwalenie obecnej sytuacji, polegającej na tym, że w wielu województwach monopol na przewozy posiadają przewoźnicy samorządowi. Natomiast to, co z naszego punktu widzenia jest szczególnie bulwersujące, to fakt, że ta zmiana jest wprowadzana bez choćby pół zdania uzasadnienia. Brak odniesienia się do tej propozycji, zarówno w uzasadnieniu, jak i ocenie skutków regulacji, rodzi podejrzenia, że projektodawca chce to rozwiązanie przemycić po cichu – zwraca uwagę Joanna Parzniewska, rzecznik prasowy prywatnego przewoźnika Arriva.
Na ten sam aspekt zwraca uwagę Jakub Majewski, prezes Fundacji ProKolej.