Sąd Najwyższy ma nowego I prezesa. Uda się mu poprawić sytuację w SN? 

W istocie stało się tak, że sędziowie powołani do pełnienia urzędów w SN w wadliwych procedurach konkursowych wybrali ze swojego grona kandydatów na I prezesa SN w trakcie wadliwie zwołanego i w wadliwym składzie przeprowadzonego zebrania. Wręczanie nominacji sędziowskich przez prezydenta nie miało i nie ma mocy uzdrawiającej wadliwie przeprowadzone postępowania konkursowe, nie uzdrowiło zatem i tego, w którym sędzia Zbigniew Kapiński objął urząd sędziego SN i nie doprowadziło do usunięcia wadliwości w procedurze wyboru kandydatów na urząd I prezesa SN. Czy w tych okolicznościach urząd I prezesa SN można uznać za właściwie obsadzony? Odpowiedź jest chyba oczywista. 

Czytaj więcej

Jest nowy pierwszy prezes Sądu Najwyższego. Decyzja prezydenta Nawrockiego

Z zadowoleniem przyjęłam jednak wiadomość, że spośród wszystkich wadliwie wyłonionych kandydatów, pełnienie urzędu I prezesa SN powierzone zostało osobie z długim doświadczeniem w wykonywaniu zawodu sędziego, zakładam zatem, że mającej pojęcie o organizacji pracy w sądach i o tym, jakie warunki powinny być stworzone sędziom i kadrze administracyjnej, żeby praca orzecznicza mogła przebiegać efektywnie. Mam nadzieję, że sędzia Zbigniew Kapiński będzie tak wykonywał obowiązki, że nie pogorszy sytuacji w SN. Poprawić ją mogą wyłącznie zmiany systemowe, a do nich – niezależnie od postawy I prezesa SN – potrzebne jest działanie ustawodawcy i współdziałanie z nim prezydenta. Niestety, nie dostrzegam u prezydenta najmniejszych choćby przejawów dobrej woli, gdy chodzi o uzdrowienie sytuacji w wymiarze sprawiedliwości.

Od czego należałoby zacząć?

To, od czego powinien zacząć ustawodawca i prezydent, jest oczywiste – od działań prowadzących do wejścia w życie projektów ustaw przygotowanych przez Komisję Kodyfikacyjną Ustroju Sądownictwa i Prokuratury zmierzających do usunięcia skutków wadliwych postępowań konkursowych przed neo-KRS.

A sędziemu Zbigniewowi Kapińskiemu sugerowałabym powstrzymanie się od działań, które będą przeszkadzały merytorycznej pracy w SN, kierując na powrót uwagę sędziów na pryncypia, czyli na przykład od prób narzucania orzekania w mieszanych składach.

Może też sędzia Kapiński byłby w stanie przekonać prezydenta, że dla dobra państwa, ale i neosędziów, powinny wejść w życie ustawy przywracające praworządność w KRS, SN, sądownictwie powszechnym i administracyjnym, że zlikwidować trzeba Izbę Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych, a Izbę Odpowiedzialności Zawodowej – zreformować. No i wreszcie na koniec sugerowałabym sędziemu Zbigniewowi Kapińskiemu, żeby powstrzymał się od wydawania niemających podstawy prawnej zarządzeń. Całkiem długą listę takich zarządzeń z krótkiego w sumie czasu, gdy sędzia Kapiński kierował Izbą Karną, wymienił parę dni temu na łamach „Rzeczpospolitej” sędzia w IK SN Jarosław Matras.

Jaki jest na dziś największy problem SN?

