Pytanie więc, czy chcemy dalej skiba po skibie orać to polskie pole, by doprowadzić kraj co najmniej do średniej europejskiej, czy chcemy iść w ideologiczne szarże: politykę powstańczą, wojenki z sąsiadami, namiot smoleński. Myślę, że akurat tym razem mamy bardzo klarowne różnice, jeśli wziąć pod uwagę główne osie określające polską politykę: stosunek do Europy, stosunek do przeszłości, stosunek do gospodarki w sensie ilości państwa w gospodarce, relacje Kościół-państwo. Między dwoma głównymi partiami wybór jest jasny.
O ponownym objęciu funkcji szefa MSZ Sikorski mówi :
Chciałbym. To, że jestem piątym najdłużej urzędującym ministrem spraw zagranicznych w UE, zwiększa moją skuteczność i pomaga ugruntowywać prestiż kraju.
Oczywiście mistrz „języka miłości” i dworskiej dyplomacji nie zapomina o politycznej konkurencji.
PiS-em nie trzeba straszyć. PiS sam to robi. (...) Jarosław Kaczyński będzie się domagał prawdy, czyli tego, aby rząd przyznał się, że do spółki z Władimirem Putinem zamordował mu brata. I powinniśmy wyjaśnić, czy użyliśmy magnesu, sztucznej mgły, bomby próżniowej czy helowej. Tylko to by go usatysfakcjonowało. A mówiąc poważnie, to będziemy mieli wkrótce raport komisji Jerzego Millera i wszyscy Polacy będą w stanie wyciągnąć wnioski.
Gdy patrzymy za okno, dostrzegamy wielkie pole, gdzie każdy orze, jak może. Prestiżu międzynarodowego jednak Polsce od tego nie przebywa. Czy jest granica samouwielbienia u ministra Sikorskiego? Czy szef dyplomacji powinien żartować z katastrofy smoleńskiej, skoro polski rząd, w tym on sam, wykazują się taką indolencją w tej sprawie? Czy minister spraw zagranicznych, który mówi dziś, że "wrak nie jest już dowodem", może dowcipkować z własnych porażek? Pytamy Państwa zupełnie poważnie, bo trudno wiecznie śmiać się z żenujących wypowiedzi ministra Sikorskiego.