Sprawa trafiła do Sądu Najwyższego na skutek odwołania sędziego ukaranego najsurowszą z kar dyscyplinarnych – złożeniem z urzędu. Była to już druga kara dla niego. Na skutek pierwszej, orzeczonej za przewlekłość postępowania, musiał przenieść się do innego sądu.
Czym zawinił drugim razem? Okazało się, że przez dziesięć miesięcy nie sporządził uzasadnienia do wyroku, który wydał w sprawie dziewięciu oskarżonych. Nie pomogły apele prezesa sądu i przewodniczącego wydziału. Sędzia obiecywał, że uzasadnienie napisze, ale tego nie zrobił.
W rezultacie sąd odwoławczy uchylił wyrok w sprawie kilku oskarżonych i przekazał ją do ponownego rozpoznania. Zdaniem zastępcy rzecznika dyscyplinarnego swoim zachowaniem sędzia dopuścił się przewinienia dyscyplinarnego polegającego na oczywistej i rażącej obrazie prawa. Sąd Apelacyjny (dyscyplinarny) przyznał rację rzecznikowi i ukarał sędziego złożeniem z urzędu. A to oznacza, że nie ma już nigdy do niego powrotu.
Sędzia złożył odwołanie. W uzasadnieniu twierdził, że orzeczona kara jest niewspółmierna do tego, co zrobił. „Wyrok stanowi przesadnie krytyczną ocenę mojej pracy" – napisał w uzasadnieniu odwołania.
We wtorek na rozprawę do SN nie przyjechał. W tym czasie sam zrzekł się urzędu, bo planuje zmienić zawód na inny prawniczy. Obecna na rozprawie sędzia Izabela Bogusz, zastępca rzecznika, występowała o utrzymanie kary.