Największym jest oczywiście podział: starzy i neosędziowie. Pełniąca obowiązki I prezesa SN sędzia Małgorzata Manowska nie ukrywała, że zmierza do tego, by proporcje obsady kadrowej w SN przechyliły się na korzyść neosędziów i była w tych dążeniach wspierana przez prezydenta. Temu celowi służyło utworzenie i obsadzenie nowych Izb w SN. Izba Dyscyplinarna już nie istnieje, większość osób, które objęły w niej urzędy po ledwie paru latach wątpliwej pracy w SN uzyskała status sędziów w stanie spoczynku. Izba Kontroli ciągle formalnie istnieje, nie mając statusu sądu, nie bardzo zatem wiadomo po co istnieje i dlaczego na jej działanie mają być wykładane środki publiczne, zwłaszcza że obciążenie osób mających w niej orzekać jest nieporównywalne z obciążeniem sędziów w innych izbach SN. Tylko wybory poprawiają im statystyki. To jest temat na osobną opowieść, bo nie trzeba chyba tłumaczyć, że nie sprzyja poprawie atmosfery funkcjonowanie w jakiejkolwiek strukturze organizacyjnej grupy osób korzystających z przywilejów, lecz nie obciążonych pracą, poza akcjami (wybory), w trakcie których mają wykazać swoją przydatność dla tego systemu, który pozwala im trwać w takim błogim dla nich samych układzie.

Zorganizowana „na gruzach” ID i wadliwie obsadzona Izba Odpowiedzialności Zawodowej właściwie nie może wypełniać zadań, bo nie sposób w niej utworzyć składu orzekającego, o czym szerzej skład tej Izby wypowiedział się w postanowieniu z 25 marca 2024 r., II ZIZ 14/23, dlatego pominę argumenty.

Procedura tzw. testu niezależności, będąca dla systemu „listkiem figowym” mającym przykryć jego niedostatki na czas zabiegania o środki z KPO, nie pozwala stronom na uzyskanie należytej obsady sądu mającego orzekać w ich sprawie, za to dezorganizuje pracę sędziów zaangażowanych w przewidziane nią czynności.

Nie będę rozwijać tematu regulaminu SN, na którego kształcie musiały zaważyć sugestie wspierających prezydenta w tworzeniu tego aktu osób bez doświadczenia w pracy sądu o takim statusie i roli ustrojowej jak SN.

Czytaj więcej

Nowy I prezes SN dla „Rz”: Nie zabolały mnie słowa Jarosława Kaczyńskiego

Prezes Kapiński w wywiadzie dla „Rz” stwierdził, że w jego ocenie legalnym prokuratorem krajowym jest nadal Dariusz Barski. Co pani na to?

Nie jest to pierwszy i jedyny pogląd sędziego Kapińskiego, z którym się nie zgadzam. Wyłożyły to kilkakrotnie właściwie obsadzone składy orzekające w Izbie Karnej SN i sędzia Barbara Skoczkowska w IOZ. Wątpiącym w status Dariusza Korneluka jako prokuratora krajowego i wierzącym w to, że PK jest ciągle Dariusz Barski polecam ich uzasadnienia. Sędziemu Zbigniewowi Kapińskiemu też.

W tym samym wywiadzie I prezes mówi, że wyroki ETPC i TSUE nie są źródłem prawa. Dla pani są?

Tu akurat ma rację. Wyroki ETPC i TSUE nie są źródłem prawa w tym znaczeniu, w jakim my w naszym systemie prawa używamy terminu „źródła prawa”, ale określają kierunki wykładni i stosowania „źródeł prawa” w zgodzie z zasadami Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności oraz prawa europejskiego, w tym Karty praw podstawowych. Nie wyobrażam sobie, żeby po uznaniu przez Polskę jurysdykcji ETPC, a następnie po wejściu Polski do UE prawnik mógł twierdzić, że nie obchodzą go wyroki tych sądów, że nie wie, w jaki sposób ma im być zapewniana skuteczność, że można się nimi przejmować co najwyżej w sprawie, w której zostały wydane. To byłoby kompromitujące dla studenta prawa. Ci, którzy skończyli studia przed 1993 r. i pełnią dziś odpowiedzialne funkcje publiczne powinni jednak doczytać.

