Rzecznik SN: prezes Manowska nie przestraszy się, nagonka nie robi na niej wrażenia

Pierwsza prezes Sądu Najwyższego Małgorzata Manowska nie da się przestraszyć. Nagonka w mediach nie robi na niej wrażenia. Martwi ją za to destrukcja praworządności po 13 grudnia – twierdzi rzecznik SN sędzia Aleksander Stępkowski.

Publikacja: 25.06.2024 13:01

Siedziba Sądu Najwyższego w Warszawie

Siedziba Sądu Najwyższego w Warszawie

Foto: PAP/Tomasz Gzell

Prokuratura prowadzi dwa postępowania sprawdzające w sprawach prezes Manowskiej. To jednak nie wszystko, prezes usłyszała bowiem też zarzuty dyscyplinarne. Rzecznik dyscyplinarny SN prowadzi wobec niej postępowanie. Czy prezes Manowska ma się czym martwić?

Aleksander Stępkowski: Myślę, że to co martwi I prezes, to destrukcja praworządności, jaką obserwujemy w Polsce po 13 grudnia ub.r. Okazuje się, że wyznacznikiem praworządności nie jest już konstytucja i ustawy, ale wola kilku polityków szukających podstawy prawnej swych działań, poparta środkami przymusu i osłoną „zaprzyjaźnionych mediów”. Wówczas można dowolnie łamać prawo.

Panie sędzio, dlaczego właściwe o sprawach I prezes SN rozmawiam z panem, a nie z Małgorzatą Manowską?

Dlatego, że jestem rzecznikiem SN, a pana interesują działania mające na celu wywarcie presji na I prezesa. Już na wstępie pytał się pan, czy prezes się martwi rozpętaną w mediach nagonką. Więc nie, ta nagonka nie robi wrażenia na pani prezes.

Pierwsze z postępowań w prokuraturze wobec prezes Manowskiej, która stoi też na czele Trybunału Stanu, wszczęto po zawiadomieniu kilku członków tego Trybunału. Wzywali oni do zwołania posiedzenia Trybunału i m.in. zmiany sposobu wyznaczania składów orzekających. Manowska tego nie zrobiła, stąd zawiadomienie do prokuratury. Co pan na to?

Czytaj więcej

Sędziowie Trybunału Stanu złożyli zawiadomienia ws. prezes Manowskiej

To są działania mające dostarczyć tematów do prowadzenia medialnej nagonki na I prezes. Członkowie TS mają oczywiście prawo do wnioskowania o zwołanie zgromadzenia we wszystkich sprawach dotyczących TS, z wyjątkiem jednak tych, w których kompetencja została zastrzeżona przewodniczącemu TS. Powodem zwołania zgromadzenia miała być zmiana regulaminu TS, a inicjatywa w tym względzie jest zarezerwowana wyłącznie dla przewodniczącego. Pani prezes poprosiła, by wnioskodawcy przedstawili projekt odpowiadający obowiązującym zasadom techniki legislacyjnej. Nade wszystko chodziło o uzasadnienie mocno enigmatycznych zmian. Zamiast jednak sporządzić uzasadnienie, wnioskodawcy postanowili się wykłócać, że oni nie chcieli zmieniać regulaminu, tylko go uchylić, co miało nie być zmianą. Byłoby to może śmieszne, gdybyśmy czytali „Przy szabasowych świecach”. Gdy tego typu „cymesy” czytamy jednak w korespondencji członków organu mającego sądzić osoby sprawujące najwyższe funkcje w państwie, to obywatele, zamiast ciepła żydowskiego dowcipu mają prawo poczuć chłód „Procesu” Franza Kafki. Wnioskodawcy nie wzięli pod uwagę, że na gruncie prawa regulację uchyla się w przepisach końcowych aktu, który ma ją zastąpić. Nie dostrzegli też, że uchylając regulamin, uchylono by zasady procedowania TS, bez których trudno byłoby uchwalić nowy. Zatem wracamy do projektu zmian, który musi być uzasadniony.

Największy hałas dotyczył losowania składów orzekających, które zgodnie z regulaminem wyznacza przewodniczący TS. Prezes Manowska zniecierpliwiona tym chocholim tańcem, wydała wreszcie zarządzenie, w myśl którego przewodniczący TS wyznacza składy orzekające na podstawie wyników losowania. Zatem zrealizowano cele, które deklarowali wnioskodawcy.

Skoro i tak doszło do zmiany sposobu wyznaczania składów Trybunału Stanu, to czy nie lepiej było po prostu zwołać to posiedzenie i uniknąć problemów?

Ale to nie jest kwestia widzimisię pani prezes, ale prawem przewidzianej procedury. To pozostali członkowie TS wytknęli brak uzasadnienia projektu. Wnioskodawcy jednak uparli się, że go nie przedstawią. Jeżeli chce się absorbować uwagę pozostałych członków Trybunału jakimiś sprawami, to trzeba to robić zgodnie z procedurą, ta zaś wymaga uzasadnienia projektu i przesądza, że tylko przewodniczący TS może zainicjować prace w tym kierunku.

