Sędzia Wrzesińska-Nowacka: Chcemy ograniczyć straty, a nie wywołać wojnę w NSA

Problem orzekania w sądach administracyjnych w składach z tzw. neosędziami staje się palący i naraża państwo na odszkodowania. Dlatego trzeba go szybko rozwiązać – mówi sędzia NSA Aleksandra Wrzesińska-Nowacka, przewodnicząca Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Sędziów Sądów Administracyjnych.

Publikacja: 15.01.2024 02:00

Aleksandra Wrzesińska-Nowacka

Aleksandra Wrzesińska-Nowacka

Foto: materiały prasowe

Ogólnopolskie Stowarzyszenie Sędziów Sądów Administracyjnych zaapelowało do prezesa Naczelnego Sądu Administracyjnego (NSA) o odsunięcie od orzekania tzw. neosędziów. Dlaczego teraz?

Polski wymiar sprawiedliwości znajduje się w głębokim kryzysie. Praźródłem pogłębiającego się chaosu są zmiany dokonane w 2018 r. w Krajowej Radzie Sądownictwa (KRS), której niezależność i status podważany jest w kolejnych orzeczeniach trybunałów unijnych. Dewastujące zmiany wprowadzone w poprzednich latach w wymiarze sprawiedliwości w mniejszym stopniu dotykały sądownictwa administracyjnego. W NSA w odróżnieniu np. do Sądu Najwyższego „neosędziowie” na razie nie stanowią większości. Na razie grupa sędziów orzekających w NSA powołanych na podstawie uchwał sprzed 2018 r. jest liczniejsza. Tylko ok. jednej trzeciej z nich to sędziowie powołani na wniosek tzw. nowej KRS. Niemniej problem jest i obawiamy się, że będzie przybierał na sile.

Czytaj więcej

Sądy administracyjne bez sędziów i asesorów wybranych przez nową KRS

Skąd te obawy?

Proces obsadzania NSA „neosędziami” się nie zakończył, lecz wręcz przyspieszył. W grudniu pan prezydent zmienił rozporządzenie dotyczące regulaminu NSA i zwiększył ilość etatów o trzy. Konkursy na stanowiska sędziów NSA leżą w gestii prezydenta. Zatem jeśli prezydent obwieści nowy konkurs, to niedługo będziemy mieć trzech kolejnych „neosędziów” w NSA. I może się to stać bardzo szybko, bo „nowa KRS” bardzo przyspieszyła swoje działania. A szanse na uzdrowienie KRS i obsadzenie jej w sposób prawidłowy, zgodny z konstytucją, w tym czasie są bliskie zeru.

Skoro w NSA z nadania „nowej KRS” orzeka niewielu sędziów, to może nie jest to duży problem?

Początkowo, dopóki tych sędziów powołanych na skutek uchwał „nowej KRS” było mniej, problem rzeczywiście nie był tak palący. Sprawy są losowane, ale w odniesieniu do sędziego sprawozdawcy. Składy, w których on orzeka, są zaś ustalane przez przewodniczących, a była taka niepisana umowa, żeby nie wyznaczać do składów sędziów z nadania „nowej KRS” z tymi sędziami, którzy oświadczyli, że nie chcą z nimi orzekać. Sytuacja uległa jednak diametralnej zmianie po pilotażowym wyroku Europejskiego Trybunału Praw Człowieka (ETPCz) z listopada 2023 r. w sprawie Wałęsa przeciwko Polsce.

Dlaczego?

W tym orzeczeniu Trybunał dał Polsce 12 miesięcy na naprawienie błędu systemowego wynikającego z tego, że sędziowie są powoływani przez nieprawidłowo obsadzony KRS. Chodzi oczywiście o jej sędziowską część. Ponadto z tego wyroku wynika, że państwo polskie ma też m.in. zapewnić ochronę nie tylko tych, którzy już mogli zostać poszkodowani wyrokami wydanymi w nieprawidłowych składach. Ma też zapewnić, żeby na przyszłość takie kwestie się nie zdarzały. To orzeczenie ETPCz stanowi mniejsze zagrożenie, jeśli chodzi o wojewódzkie sądy administracyjne. One wydają bowiem wyroki w pierwszej instancji i przysługuje od nich skarga kasacyjna do NSA. W związku z tym strona – obywatel, podatnik, przedsiębiorca czy organ administracji – może ewentualnie tę wadliwość dotyczącą obsadzenia składu orzekającego naprawić poprzez skargę kasacyjną. Natomiast NSA jest sądem ostatniej instancji. I jeśli strona przegrała, a przecież zawsze ktoś przegra w sporze sądowym, to będzie mogła podnosić zarzut dotyczący statusu „neosędziego” przed trybunałem strasburskim. A to niesie duże ryzyko zasądzenia przez ten trybunał ewentualnego odszkodowania od polskiego państwa, czyli od nas wszystkich.

