Przyjmuje się, że akurat te sądy działają stosunkowo poprawnie, że realizują zadania, do których zostały powołane. Funkcjonuje też przekonanie, że rozpoznają one sprawy prostsze, bardziej oczywiste i jako takie są załatwiane z definicji poprawnie. Na poparcie tezy o tym, że jest dobrze używany jest argument o uchylaniu przez sąd około 30% zaskarżonych decyzji.

Czy w rzeczywistości sądownictwo administracyjne jest w dobrym stanie? Odpowiedź jest szalenie ważna, ponieważ to najważniejszy sąd dla obywateli. Tylko ten sąd chroni praw obywateli przed nadużywającymi swych uprawnień urzędnikami. Obywatel do obrony swych praw ma tylko sąd.

Czytaj także: Kolejne reformy PiS dotyczą sądów administracyjnych

Dalekie od oczekiwań, delikatnie to ujmując, jest obecne funkcjonowanie sądownictwa administracyjnego w szczególności w sprawach podatkowych dotyczących zwykłych obywateli. Dla zobrazowania najlepiej posłużyć się łatwo zrozumiałym przykładem/porównaniem, o który w świecie rzeczywistym bardzo trudno. Znajdziemy go dopiero w krainie absurdu. W „świecie" rodem z Monty Python'a bardzo podobnie funkcjonowałby dział reklamacji fabryki samochodów objętych gwarancją, który nie uznawałby reklamacji niesprawnych samochodów. Przeszły one pozytywnie wewnętrzną kontrolę jakości zgodną z procedurami przygotowanymi przez tenże sam dział reklamacji, więc powinny jeździć. A to, że nie jeżdżą nie ma znaczenia, bo istotne jest przejście kontroli jakości. Odmowa reklamacji uzasadniona jest więc „na swój sposób" w świecie absurdu racjonalnie. Bo przecież skoro samochód wyprodukowała fabryka, która zna się na produkowaniu samochodów to jest/powinien być to dobry produkt. Dodatkowym potwierdzeniem, że to dobry produkt jest to, że przeszedł on wewnętrzną kontrolę jakości. Czyli samochód nie jest złej jakości. W efekcie nie nadające się do używania auto uważa się za sprawne (....). W sądownictwie administracyjnym również ważniejsze jest to czy decyzje są zgodne z linią orzeczniczą sądu niż czy są zgodne z prawem. Niestety sąd funkcjonuje w świecie realnym/prawdziwym, przynajmniej dla obywateli.

Sąd administracyjny nie dostrzega, że pomiędzy zgodnością decyzji z prawem a zgodnością z linią orzeczniczą sądu różnica jest jedynie z pozoru drobna. Okazuje się, że jest ona fundamentalna. Oczywiście linia orzecznicza powinna być zgodna z prawem, ale nigdy nie ma pewności, że tak jest w rzeczywistości. Przy dużej ilości wpływających do sądu spraw traktowanie zgodności z prawem zaskarżonej decyzji na równi z jej zgodnością z dotychczasową linią orzecznicza sądu doprowadziło do zamiany sądu w idealną wręcz biurokrację, ze wszystkimi jej wadami. Biurokracja to przede wszystkim dążenie do pozorowania działań zamiast wykonywania zadań tej organizacji powierzonych. I sąd jako ta biurokracja pozoruje wykonywanie tego co powinien poprzez wyżej wskazane „pójście na skróty". Zamiast odnoszenia/rozpoznawania zarzutów/argumentów podatnika i samodzielnej wykładni przepisów ogranicza się do zbadania zgodności decyzji z linią orzeczniczą sądu.

Tak działający sąd administracyjny jest bardzo użyteczny dla władzy wykonawczej. Jest o wiele bardziej wydajny, może rozpoznawać dowolnie dużą ilość wpływających skarg. Pozwala na zwiększanie bieżących wpływów do budżetu zarówno poprzez przyzwolenie na nakładanie niezgodnych z prawem podatków, ale również poprzez wpływy z wpisów od wnoszonych skarg. I co dużo groźniejsze w swych skutkach przyzwala na funkcjonowanie i uchwalanie coraz gorszej jakości prawa. Być może jest to odpowiedź na pytanie dlaczego rządzący tego nie zauważają/nie chcą zauważyć.

Takie podejście sądu potwierdzają również sprawy z którymi do sądu zwracają się zwykli obywatele. Potwierdzają to tysiące każdego roku sporów z administracją podatkową dotyczących wydawałoby się tak prostych spraw jak i dotyczących statystycznie każdego obywatela jak tzw. „ulga mieszkaniowa", opodatkowanie sprzedaży nieruchomości nabytych w spadku lub darowiźnie, opodatkowanie darowizn pieniężnych w obrębie najbliższej rodziny. Skoncentruję się na sprawie dotyczącej zarówno zwykłych obywateli jak i podmiotów prowadzących działalność gospodarczą i to tych małych i wielkich, dotyczącej skutków egzekucji na podstawie wadliwej decyzji dla przedawnienia zobowiązania. Takich spraw do sądu wpłynęło również tysiące. Sąd korekty orzecznictwa dokonał dopiero po 15 latach. Samo kierowanie kolejnych takich samych spraw do sądu przez obywateli nie świadczy o pieniactwie podatników Jest to oczywisty sygnał o poważnym problemie związanym z orzecznictwem sądu, na który sąd nie reaguje.

