Prezentacja Komitetu Honorowego Bronisława Komorowskiego nie wzbudziła zachwytu Donalda Tuska. Nie tylko dlatego, że premier był porażony kompromitującymi wypowiedziami niektórych członków Komitetu. – To już nawet nie jest Unia Wolności, to czysta Unia Demokratyczna – miał wysyczeć Tusk do swoich najbliższych współpracowników.
Ale proces dołączania ludzi z dawnej UW i obecnej Partii Demokratycznej zaczął się na długo przed wyborami prezydenckimi. Jego przejawem było wystawienie w wyborach europejskich Róży Thun czy poparcie związanego z PD (a także z liberalną częścią lewicy) Jerzego Hausnera do Rady Polityki Pieniężnej.
Pozornie może to wyglądać jako oportunistyczna ucieczka z obumierającego środowiska do potężnej partii władzy. To wrażenie wzmacniają wiernopoddańcze oświadczenia kierownictwa Partii Demokratycznej. Trudno odróżnić retorykę PD od PO, gdy przewodnicząca Demokratów wzywa Andrzeja Olechowskiego do rezygnacji z udziału w wyborach, bo "nie warto torpedować kampanii Komorowskiego kilkuprocentowym wynikiem".
Druga strona chętnie przyjmuje ludzi z tego kręgu, nawet jeśli wcześniej z nimi wojowała. Politycy PO pytani, dlaczego to robią, odpowiadają najczęściej, że z wyborczej kalkulacji. Aby wygrać, jeśli się da, w pierwszej turze i na stałe zagospodarować elektorat centrolewicowy. Stąd wskazanie na członka PD Marka Belkę jako szefa NBP.
Następną przyczyną jest naturalna skłonność Komorowskiego do współpracy z ludźmi, z którymi zna się z dawnych lat. Do 1997 r. sam był członkiem UD i UW. Dlatego nikogo nie zdziwiło, że mianował Jacka Michałowskiego szefem Kancelarii Prezydenta po tragicznej śmierci Władysława Stasiaka.
Niektórzy politycy PO mówią z zaniepokojeniem o tej inklinacji Komorowskiego. Podejrzewają, że buduje własny obóz, który po zdobyciu przez niego prezydentury może się stać konkurencją dla związanej z Tuskiem części Platformy.
Nie wszyscy w PO są zachwyceni napływem ludzi z dawnej UW. Uważają, że Platforma nie powinna się stać partią "salonu", bo straci zbyt wielką część elektoratu. Platformerscy przeciwnicy dawnej UW chcą tylko tymczasowego sojuszu na czas wyborów. – Nie możemy mieć kompleksów wobec "salonu" – słychać z ich strony. Bo według nich niektórzy liderzy PO, pamiętający swe upokorzenia z lat 90. ze strony ówczesnego establishmentu UD i UW, teraz to odreagowują. Grzegorz Schetyna miał z dumą opowiadać, że to on jest promotorem kariery politycznej Thun.
Choć tych krytycznych głosów jest całkiem sporo, zbliżenie nadal będzie trwało. Na razie PO nie poniosła z tego powodu żadnej wymiernej straty. Otwarcie na PD jest mocno wspierane przez niektóre wpływowe media, np. "Gazetę Wyborczą" i "Politykę". W czasie wyborów prezydenckich, a także gdy zbliżają się wybory samorządowe i parlamentarne, Platformie trudno będzie zrezygnować z takiego wsparcia.
[ramka][link=http://blog.rp.pl/blog/2010/05/30/platforma-obywatelska-moze-sie-przeksztalcic-w-partie-salonu/]Skomentuj[/link][/ramka]