Po wybuchu pełnoskalowej wojny Ukraina przeniosła na teren Polski część najcenniejszych obrazów pochodzących m.in. z muzeów we Lwowie. Celem była ich ochrona przed rosyjskimi bombami. Dzieła trafiły na wystawy w polskich muzeach.
Czarne chmury zgromadziły się nad nimi, gdy pełnomocnicy prawni spadkobierców złożyli w sądach wnioski o zabezpieczenie obrazów. Chodzi o obiekty, które do wybuchu wojny należały do Ordynacji Przeworskiej Andrzeja Lubomirskiego. Znaczna część jego spuścizny pozostała w Ukrainie.
Obecnie eksponaty pokazywane są na wystawie czasowej w Muzeum Pomorza Środkowego w Słupsku. Ekspozycja „Kresy Europy – ze skarbca Lwowskiego Muzeum Historycznego” została otwarta 10 czerwca i powinna być pokazywana do 18 października 2026. Obejmuje ponad 600 zabytków. To nie tylko obrazy, ale także obiekty archeologiczne, które pochodzą ze starożytnego Egiptu, Mezopotamii, Grecji i Rzymu. Obejmuje ona także militaria, rzemiosło artystyczne i elementy kultury mieszczańskiej dawnego Lwowa. Eksponaty pochodzą także z Muzeum Narodowego w Lublinie. Honorowy patronat objęli Mieczysław Struk, marszałek województwa pomorskiego oraz Vasyl Bodnar, ambasador Ukrainy w Polsce.
Czytaj więcej
Władysław Lubomirski rości sobie prawa do części kolekcji, która znajduje się we wrocławskim muzeum. Chce, aby sprawa została załatwiona polubownie.
„Prezentowane obiekty zostały sprowadzone do Polski w ramach prób zabezpieczenia ukraińskich zbiorów muzealnych, zagrożonych w wyniku trwającej wojny. Pobyt kolekcji w Polsce gwarantuje jej bezpieczeństwo, a jednocześnie umożliwia szerokiej publiczności poznanie zbiorów, które w normalnych warunkach można podziwiać we Lwowie” – napisali jej organizatorzy.
Czy ukraińska kolekcja Lubomirskich może być w Polsce bezpieczna?
Wśród eksponowanych dzieł na wystawie znalazły się dwa portrety pochodzące z kolekcji Lubomirskich: „Portret Roksolany”, nieznanego autorstwa (olej z XVI w.) oraz „Portret młodzieńca” Alojzego Rejchana z 1850 r. Ich wartość została oszacowana na 150 tys. zł.
Kilka dni temu do Sądu Okręgowego w Słupsku został złożony wniosek o zabezpieczenie tych obiektów. – Jego celem było zakazanie wyzbywania się przez muzeum ich posiadania przez czas trwania procesu o ich wydanie – precyzuje mecenas Maciej Obrębski, który reprezentuje B.K. (inicjały spadkobiercy pochodzącego z arystokratycznej rodziny).
Marta Kuczkowska z Muzeum Pomorza Środkowego potwierdza, że wniosek dotyczący udzielenia zabezpieczenia dwóch obrazów wpłynął do muzeum 20 lipca 2026 r. – Muzeum w chwili obecnej jest w trakcie analizy przesłanego materiału – dodała.
Mec. Maciej Obrębski od 10 lat jest pełnomocnikiem spadkobierców Andrzeja Lubomirskiego, ostatniego ordynata Ordynacji Przeworskiej. – Obecnie jest to grono około pięćdziesięciu osób rozsianych po całym świecie, ale działających zgodnie – mówi nam mecenas.
Czytaj więcej
Rezydencje rodu Lubomirskich rozsiane są po południowej Polsce, a także na Słowacji i Ukrainie.
Zamiarem spadkobierców Andrzeja Lubomirskiego jest to, aby obrazy, które niegdyś tworzyły Muzeum Lubomirskich we Lwowie, będące wraz z Ossolineum jedną z najważniejszych instytucji polskiej kultury w XIX wieku i w okresie międzywojnia, pozostały w obecnych granicach Rzeczypospolitej.
– Jedynie będąc dostępne dla polskiej publiczności, będą w pełni realizować cele, jakie postawili przed sobą w 1823 r. hrabia Maksymilian Ossoliński i książę Henryk Lubomirski. Jedną z możliwych opcji byłoby pozostawienie odzyskanych obrazów w depozycie polskiej instytucji kultury, np. w Muzeum Książąt Lubomirskich, powstającym przy Zakładzie Narodowym im. Ossolińskich we Wrocławiu – dodaje adwokat spadkobierców.
