Władze województwa warmińsko - mazurskiego zabiegają to to, aby umowa o małym ruchu granicznym objęła na terenach sąsiadujących z obwodem kaliningradzkim także swobodny przepływ pracowników. Liczą, że zmniejszy to kolosalne w tym regionie bezrobocie.

Eksperci, z którymi rozmawiała „Rz" zastrzegają, że na to, by tamtejsze firmy szukały w Polsce wielu pracowników, przyjdzie jeszcze poczekać co najmniej kilka lat. Za to więcej rosyjskich inwestorów mogłoby ściągnąć do Polski, a to obiecywałoby szybszy rozwój regionu Warmii i Mazur.

– W połowie lutego rusza unijny program, w ramach którego będziemy starali się wypracować zasady takiego przepływu pracowników. Będą w nim brały udział trzy kraje - Polska, Rosja i Litwa - mówi Zdzisław Szczepkowski, dyrektor Wojewódzkiego Urzędu Pracy w Olsztynie.

Program potrwa 1,5 roku i będzie kosztował ok. 156 tys. euro, z czego 90 proc. finansowanych jest funduszy unijnych.

Pierwszy etap ma polegać na tym, że publiczni i niepubliczni pośrednicy pracy będą wspólnie uczyć się, w jaki sposób takie instytucje działają za granicą. W ramach projektu przewidziane są także wspólne szkolenia dla bezrobotnych.

– Pod koniec chcemy przygotować dokument o zasadach zmian na naszej granicy z Rosją. Przekażemy go następnie marszałkowi naszego województwa z nadzieją, że strona polska rozpocznie w tej sprawie rozmowy - mówi Szczepkowski.

Jego zdaniem jest to sposób na zmniejszenie w województwie bezrobocia, które już od lat jest najwyższe w kraju. Na koniec listopada stopa bezrobocia w tym regionie wynosiła 20,4 proc.

Jednak zdaniem specjalistów otwarcie granicy z Rosją dla polskich pracowników nie spowoduje, że Polacy masowo zaczną tam znajdować zatrudnienie, bo obwód kaliningradzki to jeden z biedniejszych regionów Rosji.

- Co prawda od 2006 r. funkcjonuje tam Specjalna Strefa Ekonomiczna, ale skierowana jest przede wszystkim do dużych inwestorów, nie dając szans małym i średnim firmom. To hamowało rozwój tego regionu - mówi Jadwiga Rogoża, ekspertka z Ośrodka Studiów Wschodnich. To oznacza, że zapotrzebowanie na pracowników z zewnątrz jest w nich niewielkie. A jeśli już kogoś poszukują, to wysokiej klasy specjalistów, choć są to raczej jednostki.?

Autopromocja
BLACK WEEKEND

Roczny dostęp do treści rp.pl za pół ceny

KUP TERAZ

?Rozwojowi obwodu kaliningradzkiego nie sprzyja centralistyczna polityka, którą prowadzi Moskwa. - Ale coraz więcej regionów postuluje ostatnio poszerzenie ich autonomii. A ponieważ w 2016 r. wygasa specjalna strefa ekonomiczna w Kaliningradzie i prawdopodobnie powstanie w tym miejscu kolejna, być może zasady jej funkcjonowania będą bardziej sprzyjały MSP - dodaje Jadwiga Rogoża. ?

Zdaniem naszych rozmówców szansą jest jednak to, że uelastycznienie granic może spowodować napływ do Polski małych przedsiębiorców rosyjskich z przygranicznych miejscowości. To pobudzi rozwój terenów położonych po obu stronach granicy i da ludziom miejsca pracy. - W Warmińsko-Mazurskiem najbardziej potrzeba inwestycji, wszystkie działania, które mogłyby spowodować ich napływ, są godne poparcia - mówi wiceminister pracy Jacek Męcina. Dodaje, że jeśli marszałek województwa przekaże resortowi pismo w sprawie „uelastycznienia" granicy, poprze ten pomysł.

Otwarcie granicy miałoby jeszcze tę zaletę, że ułatwiłoby napływ robotników sezonowych w rolnictwie i ogrodnictwie. A tych na terenie Warmii i Mazur, mimo największego bezrobocia w kraju, co roku brakuje.

Największy problem z otwieraniem granic dla pracowników polega na tym, że z obwodem kaliningradzkim przebiega nie tylko granica Polski, ale także Unii Europejskiej. Dlatego czekałyby Polskę żmudne rozmowy nie tylko z Moskwa, ale i z Brukselą.