Izabela Leszczyna: Program mieszkaniowy jest kluczowy

W ciągu pierwszych stu dni rządów ogłosimy pakiet ustaw mieszkaniowych – mówi Izabela Leszczyna, wiceprzewodnicząca Platformy Obywatelskiej.

Publikacja: 27.07.2023 03:00

Izabela Leszczyna, wiceprzewodnicząca Platformy Obywatelskiej

Izabela Leszczyna, wiceprzewodnicząca Platformy Obywatelskiej

Foto: rp.pl

Czy Donald Tusk jest odpowiedzialnym populistą?

Nie, jest raczej odpowiedzialnym pragmatykiem. Wie, że „populiści trzymają się mocno”, szczególnie w Polsce, gdzie mamy dwa populistyczne nurty. Z jednej strony PiS, który mówi ludziom: „o nic się nie martwcie, na wszystko znajdziemy pieniądze”. Nie dodaje, że te pieniądze są z wysoko oprocentowanego długu, który muszą spłacić ci sami ludzie, których PiS okłamuje, że na wszystko jest. Z drugiej strony mamy populistyczny liberalizm w stylu: „spoko, podatki bardzo niskie, ZUS-u w ogóle, a mieszkania 30 proc. tańsze”. Rzeczywiście trzeba wypić niejedno piwo, żeby w to uwierzyć i przeoczyć faszyzujące hasła programowe zdjęte ze sztandaru Konfederacji na czas kampanii.

Nie jesteśmy populistami, tylko odpowiedzialną partią, która wie, że musi wygrać, żeby uratować Polskę przed wyjściem z UE, czyli wepchnięciem nas w łapy Putina, musi wygrać, żeby polskim rodzinom zapewnić prawdziwy dobrobyt. Bo bycie w Unii to długotrwały, stabilny dobrobyt. Pokazują to wszystkie dane.

Tylko że to sam Tusk nazwał się odpowiedzialnym populistą, i to już dwie dekady temu. A teraz zdaje się iść coraz dalej w tę stronę.

W decyzjach Donalda Tuska nie ma populizmu, tylko pragmatyzm, tak jak w propozycji kredytu zero proc. Systemowy, składający się z różnych segmentów program mieszkaniowy jest rozwiązaniem absolutnie fundamentalnego problemu, przed jakim stoi Polska – problemu demograficznego. Nie mamy ludzi do pracy, a przyrost naturalny w czasach PiS jest w zapaści. Żeby młodzi ludzie chcieli zakładać rodziny i mieć dzieci, muszą gdzieś mieszkać.

Traktuję nasz program mieszkaniowy jako cywilizacyjną zmianę, której oczekują młodzi ludzie w Polsce. Żeby nie wyjechali, żeby pracowali w Polsce, tu płacili podatki i ZUS, proponujemy im wprowadzenie takiego rozwiązania, w którym każdego z nich będzie stać na to, żeby mieszkać – albo we własnym mieszkaniu, albo w wynajętym, albo w czynszowym, komunalnym. Dla osób najuboższych muszą być mieszkania socjalne. To cztery filary naszego programu.

Czytaj więcej

Dobre nastroje wracają na rynek nieruchomości

Ale wasz program jest krytykowany od lewa do prawa. To sztuka połączyć Adriana Zandberga z Leszkiem Balcerowiczem, a tak jest w tej kwestii.

Brytyjczycy mówią, że jak krytykuje cię lewica i prawica, to znaczy, że idziesz dobrą drogą. Nieodpowiedzialna polityka rządu i NBP sprawiła, że w ciągu roku stopy procentowe skoczyły z prawie zera do niemal 7 proc. Tym samym PiS wpędził wiele rodzin w problemy finansowe i jedyną pomocą były tzw. wakacje kredytowe, zresztą źle zaprojektowane.