Sąd zniweczył możliwość zaskoczenia muzeum
– Udzielenie zabezpieczenia przez sąd ma służyć zaskoczeniu przeciwnika i uniemożliwić mu zniweczenie żądania powoda – nie ukrywa prawnik. – Obowiązany może przecież wnieść zażalenie na postanowienie o zabezpieczeniu. Co więcej, taki rodzaj zabezpieczenia nie jest w stanie wyrządzić muzeum ani stronie ukraińskiej żadnej szkody. Obrazy pozostają bowiem nadal w posiadaniu muzeum. Chodzi tylko o to, aby przed zakończeniem głównej sprawy nie opuściły terytorium RP. Co istotne, udzielenie zabezpieczenia nie przesądza o wyniku sprawy, a do jego udzielenia wystarczające jest tylko uprawdopodobnienie roszczenia i wykazanie interesu prawnego w jego uzyskaniu – precyzuje.
Tymczasem pierwszą czynnością dokonaną przez sąd było wydanie zarządzenia o doręczeniu odpisu wniosku o zabezpieczeniu do muzeum i zobowiązanie go do złożenia odpowiedzi na niego w terminie aż 14 dni.
To pokrzyżowało szyki pełnomocnika spadkobierców. Dlaczego? – Zgodnie z art. 737 K.p.c. wniosek o udzielenie zabezpieczenia podlega rozpoznaniu bezzwłocznie, nie później jednak niż w terminie tygodnia od dnia jego wpływu do sądu, chyba że przepis szczególny stanowi inaczej. Jeżeli ustawa przewiduje rozpoznanie wniosku na rozprawie, należy ją wyznaczyć tak, aby rozprawa mogła odbyć się w terminie miesięcznym od dnia wpływu wniosku – mówi nam mecenas. Dodaje, że wyznaczenie rozprawy nie dotyczy tego rodzaju spraw, a inne przepisy nie przewidują dłuższego terminu niż siedmiodniowy.
Jak było z roszczeniami wobec Zamku Królewskiego w Warszawie
Dlaczego to jest takie istotne? Bowiem takie działanie sądu w innej sprawie dotyczącej lwowskiej kolekcji Lubomirskich spowodowało, że błyskawicznie została ona wywieziona na Ukrainę.
Czytaj więcej
Mój dziadek mawiał, że „od Branickich wymaga się podwójnie”, właśnie ze względu na winy hetmana - mówi Mikołaj Wolski, wnuk ostatniego właściciela...
Prawnik podaje jako przykład pokazywaną na przełomie 2023 i 2024 r. na Zamku Królewskim w Warszawie wystawę „Geniusz Lwowa. Lwów jako ośrodek sztuki i jego kolekcje artystyczne”. W imieniu ŁBS (podajemy inicjały spadkobiercy) wystąpił on do Sądu Okręgowego w Warszawie o zabezpieczenie 12 obrazów, których wartość została oszacowana na 1,2 mln zł.
Wśród nich znalazł się portret „Teresa Lubomirska jako Hebe”, autorstwa Josepha Grassiego. – Zarówno władze radzieckie, jak i później ukraińskie w katalogach wyraźnie przyznawały, iż stanowi on własność Andrzeja Lubomirskiego, który na początku września 1939 r. złożył go w depozycie muzealnym celem zabezpieczenia przed wojenną zawieruchą. Co więcej, w dzisiejszych publikacjach uznawały ten depozyt – zwraca uwagę mecenas Obrębski.
W grupie obrazów, których dotyczyły ewentualne roszczenia znalazły się także m.in. „Maria z Dzieciątkiem i świętym Janem” Giovanniego Battisty Salviego znanego jako Sassoferrato, „Kain” Luca Giordano, „Ukrzyżowanie z widokiem na Golgotę” Wolfganga Krodela starszego, „Bachus i Ariadna” Jerzego Eleutera Siemiginowskiego, „Na zwiadach. Krakus na koniu i pasterze” Januarego Suchodolskiego, „Poławiacze pereł i korali” Jacopo Zucchiego, „Martwa natura ze szparagami” Jana van Kessela starszego, „Portret Francesca Bartolozziego” Antona Raphaela Mengsa. Ich pochodzenie zostało udokumentowane licznymi dokumentami, które otrzymał sąd.
Sąd Okręgowy w Warszawie postąpił tak samo jak ten ze Słupska. Wysłał odpis wniosku o zabezpieczenie do muzeum. Efekt był taki, że niemal natychmiast wystawa została zamknięta, a obrazy wywiezione do Ukrainy, chociaż miała być jeszcze dostępna dla publiczności przez dwa tygodnie.
