Takie stanowisko podtrzymał niedawno Naczelny Sąd Administracyjny (NSA) w sprawie dotyczącej opłaty za wycinkę drzew. Spór był pokłosiem wycinki drzewostanu należącego do jednego z samorządów z województwa dolnośląskiego. Początkowo nic nie zapowiadało katastrofy. Pełnomocnik miasta w sierpniu 2016 r. oficjalnie wystąpił o zezwolenie na usunięcie drzew i krzewów w związku z planowaną budową strefy aktywności gospodarczej. Starosta dał na to zielone światło i jednocześnie zobowiązał samorząd do nasadzeń zastępczych w ramach kompensacji przyrodniczej. W sumie miasto we wskazanym okresie miało posadzić ponad 600 sztuk nowych roślin. Jednocześnie urzędnik naliczył opłatę za wycinkę, a jej płatność odroczył na 3 lata od upływu terminu na wykonanie nasadzeń zastępczych. 

Czy potrzebne jest zezwolenie na wycinkę drzew pod inwestycję?

Samorządowcy wywiązali się z nakazu. Schody zaczęły się, gdy okazało się, że nasadzenia się nie przeżyły. Miasto poinformowało, że części nowych drzew uszkodziły sarny oraz bobry, uległy zgniciu wskutek wylewu rzeki lub zostały zniszczone przez prace ziemne. Starosta wszczął postępowanie w sprawie i zlecił oględziny. Te wykazały zaś, że większość drzew nie zachowała żywotności, paliki mające utrzymać drzewka utraciły swoją stabilność w gruncie, a parametry dotyczące obwodów nasadzonych drzew są niezgodne z decyzją. Miasto postanowiło działać. Poprosiło o przedłużenie terminu załatwienia sprawy i wniosło o przeprowadzenie dowodu z ekspertyzy dendrologicznej na okoliczność przyczyn wymarcia drzew na terenie strefy aktywności gospodarczej. Dokumentacja ekspercka okazała się jednak przysłowiowym gwoździem do trumny. Starosta zauważył bowiem, że potwierdziła zachowanie żywotności zaledwie 97 drzew z 616 zasadzonych, a do tego wprowadzenie gatunków innych niż określono w decyzji. Większość drzew obumarła z uwagi na otwarty teren z nieograniczonym dostępem dzikiej zwierzyny. Do tego dołożyła się potwierdzona przez kolejnych specjalistów susza i obniżanie wód gruntowych. W tej sytuacji nie pozostało nic więcej, jak podliczyć miasto za wycięte pierwotnie drzewa.

Czytaj więcej

Opłata za usunięcie drzewa: umorzyć się nie da, ale można odroczyć

Starosta nie kwestionował, że zgodnie z art. 84 ust. 4 ustawy o ochronie przyrody, jeżeli posadzone drzewa lub krzewy zachowały żywotność po upływie 3 lat od upływu terminu wskazanego w zezwoleniu, opłata za usunięcie drzewa lub krzewu podlega umorzeniu. Szkopuł w tym, że w spornym przypadku przetrwało zaledwie 48 drzew i dlatego należało sięgnąć po sankcję za brak ekwiwalentnego zastąpienia unicestwionego elementu przyrody, jakim jest drzewo. „Karną” opłatę przeliczono z wyłączeniem umorzenia w zakresie roślin, które przetrwały i wyliczono na  ok. 3,5 mln zł. Była to należność za 568 sztuk drzew, które posiadały obwód pnia niższy niż 10 cm mierzony na wysokości 100 cm oraz były niezgodne co do wymaganego decyzją gatunku. Starosta podkreślił też, że posadzone drzewa nie były posadzone zgodnie ze sztuką ogrodniczą, nie dokonano ich pielęgnacji ani nie podlewano ich po posadzeniu. Miasto z tak słonym rachunkiem się nie pogodziło. W odwołaniu tłumaczyło, że miało umowę z wykonawcą, która miała gwarantować opiekę nad nasadzeniami zgodnie ze sztuką ogrodniczą. Wykonawca wskazał jednak, iż mimo pielęgnacji oraz częstego podlewania większość drzew uschła na skutek wysokich temperatur i suszy. Samorządowcy upierali się, że nie ma podstaw do obciążenia ich opłatą za wycinkę drzew naliczoną zaskarżoną decyzją. Obumarcie nowego drzewostanu nastąpiło z przyczyn niezależnych, głównie suszy oraz aktywności dzikich zwierząt. Miasto zaznaczyło, że na terenie, na jakim dokonano nasadzeń, nie obserwowano do tej pory wzmożonego bytowania i działalności zwierząt dzikich ani ich szkodliwego oddziaływania na drzewa. Była to więc okoliczność nowa, której nie dało się przewidzieć.

Czytaj więcej

Zmiana zasad wycinki drzew - grożą surowe kary. Ma to związek z okresem lęgowym ptaków

Kiedy można umorzyć opłatę za wycinkę drzew i krzewów

Ta argumentacja nie przekonała Samorządowego Kolegium Odwoławczego i spór trafił na wokandę. Wojewódzki Sąd Administracyjny (WSA) we Wrocławiu nie dopatrzył się jednak podstaw do uwzględnienia skargi samorządowców. Nie kwestionował problemu suszy, jaka wystąpiła w okresie po wykonaniu nasadzeń. Niemniej zdaniem sądu widoczne gołym okiem zmiany klimatu powodują i powodować będą coraz częstsze oraz głębsze susze na naszej szerokości geograficznej. A to wymaga dostosowania zabiegów agrotechnicznych, a gmina ma możliwość monitorowania sytuacji na bieżąco i odpowiedniej reakcji w czasie rzeczywistym. WSA nie znalazł cienia powodów, że stwierdzony brak żywotności spornych drzew podyktowany był okolicznościami niezależnymi od skarżącej. Podkreślił, że dokonanie nasadzeń w zamian za odstąpienie od wymogu uiszczenia opłaty za usunięcie drzewa stanowi uprawnienie, a nie obowiązek i ma charakter kompensacyjny. Wybór tego rozwiązania pociąga za sobą konieczność dopełnienia realnego, a nie iluzorycznego zadośćuczynienia stratom w przyrodzie. Ewentualny brak może być zaś spowodowany wyłącznie okolicznościami niezależnymi, jak np. siła wyższa – kataklizmami pogodowymi typu tornado, czy katastrofą ekologiczną czy budowlaną. Do takich zaś w ocenie sądu z pewnością nie należą okoliczności podnoszone przez skarżącą. Ostatecznie przegraną miasta przypieczętował NSA. Zauważył, że argumentacja samorządowców koncentruje się wokół ustaleń faktycznych, ale zabrakło skutecznych zarzutów, żeby je podważyć. Niemniej NSA zgodził się, że ocena przyczyn braku żywotności nasadzeń zastępczych, dokonana w nawiązaniu do sporządzonych w toku postępowania administracyjnego ekspertyz dendrologicznych, jest prawidłowa i nie budzi wątpliwości. Wyrok jest prawomocny.

Sygnatura akt: III OSK 2917/23

Czytaj więcej:

Administracja Obowiązek uzyskania zezwolenia na usunięcie drzewa – zakres i wyjątki

Pro