Standardem było oddalanie skarg podatników niezależnie od wagi podnoszonych argumentów. Do korekty orzecznictwa (uchylania decyzji) dochodziło dopiero, gdy sąd dostrzegł i odniósł się do argumentów podatników. Wśród prawników nie ma sporu co do tego, że konsekwencje egzekucji na podstawie wadliwej decyzji nie są zagadnieniami skomplikowanym prawnie. Uchylenie decyzji na podstawie której wszczęto egzekucję powoduje, że odpada przesłanka umożliwiająca prowadzenie egzekucji. Co oznacza, że takie postępowanie egzekucyjne podlega z mocy prawa umorzeniu i nie może więc wywoływać skutku w postaci przerwania biegu terminu przedawnienia zobowiązania podatkowego. Tym bardziej, że gdyby przerywało to fiskus odnosiłby korzyści z własnej niegodziwości. A to byłoby naruszenie podstaw zaufania obywateli do państwa. Znamienne - dla tych i wielu innych spraw - jest, że już przy pierwszych skargach podatnicy przedstawiali poprawną wykładnię przepisów, co można potwierdzić w bazie orzeczeń. Sąd się do niej jednak nie odnosił przez lata. Trudno sobie wyobrazić, aby sędziowie sądów administracyjnych, którzy zajmują się sprawami podatkowymi mieli problemy z dostrzeżeniem zarzutów zawartych w skardze. I gdyby sądy robiły to co do nich należy to poprawna linia orzecznicza (ochrona praw podatników) byłaby niemal natychmiastowa, a nie dochodziło by do niej dopiero po wielu latach. Niestety analizując orzecznictwo wygląda na to, że składy sędziowskie rozpoznając skargi „szły na skróty" i opierały się na „pierwszym" wydanym przez sąd wyroku w sprawie przez NSA. Dokonywał więc sąd swoistej „kontroli jakości decyzji" ograniczając swoją ocenę jedynie w zakresie zgodności decyzji z linią orzeczniczą NSA. Dokładnie tak samo jak w dziale kontroli w fabryce Monty Python'a. Gdy w tych sprawach, podobnie jak w wielu innych, to pierwsze orzeczenie sądu w danej sprawie było co do zasady firmowaniem stanowiska organu podatkowego zawartego w decyzji, bo tak dla biurokratycznego „działania" jest najłatwiej. Sąd – najprawdopodobniej - wychodząc z założenia, że administracja znając prawo wie jak je stosować zbyt wielką wagę przykłada do zasady domniemania zgodności decyzji z prawem. Sąd nie dostrzegł tego co naprawdę ważne. Tego, że skoro jednak podatnicy składają skargi to wysokie jest prawdopodobieństwo, że stanowisko organu powinno budzić wątpliwości. I skoro podatnicy za swoje wątpliwości co do zgodności z prawem decyzji muszą zapłacić wysoki wpis sądowy to muszą być w sprawie poważne argumenty przeciwne do stanowiska zawartego w decyzji. I zasadnie oczekują od sądu, że w uzasadnieniu rzetelnie się do nich odniesie. Po to aby z sądu wyszli przekonani, że ich prawa nie zostały naruszone.

Do tego dochodzi jeszcze inny aspekt, elementarnie oczywisty, a lekceważony w stosowaniu prawa w Polsce. Dochodzenie do zgodnej z prawem linii orzeczniczej nie jest możliwe bez wszechstronnego odnoszenia się przez sąd do wszystkich argumentów podnoszonych w sprawie. I skoro obywatele zaskarżają do sądu decyzje pomimo niekorzystnej dla nich linii orzeczniczej to oznacza, że dotychczas do ich argumentów nie odniesiono się w taki sposób aby przekonać obywateli/podatników do tego, że nie mają racji. Winny jest więc sąd a nie obywatel. Winny jest sytuacji, gdy zdaniem tak wielu podatników ich argumenty w ogóle nie zostały wzięte pod uwagę. Należy podkreślić, że nie chodzi o ich automatyczną aprobatę, ale o pełne odniesienie się do nich. Obywatel chce wiedzieć czy jego argumenty są poprawne. Samo stwierdzenie w wyroku, że racje ma organ jest dalece niewystarczające.

Autopromocja
Subskrybuj nielimitowany dostęp do wiedzy

Unikalna oferta

Tylko 5,90 zł/miesiąc


WYBIERAM

Warto też zastanowić się nad tym o czym świadczy tak duża skala uchylanych przez sąd decyzji, bo prawie 30% to naprawdę dużo. W niewielkim stopniu związana jest z ochroną praw obywateli. Świadczy ona dużo bardziej o tym, że jakość decyzji wydawanych przez administrację podatkową jest coraz niższa. Faworyzowane przez sądy organy podatkowe coraz mniejszą wagę przypisują rzetelności prowadzonych postępowań, tak iż czasami sąd administracyjny nie może nie uchylić decyzji bez narażenia się na śmieszność. Warto aby sąd to wreszcie zauważył.

W efekcie większość postępowań przed sądami administracyjnymi trudno nazwać kontrolą decyzji pod względem jej zgodności z prawem. Trudno też nazywać to prawem do sprawiedliwego sądu. I nawet jeśli po latach sąd zacznie przyznawać rację podatnikom nie może zmienić to całościowej oceny działania/funkcjonowania sądu jako biurokracji. Sąd nadal będzie badał zgodność decyzji z aktualną linią orzeczniczą, a nie z prawem. Tyle, że ta aktualna linia będzie zgodna z prawem. Zadowoleni będą ci podatnicy, których sprawy trafiły do sądu po zmianie linii orzeczniczej, bo wyroki w ich sprawach będą poprawne. Prawdziwym, a nierozwiązanym, problemem są ci obywatele których przez lata sąd nie ochronił i nikt się nimi nie przejmuje, a w szczególności sam sąd. I jeśli sąd pozostanie biurokracją to nigdy ich nie obroni.