Czytaj więcej

Manowska: składy orzekające Trybunału Stanu będą losowane

Druga sprawa dotyczy zawiadomienia 10 sędziów SN i sposobu prowadzenia obrad kolegium tego sądu. Mimo, że część członków kolegium oświadczyła, że nie bierze udziału w obradach, prezes Manowska zaliczała ich do kworum i dzięki temu można było podejmować wiążące decyzje. Czy nie jest to niewłaściwe?

Niewłaściwe to są próby blokowania prac istotnego organu SN, jakim jest jego kolegium, do czego sędziowie nie mają prawa. Jeśli nie chcą brać udziału w posiedzeniach, mogą złożyć rezygnację. Kolegium podejmuje decyzje w wielu istotnych sprawach dla funkcjonowania SN. Paraliż prac kolegium to blokowanie awansów pracownikom kancelarii oraz związanych z nimi podwyżek. Grupa sędziów „protestantów” wykazywała się całkowitym brakiem empatii wobec tych ludzi, znacznie gorzej uposażonych, od których ciężkiej pracy zależy właściwe funkcjonowanie SN.

Ponadto zasada, w myśl której w ramach głosowania obiegowego brak zajęcia stanowiska na określony temat jest uznawany za głos wstrzymujący się, została wprowadzona przez prezes Gersdorf w kwietniu 2020 r., gdy ta chciała zatrudnić asystenta sędziego Wróbla na lukratywne stanowisko w Biurze Studiów i Analiz SN. Później tę samą zasadę przeforsował prezes Zawistowski, gdy zależało mu na powołaniu przewodniczących dwóch wydziałów w Izbie Cywilnej. Te same osoby, które dziś protestują, wtedy uznawały to samo działanie za uprawnione – klasyczny przykład moralność Kalego.

Za niewłaściwe i naganne sposób prowadzenia obrad kolegium SN ocenia jednak rzecznik dyscyplinarny SN. Właśnie w tej sprawie postawił prezes Manowskiej zarzuty dyscyplinarne. Czy nie świadczy to o tym, że coś jednak było nie tak? Że prezes jednak popełniła błąd?

Czytaj więcej

Czarne chmury nad Małgorzatą Manowską. Dostała zarzuty dyscyplinarne

Szkoda, że rzecznik dyscyplinarny, gdy pełnił tę funkcję w 2020 r., nie przedstawił identycznych zarzutów prezes Gersdorf i prezesowi Zawistowskiemu, którzy wprowadzili w SN zasady głosowania w trybie obiegowym, które dziś są tak „oburzające”. Naganne w odczuciu rzecznika jest to, że kolegium mogło podejmować decyzje pozwalające SN funkcjonować bez zakłóceń i realizować prawa pracownicze, zaś uprawnione są dąsy grupy sędziów, którzy chcieli dezorganizować pracę SN.

Czy prezes Manowska nie obawia się konsekwencji w związku ze sprawami, o których rozmawiamy? W najgorszym wypadku może przecież stracić urząd, a nawet usłyszeć wyrok karny.

Podzielam zawartą w pana pytaniu sugestię, że chodzi o przestraszenie pani prezes. Na tyle, na ile ją poznałem, to mogę zapewnić, że te usiłowania nie przyniosą zamierzonego skutku.

Rzecznik SN odpowiedział na pytania „Rzeczpospolitej” w formie pisemnej

Prokuratura prowadzi dwa postępowania sprawdzające w sprawach prezes Manowskiej. To jednak nie wszystko, prezes usłyszała bowiem też zarzuty dyscyplinarne. Rzecznik dyscyplinarny SN prowadzi wobec niej postępowanie. Czy prezes Manowska ma się czym martwić?

Aleksander Stępkowski: Myślę, że to co martwi I prezes, to destrukcja praworządności, jaką obserwujemy w Polsce po 13 grudnia ub.r. Okazuje się, że wyznacznikiem praworządności nie jest już konstytucja i ustawy, ale wola kilku polityków szukających podstawy prawnej swych działań, poparta środkami przymusu i osłoną „zaprzyjaźnionych mediów”. Wówczas można dowolnie łamać prawo.

Pozostało 92% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Nieruchomości
Jak kwestionować niezgodne z prawem plany inwestycyjne sąsiada? Odpowiadamy
Materiał Promocyjny
Jak wykorzystać potencjał elektromobilności
Praca, Emerytury i renty
Krem z filtrem, walizka i autoresponder – co o urlopie powinien wiedzieć pracownik
W sądzie i w urzędzie
Jak otrzymać bon energetyczny? Jest wzór wniosku
Nieruchomości
Większe odległości od działki sąsiada. Jakie zmiany się szykują
Administracja
Rzeka zabrała część nieruchomości. Kiedy przysługuje odszkodowanie?