Paradoks polega na tym, że sędzia Zbigniew Kapiński, kwestionujący znaczenie wyroków ETPC i TSUE dla praktyki, wydaje zarządzenia zmierzające do zakazania stosowania niewygodnych dla neosędziów przepisów ustawy, co jego zarządzenia lokuje w istocie ponad ustawą.

I prezes SN chce namawiać do przygotowania ustawy, która usankcjonuje status sędziów powołanych po 2018 r. Czy byłoby to dobre rozwiązanie?

Projekty ustaw, które naprawią system, zostały już przygotowane. Wystarczy je uchwalić i zacząć stosować. O sugerowanych przez sędziego Zbigniewa Kapińskiego rozwiązaniach słyszałam tyle, że mają się zamknąć w prostej formule: nie wolno kwestionować statusu neosędziów. Czy takie rozwiązania uzdrowią system? Nie, bo one nie są pomyślane w celu naprawy systemu, tylko w celu poprawienia samopoczucia neosędziów. To już było. Taki był mniej więcej sens ustawy zwanej kagańcową i taki jest też sens wprowadzonej do ustawy o SN procedury tzw. testu niezależności i wreszcie pokazanego opinii publicznej projektu prezydenckiego ustawy kagańcowej bis.

Czytaj więcej

Michał Laskowski: Nowy I prezes Sądu Najwyższego nie jest radykałem

Czy proponowany przez sędziego Zbigniewa Kapińskiego zabieg ma szansę powodzenia?

Tak, jeśli będzie miał wsparcie tych samych polityków, którzy przez osiem lat przed grudniem 2023 r. albo wprost działali na rzecz zniszczenia, czyli podporządkowania sobie wymiaru sprawiedliwości, albo przyglądali się takim działaniom bez adekwatnej reakcji. A jeśli zostanie przeprowadzony, to oczywiście ze szkodą dla interesu publicznego. Zaniechanie wyciągnięcia konsekwencji wobec prawników, którzy uczestniczyli w działaniach naruszających prawo w imię swojego indywidualnego interesu, ośmieli następnych. To tylko kwestia czasu.

Prezes Kapiński uważa, że część tzw. starych sędziów SN zdaje sobie sprawę z tego, że doszła do ściany, tylko brakuje im odwagi, by się wycofać. Pani czuje, że stoi pod ścianą?

Według mojej wiedzy sędziowie SN zwani starymi są stali i konsekwentni w ocenie sytuacji, do której doprowadziły zmiany w wymiarze sprawiedliwości, w tym i w SN, przeprowadzane począwszy od 2017 r., ale też w ocenie statusu sędziów SN powołanych w postępowaniach konkursowych przed neo-KRS. O tym statusie SN wypowiedział się w uchwale połączonych izb z 23 stycznia 2020 r. i nic mi nie wiadomo o tym, żeby którykolwiek ze starych sędziów biorących udział w podjęciu tej uchwały zmienił zdanie. Przeciwnie, niektóre późniejsze wypowiedzi TSUE i ETPC mogłyby nas skłonić do jeszcze krytyczniejszej oceny statusu neosędziów w SN.

Czytaj więcej

Ewa Szadkowska: Nawrocki pokazał Kaczyńskiemu… gdzie jego miejsce

Rozumiem, że wypowiedź prezesa Kapińskiego nie dotyczyła pani.

Ja nie czuję, żebym stała pod ścianą, a wnioski o wszczęcie m.in. w stosunku do mnie postępowań dyscyplinarnych za stosowanie w orzecznictwie prawa UE i za nieuczestniczenie w zebraniu neosędziów zwołanym w celu wybrania kandydata na I prezesa SN traktuję raczej jako dowód frustracji osób, które w braku merytorycznych argumentów w dyskusji o ich statusie sięgają po instrumenty mające niedozwoloną presją wymusić na mnie zmianę postawy.

