Reklama

Kiedy Trybunał ulega pokusie

Trybunał Konstytucyjny to jedna z najważniejszych instytucji współczesnego, demokratycznego państwa. Jego sędziowie rozstrzygają o zgodności przygotowywanych przez parlament ustaw z konstytucją. Są zatem, a raczej być powinni, strażnikami praworządności, ostateczną instancją chroniącą sens i treść najwyższego polskiego prawa.

Aktualizacja: 09.01.2009 01:45 Publikacja: 09.01.2009 01:44

Każdy prawodawca dbający o dobro publiczne musi troszczyć się o zachowanie wierności pierwszym, fundamentalnym zasadom wspólnoty politycznej. Starożytni mówili często, że pierwsze prawo pochodzi od bogów. W systemach demokratycznych, wciąż narażonych na zmianę, na nagłe i nieprzewidziane zwroty opinii publicznej, funkcję fundamentu spełniają konstytucja i broniący jej sędziowie.

Pełniąc tak ważną funkcję, mogą jednak ulec podwójnej pokusie. Po pierwsze, zamiast strzec i pilnować praw, grozi im, że sami zaczną je tworzyć. Przestając być strażnikami, staną się władcami; nie ponosząc odpowiedzialności przed wyborcami, zaczną podejmować decyzje polityczne. Po drugie zaś, mając tak wielki wpływ na prawodawstwo, mogą stać się łatwo nie rzecznikami interesu wspólnego, ale obrońcami status quo, przedstawicielami partykularnych interesów grup politycznych i społecznych.

Tekst, który publikujemy dziś w „Rzeczpospolitej”, pokazuje, że polscy sędziowie niekiedy ulegają obu tym pokusom. Choć członkowie Trybunału Konstytucyjnego mają podobne kompetencje formalne, zakres wiedzy, doświadczenia i znajomość reguł prawa, to potrafią prezentować całkiem odmienne opinie.

Można mieć zatem wrażenie, że niektóre decyzje Trybunału– choćby dotyczące lustracji, dostępności do wiedzy zawartej w teczkach IPN, pozbycia się dziedzictwa komunizmu – miały charakter polityczny. Wynikały nie z bezstronnego namysłu nad duchem i literą prawa, ale z uwikłania części sędziów – tak faktycznego, jak i mentalnego – w dawny ustrój.

To podejrzenie staje się tym bardziej uzasadnione, że członkowie Trybunału nie mają zwyczaju tłumaczyć swoich decyzji, a każdą próbę krytyki traktują jako zamach na swoją niezawisłość. Przykład? Po wyroku w sprawie ograniczenia dostępu dziennikarzy i naukowców do akt IPN i oddaleniu przez Trybunał jego wniosku o wyłączenie trzech sędziów rzecznik praw obywatelskich Janusz Kochanowski uznał, że była to klęska Trybunału. Powiedział też, że Trybunał naruszył zasadę bezstronności. I co? I nic.

Reklama
Reklama

Żadnej reakcji, żadnej próby odpowiedzi.

Polscy sędziowie tkwią we wzniesionej przez część mediów wieży z kości słoniowej, skąd czasem z gniewem, czasem z lekceważeniem spoglądają na swoich krytyków. Uważają, że mają rację i tyle. A jeśli ktoś się z nimi nie zgadza, to znaczy, że jest niedouczony i niedojrzały.

Sędziowie nie są jednak wyniesieni ponad prawo. Brak bezstronności i polityczne uwikłanie to poważne przypadłości. Dobrze zatem, że część spośród nich samych to dostrzega. Być może dzięki temu uda się wreszcie zacząć poważną debatę nad rolą Trybunału w demokratycznym państwie. Nie tylko nad niepodważalnymi zaletami tej instytucji, ale też nad jej wadami i ograniczeniami.

Skomentuj na [link=http://blog.rp.pl/blog/2009/01/09/pawel-lisicki-kiedy-trybunal-ulega-pokusie/]blog.rp.pl[/link]

Krajowy System e-Faktur (KSeF)
Pierwsze kroki w KSeF. Poradnik „Rzeczpospolitej” dla małych przedsiębiorców
Praca, Emerytury i renty
Zmiany w wypłatach 800 plus w lutym 2026. ZUS rozpoczyna przyjmowanie wniosków
Sądy i trybunały
Prawo z czasów rządów PiS już nie stanie sędziom na drodze do małżeństwa?
Nieruchomości
Nabywcy mieszkań będą musieli dodatkowo płacić za balkony i schody?
Prawo drogowe
Wchodzą w życie surowsze kary dla piratów drogowych. Wśród nich dożywotni zakaz prowadzenia
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama