Niski poziom zaufania obywateli do wymiaru sprawiedliwości, rosnący wpływ spraw i najczęstsza w rządzie rotacja na fotelu ministra sprawiedliwości – takie wnioski płyną z najnowszego raportu przygotowanego przez Forum Obywatelskiego Rozwoju – fundacja Leszka Balcerowicza.
– Zdecydowaliśmy się na przygotowanie raportu na fali podsumowań wielu dziedzin, jakie się w tym roku odbywają – tłumaczy „Rz” Dawid Sześciło z FOR. I dodaje, że wymiar sprawiedliwości od lat boryka się z kłopotami, warto się więc przyjrzeć, kto się do nich przyczynił i jak się ich pozbyć.
Zaniepokojenia obecną sytuacją nie kryją też sędziowie: trzeba ograniczyć właściwość sądów – apelują. To ich zdaniem lekarstwo na zbyt długie procesy i przemęczenie sędziów.
[srodtytul]500 procent więcej[/srodtytul]
W raporcie podsumowano minionych 20 lat w wymiarze sprawiedliwości. Pod lupę wzięto sądy i prokuratury. Dane nie napawają optymizmem. Liczba spraw wpływających do sądów w Polsce wzrosła o 500 proc.
– Zbyt rozbudowana właściwość to przyczyna całego zła – twierdzi sędzia Irena Kamińska ze Stowarzyszenia Sędziów Themis. Przypomina, że od lat nieustannie dokładano sędziom obowiązków, nie zapewniając warunków do ich wykonywania.
Sędzia Kamińska nie zgadza się z argumentem, że w ten sposób zapewniane jest prawo do sądu.
– Czy prawo do sądu polega na tym, że obywatel czeka na wyrok latami? – pyta. Postuluje, by rozpocząć dyskusję nad rozdzieleniem pojęć „ochrona prawna” i „wymiar sprawiedliwości”. Ten drugi musi pozostać w sądzie, ochrona prawna – nie.
O tym, że z roku na rok sędziom przybywa spraw, mają świadczyć statystyki. I tak, w 1989 r. było ich 1,9 mln; w 2004 r. – 13,26 mln, a w ostatnich latach 10,5 mln – 11,9 mln.
[srodtytul]W prokuraturze[/srodtytul]
Zgoła odmiennie przedstawiała się sytuacja w prokuraturze. Początkowo liczba spraw malała o ok. 1 mln rocznie. Tak było w latach 1991 – 1993. Kilka lat później urosła o ok. 1,7 mln spraw w ciągu roku. Reforma procedury karnej z 2007 r. spowodowała zaś gwałtowny ich spadek do ok. 1,2 mln w 2009 r.
Wraz z liczbą spraw w sądach rosły wydatki budżetowe na resort sprawiedliwości.
W 1991 r. budżet Ministerstwa Sprawiedliwości wynosił około 2,5 mld zł (po przeliczeniu w cenach z 2009 r.). W latach 1994 – 1995 ustabilizował się na poziomie ok. 3,8 mld zł, następnie w latach 1996 – 1999 utrzymywał się na poziomie 4,5 mld, by później zacząć rosnąć niemal nieprzerwanie.
[srodtytul]Większa kasa[/srodtytul]
Liczba sędziów rosła w sądach wolniej niż liczba spraw. Zwiększyła się bowiem o 300 proc.: z ok. 3,5 tys. do ponad 10 tys. W prokuraturze mimo okresowego spadku liczby spraw prokuratorów i asesorów od 1990 r. niemal nieprzerwanie przybywa. Na koniec 2009 r. było w niej zatrudnionych 5280 prokuratorów i 1017 asesorów.
[srodtytul]Gorący fotel[/srodtytul]
– Funkcja ministra sprawiedliwości to po 1989 r. jeden z najbardziej gorących foteli – mówi „Rz” Dawid Sześciło. I to właśnie, jego zdaniem, jest głównym powodem kiepskiej kondycji wymiaru sprawiedliwości.
– Nie ma jednej całościowej wizji, jak ma wyglądać wymiar sprawiedliwości na długie lata – tłumaczy. – I właśnie to przeszkadza jego reformowaniu.
Najdłużej urzędującym ministrem była Hanna Suchocka, ale nawet jej nie udało się przetrwać pełnej kadencji (utrzymała urząd przez trzy lata).
Powołany w październiku 2009 r. Krzysztof Kwiatkowski to już 18. szef resortu. Średnia długość urzędowania ministra to niespełna rok i dwa miesiące.
W raporcie przytoczono też najważniejsze osiągnięcia poszczególnych ministrów po 1989 r.
Tak np. za czasów Wiesława Chrzanowskiego powołano Krajową Radę Sądownictwa i sądy apelacyjne. Za czasów urzędowania Zbigniewa Dyki powołano prokuratury apelacyjne.
Leszek Kubicki z kolei powołał Prokuraturę Krajową, wprowadził do sądu referendarzy oraz utworzył Krajowy Rejestr Sądowy.
Zbigniewowi Ziobrze przypisano zaś w raporcie wzmocnienie nadzoru ministra nad prokuraturą oraz wzmocnienie kompetencji szefa Ministerstwa Sprawiedliwości wobec sądów.
[ramka]
[b]Komentuje Zbigniew Ćwiąkalski - minister sprawiedliwości (listopad 2007 – styczeń 2009)[/b]
Oczywiście, że taka całościowa wizja na 10 – 15 lat pomogłaby w skutecznym reformowaniu wymiaru sprawiedliwości.
Ale ona jest możliwa jedynie przy ugruntowanej demokracji, a takiej Polska jeszcze nie ma. Wizję więc musieliby przygotować fachowcy, prawnicy, a nie politycy. Z kolei bez ich poparcia nawet najlepsza wizja nie ma szansy na realizację w przyszłości. U nas najczęściej bywa tak, że ministrowie przychodzą na krótko i rzadko kontynuują dzieło poprzednika. Chyba że nowy minister jest z tej samej opcji co jego poprzednik. Każdy nowy stara się poprawiać sytuację tylko doraźnie. A skutek takich poprawek bywa często opaczny. [/ramka]
[ramka] [b][link=http://blog.rp.pl/goracytemat/2010/08/05/czeste-zmiany-ministra-zle-sluza-temidzie/][/b][/ramka] Skomentuj ten artykuł[/link]