Jaki jest nasz pomysł? My, Polacy, lubimy mieć własny kąt. Jednak bardzo często ludzie nie mają zdolności kredytowej, szczególnie teraz, przy wysokim oprocentowaniu. Mówimy więc, że jeśli chcesz przez 25 czy 30 lat rezygnować z różnych przyjemności i oszczędzać, żeby spłacać ratę, to państwo powinno ci w tym pomóc. Ale dziś rata przy kredycie na pół miliona zł to ponad 4000 zł. W kredycie zero proc. to będzie niecałe 2000 zł. Czyli dwie osoby pracujące, zarabiające nawet minimalne wynagrodzenie, prowadząc bardzo oszczędnie gospodarstwo domowe, będą mogły sobie na to pozwolić.

I z miejsca deweloperzy podniosą ceny mieszkań.

Jest oczywiste, że będzie impuls popytowy. Ale chcemy zadbać też o stronę podażową, właśnie po to, żeby ceny nie zostały wywindowane.

Jak?

Kredyt będzie mógł być wzięty tylko na mieszkania na rynku pierwotnym. Chcemy w ten sposób pobudzić nie tylko budownictwo, ale cały przemysł dookoła – AGD, wykańczanie wnętrz, meblarstwo itd. Ale najważniejsze jest to, że tym kredytem mogą być objęte tylko mieszkania odpowiadające określonym parametrom. Żadna patodeweloperka, żadna betonoza. To mają być domy niskoemisyjne, jeśli nie pasywne, to na pewno mocno energooszczędne, mają mieć fotowoltaikę, zbiorniki retencyjne, pompy ciepła. Chodzi o to, żeby użytkowanie tego mieszkania było tanie i przyjazne dla środowiska.

Czytaj więcej

Wielkie zainteresowanie kredytem 2 proc. Już ponad 11,5 tys. wniosków

Czyli wykluczony będzie cały rynek wtórny.

Tak, bo nasz program ma dwa cele. Chcemy pomóc młodym ludziom zaspokajać swoje aspiracje, ale też zacząć w Polsce budować mieszkania w standardzie takim, jaki obowiązuje dzisiaj na Zachodzie. Jesteśmy tu na antypodach z Konfederacją. Oni mówią, że mieszkania będą tańsze o 30 proc., jeśli nie będzie trzeba płacić za emisję CO2. To jest równoznaczne z wyjściem z UE, innej możliwości nie ma. Konfederacja kocha węgiel, jak PiS, i chcą zatruwać nim powietrze jeszcze przez dziesiątki lat. My mówimy: nie, koniec z tym, środowisko jest ważne, zdrowie ludzi jest ważne, a mieszkanie ma być tanie w użytkowaniu. Deweloperzy, którzy myślą tylko o tym, żeby wybudować jak najwięcej jak najmniejszych mieszkań i jak najwięcej na tym zarobić, nie załapią się na nasz program. Może zarobią na kredycie 2 proc. PiS.

To może wystarczy rządowy program poprawić, dopisać te zasady dotyczące zeroemisyjności itd.?

Nie mówię: nie. PO różni się od PiS-u tym, że jak przejęliśmy władzę w Polsce w 2007 roku, to ani nie wprowadzaliśmy działaczy partyjnych na wszystkie intratne stanowiska w państwie, ani nie wyrzucaliśmy do kosza wszystkich rozpoczętych programów. Ale na pewno ten program, który dzisiaj PiS wprowadził, generuje patologie.

Ile ten program ma kosztować? Borys Budka mówił o 4 mld zł, ale w pierwszym roku.

Zakładając, że byłoby to średnio ok. 40 tys. wniosków rocznie, przez dziesięć lat wyszłoby ponad 42 mld zł dopłat do tych kredytów.

Ale jeśli w pierwszym roku mają być 4 mld zł, to w drugim będzie drugie tyle, to się nie mieści w tych 42 mld.

W pierwszym roku przede wszystkim deweloperzy muszą dostosować ofertę mieszkań i przygotować pulę lokali w oczekiwanym standardzie, tego nie da się zrobić z dnia na dzień. A po wygranej Koalicji Obywatelskiej inflacja rzeczywiście zejdzie do celu NBP i stopy procentowe drastycznie spadną. Kalkulowanie przy obecnych stopach procentowych jest więc bez sensu. Ten bonus, czyli zero proc., ma obowiązywać przez dziesięć lat. Później ten kredyt staje się kredytem rynkowym, i to KNF – bo my nie zamierzamy ręcznie sterować każdą instytucją, jak premier Morawiecki – będzie odpowiedzialna za to, żeby ustalić, jak obliczać zdolność kredytową uczestników programu.

