Przewodniczący Państwowej Komisji Wyborczej oświadczył publicznie, że wyborca pobranej karty do głosowania nie może jej podrzeć („zniszczyć”). Takie zachowanie ma być bowiem w jego ocenie przestępstwem, za które grozić ma kara pozbawiania wolności do lat trzech. Dodatkowo, podczas konferencji prasowej określił pogląd przeciwny jako wprowadzający wyborców w błąd i narażający na odpowiedzialność karną. Od reprezentanta PKW, szczególnie w okresie przedwyborczym i przedreferendalnym, oczekiwać należałoby nieco bardziej roztropnych i przemyślanych wypowiedzi. Rzecz nie tyle w tym, że prezentuje prawnie nieuzasadnialny pogląd, ile w tym, że grożąc wyborcom w sposób nieuzasadniony konsekwencjami karnymi z pozycji przewodniczącego PKW, pośrednio może wpływać na referendalną frekwencję. Tym samym wzmacniać pozycję partii rządzącej w wyborach, która absurdalne referendum wykorzystuje czysto instrumentalnie. Zamiast tego mógłby zasugerować prokuratorom, że wszczynanie postępowań wobec wyborców, którzy przedarli kartę i wrzucili do urny, jest niedopuszczalne.
Czytaj więcej
Nikomu dotąd nie przyszło do głowy, by piętnować za udział lub brak udziału w jakichś wyborach - mówi sędzia Sądu Najwyższego Wiesław Kozielewicz, b. przewodniczący Państwowej Komisji Wyborczej.
Co jest karalne
To prawda, że zgodnie z art. 248 pkt 3 kodeksu karnego popełnia przestępstwo ten, kto w związku z referendum niszczy, uszkadza, ukrywa, przerabia lub podrabia protokoły lub inne dokumenty wyborcze albo referendalne. Literalnie niszczenie dokumentu oznacza „spowodowanie, że przestanie on istnieć w całości”. Nawet jednak językowo trudno byłoby bronić poglądu prezentowanego przez przewodniczącego PKW, ponieważ lektura całego art. 248 k.k. wskazuje, że ustawodawcy nie chodzi o „własną” kartę w toku realizacji aktu referendalnego. Przedarcie pobranej karty przez wyborcę nie jest bowiem jej zniszczeniem, lecz „przedarciem” w rozumieniu art. 22 ust. 5 ustawy o referendum.
Systemowo, wykładnia art. 248 pkt 3 k.k. nie może pomijać konstytucyjnej i ustawowej regulacji przebiegu referendum. By referendum zostało uznane za wiążące, frekwencja w nim musi przekroczyć 50 proc. (art. 125 ust. 3 Konstytucji RP). Dlatego tak istotny jest mechanizm jej obliczania. Na gruncie art. 22 ustawy o referendum ogólnokrajowym istotny z perspektywy wymogu 50-proc. frekwencji jest nie tylko sam akt głosowania, lecz również mechanizm pobierania kart i odpowiedniego postąpienia z nimi. W świetle ust. 4 tegoż przepisu komisja obwodowa ustala liczbę osób, które wzięły udział w referendum na podstawie liczby kart ważnych, wyjętych z urny. Nieważne głosy liczone są do frekwencji. Nie liczą się do frekwencji karty nieważne, czyli inne niż urzędowo ustalone lub nieopatrzone pieczęcią komisji obwodowej (art. 23), karty całkowicie przedarte (art. 22 ust. 5) oraz karty niepobrane, co powinno zostać odnotowane przez komisję. Innymi słowy, opierając się na regulacji ustawy o referendum ogólnokrajowym, wyborca, który nie chce wspierać referendum, budując frekwencję, może postąpić na jeden z dwu sposobów: (1) odmówić pobrania karty i zadbać o stosowną wzmiankę przy kwitowaniu kart, (2) pobrać kartę i do urny wrzucić całkowicie przedartą, nie oddając głosu („kartę nieważną”). Systemowo nie da się uzasadnić, że akt referendalny przewidziany i dozwolony na gruncie ustawy o referendum ogólnokrajowym jest zarazem aktem zabronionym przez ustawę karną. Na ten aspekt pośrednio zwracał uwagę były przewodniczący PKW, przekonując o dopuszczalności przedarcia karty do głosowania w referendum jako aktu „zalegalizowanego” ustawą o referendum.
Czytaj więcej
Za zniszczenie lub uszkodzenie karty do głosownia w referendum grozi kara do 3 lat pozbawienia wolności - przypomniał w środę przewodniczący Państwowej Komisji Wyborczej Sylwester Marciniak.