Prezes NSA uważa, że nie ma kompetencji do odsuwania sędziów od orzekania. Rozważa wstrzymanie nowych obwieszczeń o wolnych stanowiskach, choć może to negatywnie odbić się na pracy sądów.

Oczywiście, zdajemy sobie sprawę z zaległości, które są w NSA. One zresztą nie powstały teraz. Są wynikiem reformy sądownictwa administracyjnego i dostosowania go do konstytucyjnych wymogów dwuinstancyjności. Niemniej chcielibyśmy, żeby przynajmniej tych wyroków, co do których mogły być zgłoszone zarzuty, że są wydane w niewłaściwym składzie, było w NSA jak najmniej. A jeżeli sędziowie powołani z nadania „nowej KRS” będą orzekać w wielu składach, to mimo że wyrok zostanie wydany przy udziale np. dwóch prawidłowo powołanych sędziów, to i tak ten jeden wadliwie powołany sędzia również będzie powodował wadliwość całego składu. Poza tym również Trybunał Sprawiedliwości UE (TSUE) również jest konsekwentny w tym zakresie. W jednym z ostatnich wyroków z 9 stycznia 2024 r. stwierdził, że każdy sąd zobowiązany jest zbadać, czy ze względu na swój skład stanowi on niezawisły i bezstronny sąd. Zatem stanowisko trybunałów międzynarodowych jest w tym zakresie cały czas jednolite. One cały czas uważają, że sędzia wybrany w wadliwej procedurze nie powinien orzekać, bo powoduje wadliwość całego składu sądu.

W przepisach o ustroju sądów administracyjnych jest tzw. test niezawisłości. To nie załatwia sprawy?

Niestety nie. Legalnie powołani sędziowie nie mają bezpiecznej furtki, żeby kwestionować skład. Takie rozwiązanie przewidywała nowelizacja ustawy o Sądzie Najwyższym dotycząca m.in. przeniesienia postępowań dyscyplinarnych sędziów do NSA. Ona faktycznie przewidywała rozszerzenie tzw. testu bezstronności i niezawisłości również na sędziów ze składu orzekającego. I znosiła wtedy jako delikt dyscyplinarny podważanie istnienia stosunku służbowego sędziego, skuteczność powołania sędziego lub umocowanie konstytucyjnego organu Rzeczypospolitej Polskiej. Nowelizacja przepadła jednak w Trybunale Konstytucyjnym. I legalnie powołani sędziowie, którzy wyraźnie odmówią sądzenia w danym składzie, narażają się na postępowanie dyscyplinarne. Dlatego uznaliśmy, że należy zaapelować do pana prezesa NSA, żeby takich składów w ogóle nie wyznaczano.

Jednak większość sędziów powołanych przez tzw. neo-KRS nie trafiła do sądów administracyjny przypadkowo. Mieli oni tylko pecha, że kolejny etap ich kariery wypadł w złym czasie.

To ważny argument, ale nie są do końca trafny. Istotnie z raportu Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka na 2023 r. wynika, że niewiele ponad 50 proc. sędziów, którzy trafili do sądownictwa administracyjnego w czasie działania wadliwie obsadzonej KRS, to osoby, które były z nim wcześniej związane. Ale mamy też wśród nich dwóch sędziów sądów rejonowych, a kolejnych dwóch przeszło również pozytywnie przez KRS i oczekuje na powołanie przez pana prezydenta. Tymczasem w świetle naszych przepisów ustrojowych taki sędzia nie mógłby być nawet na delegacji w WSA. Ponadto nie można też tracić z pola widzenia, że te konkursy, które były przeprowadzane po 2018 r., niejako zaprzeczają wynikającej z konstytucji zasadzie równego dostępu do służby publicznej.

Jak to?

Musimy pamiętać, że wielu sędziów, którzy również byli na wieloletnich delegacjach w NSA, z uwagi na wątpliwości co do statusu KRS i orzecznictwo unijne po prostu do tych konkursów nie przystępowało. Mówiąc inaczej, te konkursy nie były więc równe dla wszystkich. Oczywiście rozumiem osoby, które nie chciały czekać, chciały rozwijać swoje kariery i awansować. Ale część osób z tego nie skorzystała, zdając sobie sprawę z tego, że ich powołanie przez „neo-KRS” może być kwestionowane. Nie ma też pewności, czy akurat te osoby, które w konkursach wystartowały, zwyciężyłyby w nich, gdyby uczestniczyli w nich również ci inni kandydaci.

Stowarzyszenie jest zwolennikiem radykalnego rozwiązania np. wyrzucenia wszystkich „neosędziów”?