Dopłaty tylko przez dziesięć lat? Do tej pory obowiązywała wersja, że przez cały okres spłacania.

Ta wersja obowiązuje od początku, po pierwsze, zakładamy, że człowiek z czasem zarabia coraz więcej, a  stopy procentowe będą na tyle niskie, że kredytobiorcy będą w stanie obsługiwać swój kredyt. Ale najważniejsze jest to, że przez pierwsze dziesięć lat zostanie spłacona większość kapitału, więc koszt kredytu po tym czasie będzie dużo niższy.

Czytaj więcej

Rząd kończy program Mieszkanie Plus. Co z najemcami i lokalami?

A jak chcecie tę obietnicę wdrożyć, jeśli wasi potencjalni koalicjanci mają zupełnie inne pomysły na mieszkalnictwo?

Kto ma odmienny pomysł? Lewica? Mówią tylko o budownictwie społecznym, na wynajem. My taką ofertę także mamy w naszym programie. Mówiłam o czterech filarach, kredyt zero proc. to tylko jeden z nich. Nasz program to także fundusz remontowy dla gmin, a przecież Lewica też chce przywracać na rynek pustostany. Podkreślają też wagę dobrej współpracy z samorządami, a nie można nam zarzucić, że nie umieliśmy tego robić.

To może zacząć od postulatów Lewicy?

My w programie mamy kredyt zero proc., wynajem, budownictwo czynszowe i socjalne. Lewica wpisuje się w czynszowe, i to jest jej główny cel. Nie ma tu konfliktu. Ale ponieważ to KO ma 30 proc. i to my musimy wygrać z PiS-em, więc będziemy realizować szeroki program mieszkaniowy, w którym mieści się i budownictwo czynszowe, i socjalne, ale też kredyt zero proc. oraz dopłaty do najmu. My naprawdę stworzymy dobry koalicyjny rząd.

To przejdźmy do dopłat do najmu. To nie skończy się natychmiastowymi podwyżkami?

Niekoniecznie. Będzie to dostępne dla tych, którzy nie są właścicielami żadnego mieszkania. Rzeczywiście jest to rozwiązanie droższe niż dopłaty do kredytu, szacujemy, że mogłoby kosztować nawet 7–8 mld zł w skali roku.

Mieszkanie jest towarem, ale jednocześnie ludzie muszą gdzieś mieszkać i w demokratycznym państwie mają do tego prawo. Myślę, że ten komponent będzie jednak krótkotrwały; że jak ruszy kredyt zero proc. i dobra współpraca z gminami w budowaniu mieszkań czynszowych, w remoncie pustostanów, to podaż mieszkań będzie większa, ceny wynajmu przestaną więc szokować.

Ale dzisiaj jest bardzo wielu młodych ludzi, którzy chcą założyć rodzinę, ale nie mogą przecież tego zrobić w małym pokoiku u rodziców, nie mają wkładu własnego na mieszkanie albo nie chcą wiązać się kredytem na ćwierć wieku, bo nie wiedzą nawet, w jakim mieście będą pracować i żyć. I do nich kierujemy program wynajmu. Chcemy, żeby młodzi ludzie, czasem oczarowani populistycznymi hasłami o dwóch samochodach i grillu, zobaczyli, że są inne propozycje, poważne i realne, które pomogą im wyprowadzić się od rodziców i rozpocząć dorosłe życie na własny rachunek. I że będzie to możliwe, nie za dziesięć lat, ani nawet nie za cztery lata, bo jak się jest młodym, to jest się niecierpliwym.

Czytaj więcej

Adrian Zandberg: Nie sprzedajemy cudownych garnków

Adrian Zandberg powiedział, że aby taki program miał sens, trzeba wprowadzić twardą regulację czynszów.

