Niemcy zabiegają coraz silniej o młodych Greków, Hiszpanów czy Portugalczyków. Mają złagodzić skutki braku fachowców w Niemczech, na co skarży się coraz mocniej niemiecki przemysł. Ale mają też w dalszej perspektywie poprawić katastrofalne obecnie prognozy demograficzne. Minister edukacji Annete Schavan dała wczoraj w Stuttgarcie do zrozumienia, że niemiecki rząd rozpoczyna wielki projekt, którego celem jest stworzenie warunków dla emigracji zarobkowej do Niemiec. Nie chodzi przy tym o ściągnięcie do kraju milionowej rzeszy gastarbeiterów, jak to miało miejsce w latach 60. ubiegłego wieku, ale o przygotowanie pracowników dla potrzeb niemieckiego przemysłu w ich krajach rodzinnych.
– Naszym życzeniem, jak rownież naszych partnerów z Hiszpanii, jest uruchomienie punktów szkoleniowych w tym kraju – mówiła Schavan na konferencji z udziałem ministra nauki Hiszpanii.
Niemiecki wzór
Innymi słowy Niemcy chcą wyeksportować do Hiszpanii swój unikatowy model przygotowania do zawodu młodych ludzi, którzy zdobywają szlify profesjonalne bezpośrednio w przemyśle. Zdaniem niemieckiego rządu doświadczenia z Hiszpanią można by z powodzeniem rozszerzyć na inne kraje. Tym sposobem miałby powstać europejski rynek pracy, o czym wspominała nieraz kanclerz Angela Merkel.
– Nie będzie to taki rynek jak USA, ale może zwiększyć zdecydowanie mobilność młodych pracowników w ramach UE
– przekonuje Gernot Nerb, ekspert monachijskiego instytutu gospodarczego IFO. Chodzi o pracowników przygotowanych w dużej mierze zgodnie z niemieckim systemem edukacji zawodowej, zdecydowanie bardziej praktycznym niż modele bazujące na wiedzy teoretycznej preferowane w większości państw UE.
Czas na realizację podobnych zamierzeń jest idealny.
W Hiszpanii bezrobocie wśród młodzieży osiągnęło właśnie poziom 52 proc. Niewiele mniejszy jest w Grecji czy Portugalii. Przy tym wielu bezrobotnych dysponuje wysokimi kwalifikacjami zawodowymi. Właśnie takich ludzi niemiecka gospodarka potrzebuje jak powietrza.
W Niemczech brakuje 1,3 mln fachowców, inżynierów, mechaników, wykwalifikowanych pielęgniarzy czy informatyków. Sytuacja może się tylko pogorszyć w miarę starzenia się niemieckiego społeczeństwa i przy ujemnym przyroście naturalnym.
Zdaniem ekspertów poprawić sytuację może jedynie imigracja. Mowa jest o 17–25 mln imigrantów do połowy wieku, którzy mieliby zapewnić utrzymanie liczby ludności kraju na poziomie koniecznym do zachowania obecnego stopnia dobrobytu.
W trosce o demografię
– Nie ma wątpliwości, że za działaniami niemieckiego rządu kryje się chęć wykorzystania obecnej sytuacji kryzysowej w krajach południa Europy do zwiększenia imigracji – przekonuje „Rz" Karl Brenke z berlińskiego instytutu gospodarczego DIW. Jego zdaniem cała akcja nie rozwiąże problemów niemieckiego rynku pracy i braku niektórych fachowców, lecz może się przyczynić do złagodzenia niekorzystnego trendu demograficznego. Zwłaszcza że imigranci z południa Europy nie wywołują w Niemczech takich sporów i kontrowersji jak imigranci z Turcji i krajów islamskich. – Żyją ze świadczeń dla bezrobotnych i produkują coraz to nowe dziewczynki w chustach – pisał nie tak dawno Thilo Sarrazin w swym ksenofobicznym bestsellerze „Deutschland schafft sich ab" (Samolikwidacja Niemiec), udowadniając, że przybysze z krajów muzułmańskich zagrażają rozwojowi Niemiec, obniżając współczynnik inteligencji społeczeństwa i rujnując systemy socjalne państwa. Takiego zdania są miliony Niemców.
Na Greków czy Hiszpanów patrzy się zupełnie inaczej.
El efecto Merkel
– Od czasów kryzysu coraz więcej Greków szuka szczęścia w Niemczech i fali tej nikt nie zatrzyma – mówi „Rz" Georgos Papas, korespondent greckich mediów w Berlinie. Znalezienie pracy nie jest łatwe przy braku znajomości języka niemieckiego, co jednak nie zmniejsza napływu imigrantów. Podobnie z Hiszpanami. – Na razie są to młodzi ludzie, którzy szukają w Niemczech swej szansy i mogą w przypadku niepowodzenia liczyć na pomoc rodziny czy znajomych – mówi Aurora Mingues, korespondentka radia hiszpańskiego w Berlinie.
Jeden z berlińskich instytutów badał niedawno nastroje studentów uczelni technicznych w krajach kryzysowych. Okazało się, że o emigracji zarobkowej myśli 40 proc. Hiszpanów i Portugalczyków. We Włoszech odsetek ten wynosi 37 proc. Na liście preferowanych przez nich krajów Niemcy znajdują się na drugim miejscu, za Wielką Brytanią. Mimo że początkujący inżynier zarabia w Niemczech dwa razy więcej niż na Wyspach.
W lutym tego roku Angela Merkel zapewniała w Madrycie, że wykwalifikowana młodzież zostanie w Niemczech przyjęta z otwartymi ramionami. Od tego czasu pęd na kursy niemieckiego w Hiszpanii oraz konkretne przygotowania do emigracji nazywa się w tym kraju powszechnie: „el efecto Merkel".
masz pytanie, wyślij e-mail do autora p.jendroszczyk@rp.pl