Wiele samorządów w obliczu kryzysu zapowiada cięcia wydatków. Od tych na inwestycje po pomoc socjalną. Ale są i takie, w których radni chcą przeznaczyć część budżetu na zaniedbane dotąd sprawy społeczne, np. in vitro. Lista miast, w których pojawił się pomysł dofinansowania zabiegu, rośnie z każdym dniem. Pomysłodawcy mówią o różnych kwotach, różnych kryteriach przyznawania. Łączy ich jedno – w większości są działaczami SLD. Czy to sposób na podreperowanie słabych notowań partii?
– Miasta nie mają żadnych możliwości, by rozwiązać problem in vitro. Chodzi raczej o medialny szum, który mógłby przyciągnąć elektorat utracony na rzecz Ruchu Palikota – uważa dr Bartłomiej Biskup, politolog z UW.
To sprawa państwa
W Częstochowie związany z SLD prezydent Krzysztof Matyjaszczyk wpisał do projektu budżetu 110 tys. zł na in vitro. – Nie mamy jeszcze regulaminu określającego, kto i na jakich zasadach mógłby się ubiegać o pieniądze – mówi Włodzimierz Tutaj, rzecznik magistratu. – Liczba mieszkańców Częstochowy spada. Nie chcemy wywoływać ideologicznej wojny, ale musimy zrobić wszystko, by to zahamować. A dofinansowywanie in vitro nie kłóci się z ustawami o samorządzie i działalności leczniczej.
Zobacz:
»
Pomysł prezydenta potępiła kuria. Przeciwni są też radni opozycji, głównie z PiS. – Miasto musi oszczędzać. Brak pieniędzy na szpitale, a potrzeby są spore. W dodatku in vitro jest metodą dyskusyjną – wylicza Beata Kocik z PiS.
Wojna szykuje się też w Łodzi, gdzie SLD chce przeznaczyć na in vitro 150 tys. zł. – Dofinansowanie zaczynałoby się od 5 tys. zł, ale nie mogłoby przekroczyć połowy kosztów zabiegu. Miałyby na nie szansę rodziny, których roczny dochód nie przekracza 55 tys. zł – wyjaśnia radny Piotr Bors, autor projektu.
– To projekt obliczony wyłącznie na zrobienie wrażenia – kwituje Mateusz Walasek, przewodniczący Klubu PO. Jeden zabieg in vitro, jak mówi, kosztuje ok. 10 tys. zł. Prawdopodobieństwo, że będzie to próba udana, wynosi 30 proc. – Zapewne więc zabieg trzeba będzie powtarzać. Ilu parom będziemy w stanie pomóc? Każdą miejską złotówkę należy wydawać z głową. A tu sensu nie widzę. Rozwiązanie problemu z finansowaniem in vitro to sprawa państwa – podkreśla Walasek.
Z tym akurat działacze SLD się zgadzają. – Tyle że działania państwa w tej sprawie to klasyczne bicie piany. Nasza propozycja ma stanowić impuls do działania – mówi Bors.
Z kolei Łukasz Naczas, radny SLD z Gniezna, chce, by na dofinansowanie in vitro prezydent wprowadził do przyszłorocznego budżetu 52 tys. zł. Miałyby to być m.in. pieniądze wstępnie przeznaczone na konserwację zabytków. – Liczę, że się uda, ale to przedsięwzięcie jednorazowe. Chcemy pokazać ustawodawcy, by poważnie wziął się do pracy – podkreśla Naczas.
Decyzje w grudniu
Z projektem zakładającym współfinansowanie in vitro przez miasto zamierza wystąpić poznańska radna SLD Katarzyna Kretkowska, a warszawscy działacze tej partii już zaapelowali o podobne rozwiązanie do prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz. We Wrocławiu pomysł zarezerwowania pieniędzy na ten cel przedstawił radny Leszek Cybulski (do niedawna z SLD, od kilku miesięcy niezależny), a w Gorzowie wywodzący się z lewicy Jerzy Wierchowicz.
Decyzje dotyczące współfinansowania in vitro będą zapadały w grudniu. Według dr. Rafała Chwedoruka, politologa z UW, trudno przypuszczać, by samorządy ledwo wiążące koniec z końcem zdecydowały się na takie wydatki. Nie wyklucza przy tym, że próby przenoszenia batalii ideologicznych z dużej polityki na samorządy mogą się powtarzać. – Nośnym tematem może się okazać aborcja. Samorządy nie mają oczywiście na tę kwestię żadnego wpływu. Mogą się jednak zaangażować w walkę dotyczącą symboli.
Spory ideowe w samorządach
Zaskarżany i krzyż, i patron winiarzy
In vitro to niejedyny problem z ideologią w tle, który przeniknął do samorządów. W 2009 r. wielkopolski sejmik w reakcji na wyrok Trybunału w Strasburgu nakazujący zdjęcie krucyfiksu ze ściany jednej z włoskich szkół wezwał do poszanowania krzyża jako symbolu chrześcijańskich korzeni Europy. W marcu tego roku aktywiści Ruchu Palikota na sali obrad szczecińskiej rady obok katolickiego krzyża zawiesili gwiazdę Dawida, muzułmański półksiężyc, atom (symbol ateistów) i krzyż prawosławny. Zdjęli je radni PO i PiS. W Zielonej Górze rada w uchwale przyjęła za patrona miasta św. Urbana, patrona winiarzy. Jeden z mieszkańców zawiadomił prokuraturę, a ta uznała, że radni przekroczyli uprawnienia. Sprawa skończy się w sądzie. W ostatnich dniach uchwały broniące krzyża podjęli radni Lublina, Przemyśla i powiatu jarosławskiego. W Kędzierzynie-Koźlu krucyfiks zniknął na czas remontu sali obrad, ale po zakończeniu prac się nie pojawił. Jego powrotu zażądali radni PiS, zaprotestował m.in. radny SLD, a cytowana przez miejscowy portal wiceprezydent tłumaczyła, że nie znajduje podstaw prawnych do umieszczenia krzyża w sali. Spór ma zostać rozstrzygnięty na środowej sesji.