Sąd uprzedził muzeum, a to oddało eksponaty Ukraińcom
Sekwencja zdarzeń w Warszawie była następująca. Niezwłocznie po wpłynięciu wniosku o zabezpieczenie Sąd Okręgowy w Warszawie zdecydował doręczyć odpis wniosku Zamkowi Królewskiemu w Warszawie pocztą tradycyjną. Ale 20 lutego 2024 r. muzeum dowiedziało się o treści wniosku z wiadomości e-mail przesłanej przez pracownika sądu. – Jest to całkowicie niepraktykowany sposób doręczenia korespondencji – zwraca uwagę mecenas. 21 lutego 2024 r. wystawa została zamknięta, a 22 lutego część obrazów, w tym te, o które toczyłby się spór prawny, została wywieziona do Lwowa. Sąd wyznaczył rozprawę na 27 lutego, na której oddalił wniosek o zabezpieczenie, głównie z tego powodu, że obrazy nie były już w posiadaniu muzeum.
Czytaj więcej
Ludowa historia Polski jest lansowana przez środowiska lewicowe i często pisana pod tezę marksistowskiej walki klas. Nie powinna być jednak badana...
Mecenas wskazuje, że sąd nie udzielił zabezpieczenia i jednocześnie dał szansę na wywiezienie obiektów „i tym samym zaprzepaścił możliwość jego rewindykacji”.
– Dochodzi w tych sprawach do całkowitego odejścia od ochrony słusznych interesów polskich obywateli. Sprawy te nabierają wymiaru politycznego, gdzie prawda obiektywna przestaje mieć znaczenie. Jak to prezentuje się w obliczu tak nagłaśnianych przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego starań restytucyjnych? – pyta. Mecenas wręcz podejrzewa, że taki schemat działania może wynikać z wytycznych ministerialnych.
– Sąd niejako rozbroił bombę, bowiem zabezpieczenie mogłoby otworzyć drogę do wstrzymania wywozu tych obrazów na Ukrainę, a to nadszarpnęłoby nasze relacje z tym państwem. Jestem przekonany, że i tak państwo polskie musiałoby odesłać te obrazy do Lwowa – mówi nam anonimowa osoba, która zajmuje się restytucją.
Organizatorzy wystaw nie wystąpili z wnioskiem o immunitet muzealny
Nasz rozmówca wskazuje, że problemu nie byłoby, gdyby muzea, organizujące wystawy dzieł, do których mogą być prywatne roszczenia, wystąpiły do Ministerstwa Kultury o wpisanie tych obiektów na tzw. listę immunitetu muzealnego. To procedura prawna chroniąca zagraniczne dzieła sztuki i zabytki wypożyczone na wystawy czasowe w Polsce przed zajęciem, konfiskatą lub zabezpieczeniem. Zapewnia ona, że wypożyczone zbiory bezpiecznie wrócą do swoich właścicieli po zakończeniu ekspozycji.
Nie znaleźliśmy na stronie BiP MKiDN takich wniosków złożonych przez Zamek Królewski w Warszawie i Muzeum w Słupsku w przypadku lwowskiej kolekcji. Zapytaliśmy te instytucje, dlaczego nie zdecydowały się na taki krok. Nie otrzymaliśmy jednak odpowiedzi. Dr Jarosław Trybuś z Zamku Królewskiego tłumaczył, że wyjaśnienie sytuacji sprzed ponad dwóch lat, wymaga sięgnięcia do archiwum Zamku i rozmów z pracownikami w nią zaangażowanymi, „a mamy środek sezonu urlopowego”.
Zapytaliśmy Ministerstwo Kultury, czy zajmuje się restytucją obrazów, które zostały przywiezione do Polski z Ukrainy? „W przypadku roszczeń, np. prywatnych, kwestie własności dóbr kultury rozstrzygane są w Polsce na drodze sądowej” – usłyszeliśmy. – W tym względzie zastosowanie znajdują powszechnie obowiązujące przepisy dotyczące postępowania cywilnego lub administracyjnego – odpowiedział nam rzecznik ministerstwa Piotr Jędrzejowski.
Zaprzeczył on przypuszczeniom mecenasa Obrębskiego, jakoby ministerstwo wydawało sądom wytyczne dotyczące prowadzonych spraw o zabezpieczenia dzieł sztuki. – Kwestie ochrony prawnej rzeczy ruchomych o wartości historycznej, artystycznej lub naukowej, wypożyczonych z zagranicy na wystawę czasową organizowaną na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, reguluje ustawa o muzeach – przypomniał. Dodał, że to na organizatorze wystawy ciąży złożenie do ministra ewentualnego wniosku o objęcie ochroną prawną rzeczy ruchomej, czyli o objęcie immunitetem muzealnym.