Na pewno będzie to musiało być rozwiązanie ustawowe. Najpierw trzeba zatrzymać „neo-KRS”, żeby już nie prowadziła dalej konkursów i nie wydawała uchwał o powołaniu sędziów. Natomiast co do tych sędziów, którzy już zostali powołani, to uważamy, że najlepszym rozwiązaniem byłoby uznanie dotychczasowych konkursów za nierozstrzygnięte i ogłoszenie ich jeszcze raz. Wtedy również te osoby, które już startowały przed „neo-KRS”, będą miały prawo brania udziału w konkursie. Oczywiście jeżeli wykażą się tym, że mimo wszystko zachowywały się należycie i szanowały swoje sędziowskie przyrzeczenie.

A co z ich orzeczeniami?

Orzeczenia wydane z ich udziałem pozostaną ważne. I takie rozwiązanie wynika z orzeczenia prawidłowo powołanego Trybunału Konstytucyjnego w sprawie asesorów. Trybunał uznał wówczas co prawda, że asesorzy powoływani przez ministra są zależni od władzy wykonawczej i nie mogą sprawować wymiaru sprawiedliwości. Ale wskazał na konstytucyjną zasadę proporcjonalności i uznał, że ich wyroki pozostają w mocy. W konsekwencji, żeby nie wywoływać większej szkody, wyroki wydane przez „neosędziów” pozostawałyby w mocy. Niemniej wskazane byłoby wprowadzenie też jakiegoś odrębnego trybu, w którym strony będą mogły podważyć te wyroki właśnie z uwagi na skład. Ale to już będzie zależało od woli stron.

Niektórzy stawiają NSA jako wzór zgodnej koegzystencji sędziów z nadania starej i tzw. nowej KRS. Jest tak kolorowo?

Powiem tak: po pierwsze, mamy prezesa, który został wybrany prawidłowo i który jest legalnie powołanym sędzią NSA. Nie mamy więc żadnych wątpliwości co do statusu osoby, która stoi na czele naszego sądu. Poza tym sędziowie z nadania „neo-KRS” trafiali do nas stopniowo i było ich znacznie mniej niż w SN. Dla wielu z nich była to też naturalna konsekwencja dotychczasowej kariery. Jednak obecnie nie da się już uniknąć sądzenia w składzie, w którym nie zasiadałby „neosędzia”. I część legalnych sędziów uważa, że nie powinna orzekać w takim składzie. Przy czym nie wynika to ze złej woli czy tego, że ktoś czuje się lepszym sędzią. Chodzi o zasady, wykonanie orzeczeń TSUE i ETPCz. Pomijając już, że nie ma takich prawnych możliwości wyłączenia się ze składu. Sędziowie powołani przez obsadzoną nieprawidłowo KRS nie zawsze poczuwają się do tego, żeby chcieć się wyłączać, zresztą taka podstawa istnieje tylko w odniesieniu do testów (art. 19 p.p.s.a.). Kłopot jest zatem przerzucony na sędziów legalnych. Kropką nad „i” był pilotażowy wyrok w sprawie Wałęsy. Chcę też podkreślić, że nie chodzi o żadne straszenie czy piętnowanie nowych sędziów. Każdy z nich powinien sobie bowiem zdawać sprawę ze skutków wyroku wydanego z jego udziałem i tego, że to po wyroku pilotażowym tym bardziej może grozić później koniecznością wypłaty odszkodowania.

Nie chodzi o wywołanie wojny w sądach administracyjnych?

Absolutnie nie. Naszym celem nie jest wywoływanie czy eskalowanie konfliktu ani skłócanie sędziów. Nie kwestionujemy też kompetencji sędziów, którzy konsekwentnie od lat budowali swoje kariery w sądownictwie administracyjnym. Oczekujemy jednak rzetelnej dyskusji i wypracowania rozwiązań, które pozwolą rozwiązać problem sędziów powołanych w wadliwy sposób i ograniczą ryzyko kwestionowania wyroków wydanych z ich udziałem. A tym samym uchronią polskie państwo i polskich podatników przed koniecznością wypłaty odszkodowań. Sądownictwo administracyjne pełni bardzo ważną funkcję w wymiarze sprawiedliwości. To sądy administracyjne rozstrzygają spory między obywatelami, podatnikami, przedsiębiorcami a administracją w tysiącach ważnych kwestii. Dlatego składy sędziowskie sądów administracyjnych muszą być zgodne z prawem.

Sądy i trybunały
Sędzia Piebiak może stracić immunitet. Oskarża go były lider KOD
Materiał Promocyjny
Tajniki oszczędnościowych obligacji skarbowych. Możliwości na różne potrzeby
Konsumenci
Frankowicze mają nowy sposób na banki. Donoszą do prokuratury
Podatki
Ryczałtowcy chcą dzielić biznes, by obniżyć składkę zdrowotną
Praca, Emerytury i renty
Będzie dodatkowa waloryzacja emerytur i rent. Rząd odsłania karty
Materiał Promocyjny
Naukowa Fundacja Polpharmy ogłasza start XXIII edycji Konkursu o Grant Fundacji
Nieruchomości
Mieszkania społeczne. Koniec wyodrębniania na własność