Nie mówimy o regulowaniu czynszów w ogóle, jesteśmy społeczną gospodarką wolnorynkową. Jeśli ktoś chce wynająć apartament z zielonym tarasem, nawet za kilkanaście tysięcy miesięcznie, to jego prawo. Jednak program dopłat 600 zł, jak każdy realizowany z publicznych pieniędzy, musi mieć ograniczenia, bo pieniędzy publicznych nie wolno marnować. Znamy średnie ceny wynajmu w różnych miastach, w różnym standardzie i określimy limit, np. za metr kwadratowy. Dzisiaj także obowiązuje dodatek mieszkaniowy, ale jest skomplikowany i nieefektywny.

Kiedy poznamy szczegóły dotyczące waszych propozycji?

Jestem przekonana, że po wygranych przez demokratyczną opozycję wyborach sytuacja gospodarcza się poprawi, także dzięki inwestycjom z KPO. Polska stanie się wiarygodnym partnerem na rynkach finansowych, dzięki czemu spadnie rentowność naszych obligacji, wzmocni się złoty, ustabilizujemy otoczenie biznesu i przywrócimy niezależność sądom. To wszystko wpłynie korzystnie na wzrost gospodarczy, polscy przedsiębiorcy znowu zaczną inwestować. Dzisiaj nie można w sposób odpowiedzialny precyzyjnie podać, że do takiej kwoty za wynajem metra kwadratowego będzie dopłata, a powyżej już nie. Przecież już drugi rok, przez nieudaczników i szaleńców z PiS, żyjemy w świecie dwucyfrowej inflacji.

Ale Donald Tusk pod koniec lutego mówił, że projekty już są.

To prawda. Program mieszkaniowy jest dla nas bardzo ważny i na pewno w pierwszych stu dniach rządów ogłosimy pakiet ustaw mieszkaniowych.

Powołacie osobne ministerstwo budownictwa?

Rządy PiS pokazały, że powoływanie kolejnych ministerstw i ministrów nie rozwiązało żadnego problemu Polaków, co najwyżej pozwoliło rozdawać wille i budować apartamentowce dla swoich. W normalnym rządzie ministerstwa naprawdę ze sobą współpracują. Chodzi tylko o to, czy chce się załatwić ważną dla ludzi sprawę, czy chce się uprawiać propagandę i wtedy nie wystarcza już czasu i energii na działanie. Jestem przekonana, że naszą energię będziemy koncentrować na tym, żeby zrobić, a nie żeby o tym opowiadać. Może dlatego trudniej nam przebić się z propozycjami programowymi, bo Platforma Obywatelska to partia ludzi, którzy wolą zrobić coś dobrego, niż mówić o tym, co zrobimy.

Czy przedłużycie wakacje kredytowe?

O tym, jak pomóc oszukanym przez Adama Glapińskiego, jeszcze rozmawiamy.

Czy Donald Tusk jest odpowiedzialnym populistą?

Nie, jest raczej odpowiedzialnym pragmatykiem. Wie, że „populiści trzymają się mocno”, szczególnie w Polsce, gdzie mamy dwa populistyczne nurty. Z jednej strony PiS, który mówi ludziom: „o nic się nie martwcie, na wszystko znajdziemy pieniądze”. Nie dodaje, że te pieniądze są z wysoko oprocentowanego długu, który muszą spłacić ci sami ludzie, których PiS okłamuje, że na wszystko jest. Z drugiej strony mamy populistyczny liberalizm w stylu: „spoko, podatki bardzo niskie, ZUS-u w ogóle, a mieszkania 30 proc. tańsze”. Rzeczywiście trzeba wypić niejedno piwo, żeby w to uwierzyć i przeoczyć faszyzujące hasła programowe zdjęte ze sztandaru Konfederacji na czas kampanii.

Pozostało 94% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Rynek nieruchomości
Chiński rząd będzie kupował puste mieszkania?
Rynek nieruchomości
Pożar na Marywilskiej 44. Notowania Mirbudu w dół po pożarze
Rynek nieruchomości
Prywatna wyspa na sprzedaż. Tawerna, latarnia morska i stado owiec w zestawie
Rynek nieruchomości
Wojna z flipperami nie zbije cen mieszkań. "I tak zapłacą za to kupujący"
Rynek nieruchomości
Echo wierzy w szeroko pojętą mieszkaniówkę
Materiał Promocyjny
CERT Orange Polska: internauci korzystają z naszej wiedzy