Do udziału w komisjach wybrano dokładnie 321 sędziów. Wszyscy zgodzili się na pracę przy wyborach do Parlamentu Europejskiego. Zapowiadany przez środowisko bojkot udziału w komisjach, a przez to i paraliż wyborów, się nie udał.
– Listę nazwisk wraz z sędziami rezerwowymi przedstawił PKW minister sprawiedliwości – mówi „Rz” Kazimierz Czaplicki z Państwowej Komisji Wyborczej. I dodaje, że zrobił to dużo wcześniej, niż wymagały wyborcze terminy, a więc o problemach ze skompletowaniem składu komisji nie może być mowy.
Jego opinię potwierdza Jacek Czaja, wiceminister sprawiedliwości.
– Nie było żadnego problemu. Byli chętni do pracy w komisjach – mówi „Rz”.
Fakt, że protest się nie udał, potwierdza sędzia Bartłomiej Przymusiński ze Stowarzyszenia Sędziów Polskich Iustitia. Jeszcze kilka miesięcy temu wybory do europarlamentu stały pod znakiem zapytania. Stowarzyszenie zaproponowało środowisku (oprócz dni bez wokand) akcję protestacyjną polegającą na odmowie udziału w komisjach wyborczych. Na początek miały pójść wybory prezydenta Olsztyna, potem Parlamentu Europejskiego.
Sędziowie dostawali gotowe druki, na których mieli gremialnie odmawiać udziału w komisjach wyborczych.
23 marca powołano wszystkie komisje. O tym, że w skład komisji muszą wchodzić sędziowie, a przewodniczący obowiązkowo także musi być sędzią, mówią wprost ordynacje wyborcze i nie da się od tego odejść bez ich zmiany.