Jak pani ocenia to co dzieje się obecnie w Trybunale Konstytucyjnym?

Z rozrzewnieniem wspominam czasy, gdy problemem w relacji SN – TK były skutki wyroków interpretacyjnych TK. Jak ja bym chciała, żeby TK odżył, żeby na powrót zaczął wypełniać tę rolę, do której konstytucyjnie jest powołany i nawet jeśli jakieś jego orzeczenia wywoływały dyskusje, to ostatecznie autorytet TK nie był podważany.

Sposób obejścia się polityków z tą instytucją, także za sprawą osób, którymi ją obsadzili, to jest gotowy wzór postępowania, jak doprowadzić do upadku i ośmieszenia instytucji publicznej, do uczynienia z niej karykatury. I taki właśnie mam stosunek do TK w aktualnym wydaniu, a prokurator Święczkowski w roli prezesa ten wizerunek utrwala.

Czytaj więcej:

Sądy i Prokuratura Jarosław Matras: Nie jestem dumny z wyboru I prezesa SN

Pro

Ilu mamy nowych sędziów TK – dwóch czy sześciu?

Dla mnie oczywiste jest, że sześciu.

Prezydent miał prawo odebrać oświadczenie tylko od dwójki z nich?

Oczywiście, że nie miał. Rzucał monetą, żeby ich wybrać? Nie miał i nie ma ku temu uprawnień, żeby dokonywać kontroli wyborów sejmowych. Uzurpowanie sobie kompetencji nie sprzyja budowaniu autorytetu.

W jakim kierunku zmierza sytuacja w wymiarze sprawiedliwości?

Zaczynałam pracę w wymiarze sprawiedliwości w 1991 r., po aplikacji. Pamiętam atmosferę, która towarzyszyła dokonującej się wówczas przemianie ustrojowej, budowaniu struktur sądownictwa, obsadzaniu stanowisk. Do kryzysu na początku lat dwudziestych tego wieku doprowadziły nierozwiązywane problemy wewnątrz środowiska sędziowskiego i wykorzystanie przez polityków frustracji niektórych grup w tym środowisku. Ostatecznie jednak uzależnienie statusu sędziowskiego od decyzji politycznych jest groźne dla każdej opcji politycznej, czego jesteśmy teraz świadkami. Poziom wzajemnej nieufności jest ogromny. Nie tak dawno temu do wyłączenia sędziego dochodziło rzadko, nie było o nim mowy w sprawach dotyczących polityków, bo sędziowie z politykami się nie kojarzyli. Teraz dyskusje o tym, czy sędzia w jakiejś sprawie polityka ma się wyłączyć, czy nie, stają się przedmiotem publicznej debaty. Wyrok, jaki by nie był, przez tego, dla kogo jest niekorzystny, nazywany jest wyrokiem na polityczne zamówienie. Pozbycie się tego bagażu będzie trudne, a odbudowanie zaufania społecznego zajmie lata i to przy sprzyjających warunkach.

Nie tak dawno temu do wyłączenia sędziego dochodziło rzadko, nie było o nim mowy w sprawach dotyczących polityków, bo sędziowie z politykami się nie kojarzyli. Teraz dyskusje o tym, czy sędzia w jakiejś sprawie polityka ma się wyłączyć, czy nie, stają się przedmiotem publicznej debaty.

Bezwzględnie potrzebne jest zweryfikowanie nieprawidłowych powołań, co zakończy spory o składy sądu na marginesie każdej rozpoznawanej sprawy i pozwoli zajmować się problemami merytorycznymi w tych sprawach, ale niezbędne jest też weryfikowanie, w jaki sposób sędziowie wykonują obowiązki, czy radzą sobie z organizacją pracy, czy piszą na czas uzasadnienia, w jaki sposób odnoszą się do stron i kadry administracyjnej.

Czytaj więcej

Rada Ławnicza SN o Manowskiej i Kapińskim: uzurpatorzy